Analizy

Wygrał Kaczyński, przegra Tusk?

Małgorzata Subotić
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Lider PiS wyprowadził partię na pozycję równorzędną z PO. Premier utracił alibi do nieprzeprowadzania reform
Kto jest wygranym tych wyborów? Odpowiedź na to pytanie zdaje się oczywista, jeśli tym razem wierzyć jednak sondażom. Wygranym jest Bronisław Komorowski.
Ale sporo komentatorów twierdzi, że zwycięzców tak naprawdę jest trzech. Oprócz Komorowskiego także Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski. I w tej ocenie mają sporo racji, ale o tym za chwilę. Wszyscy wygrali, a nikt nie przegrał? To kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. I słusznie, bo jest jednak przegrany. W tej roli ma spore szanse wystąpić Donald Tusk.
Dlaczego taki los może się przytrafić liderowi zwycięskiej, i to podwójnie, partii? Przecież Platforma ma już nie tylko swój rząd z premierem na czele, ale i swojego prezydenta. Formalnie PO może rządzić niepodzielnie. Wszystkie instrumenty władzy ma w rękach. Weto już niegroźne. Bo jeśli w ogóle się zdarzy, to najprawdopodobniej jako decyzja wcześniej uzgodniona w rodzinie, pod publiczkę. Nie będzie kłopotów z nominacjami dla ambasadorów, stopniami generalskimi, nominacjami sędziowskimi itp. Po prostu pełna sielanka. Po wypowiedziach i twarzy premiera w wieczór wyborczy nie widać było, by czuł się jednak sielankowo. Najbardziej banalny powód jest taki, że Tusk utracił alibi, by nie przeprowadzać trudnych reform. Nie ma już Lecha Kaczyńskiego. To nic, że prezydent Kaczyński w istocie zawetował tylko jeden bardzo ważny pakiet reformatorski autorstwa minister zdrowia Ewy Kopacz. Jakie byłyby konsekwencje tych proponowanych zmian dla ochrony zdrowia Polaków? Może się dowiemy, gdy ponownie rząd je przyjmie, a Sejm uchwali.  Wtedy prezydent Komorowski ustawy podpisze. Nie wyobrażam sobie, by mógł zrobić inaczej. Choć jednocześnie mocno wątpię, by ten scenariusz w całości został przez PO i jej lidera zrealizowany. Całkiem nieprzypadkowo Jarosław Kaczyński z ochrony zdrowia uczynił lejtmotyw swojej kampanii, narażając się świadomie na przegrany proces ze sztabem Komorowskiego. Nie bez znaczenia dla PO i Tuska jest to, że Komorowski wygrał z Kaczyńskim minimalną przewagą. Oczywiście nie musi to przesądzać o kształcie jego przyszłej prezydentury. W podobnej, a nawet trudniejszej sytuacji był prezydent Aleksander Kwaśniewski. Ale po roku, dwóch, przełamał podział na dwie Polski. I następne wybory prezydenckie wygrał już w pierwszej turze.  Tym razem chyba tak nie będzie. Komorowski Kwaśniewskim Platformy z pewnością nie jest. Istnieje za to szansa, że nie będzie się owijał we flagę narodową i próbował wchodzić do bagażnika prezydenckiej limuzyny. Dlaczego jednak Kaczyński także miałby być zwycięzcą tych wyborów? Osiągnął wynik, o którym zapewne nie marzył, decydując się na start. I przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi, a przede wszystkim parlamentarnymi, PiS staje się równorzędnym przeciwnikiem PO. [ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul] [b]prof. Stanisław Gomułka[/b] | [i]główny ekonomista Business Centre Club[/i] Na znaczenie wyborów prezydenckich dla kwestii ekonomicznych patrzę głównie z punktu widzenia finansów publicznych. A prawda jest taka, że ten problem nie był przedmiotem debaty w prezydenckiej kampanii wyborczej. Bo też inicjatywa w tych sprawach należy do rządu i parlamentu, a nie do głowy państwa. Sądzę jednak, że w kwestii polityki gospodarczej czeka nas w najbliższym czasie ograniczona aktywność rządu. Wydaje mi się, że jeśli nie nastąpi żadne tąpnięcie, które zmuszałoby go do nagłego działania, gabinet Tuska będzie robił to, co dotąd, czyli niewiele. Moim zdaniem czas na poważną dyskusję o finansach publicznych i działania w tej sferze przyjdą dopiero po wyborach parlamentarnych. Również dlatego, że wynik wyborów prezydenckich daje opozycji siłę większą niż dotąd. Rząd będzie więc czekał na lepszy wynik wyborów parlamentarnych.Dobrze byłoby, gdyby prezydentem został ktoś, kto jest skłonny do współpracy. Jeśli wygrałby Jarosław Kaczyński, moglibyśmy mieć konfrontację. Sądzę natomiast, że nawet gdyby kolejne wybory do Sejmu wygrał PiS, to prezydent Komorowski nie będzie przeszkadzał. [i]—not. mns[/i][/ramka] [ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul] [b]prof. Witold Orłowski[/b] | [i]były szef doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego[/i] Wynik wyborów prezydenckich ma umiarkowany wpływ na kwestie ekonomiczne i gospodarcze. Choć gdyby prezydentem został Jarosław Kaczyński, mogłoby to oznaczać, że wejdzie z rządem w ostry konflikt. Jednak w przypadku wygranej Bronisława Komorowskiego takiej obawy nie ma. Rządowi znika co prawda wygodna wymówka w postaci prezydenta z innej opcji, ale jeśli nie dojdzie do jakiejś skrajnej sytuacji, to z jego strony nie spodziewam się teraz żadnych spektakularnych działań w zakresie polityki gospodarczej. Mimo że jest tu wiele rzeczy do zrobienia. Ale pamiętajmy, że nadal mamy sezon wyborczy. Jesienią czekają nas przecież wybory samorządowe, a w przyszłym roku parlamentarne. W takiej sytuacji na całym świecie rządy niechętnie podejmują jakiekolwiek niepopularne działania. Dlatego też sądzę, że i nasz nie będzie ryzykował. Jakieś doraźne działania, oczywiście, będą podejmowane, ale na pewno nie będzie to nic radykalnego. [i]—not. mns[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL