REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Ekonomia

Opinie

Elektrownia atomowa ma sens

Tomasz Teluk 25-09-2008, ostatnia aktualizacja 25-09-2008 01:45

Zamiast realizować niekorzystną dla kraju unijną politykę ograniczania emisji CO2, Polska powinna jak najszybciej zbudować własną elektrownię atomową

Gdyby Polska nie musiała ponosić gigantycznych kosztów polityki redukcji gazów cieplarnianych, oszczędności pozwoliłyby na budowę nawet kilku elektrowni atomowych, których powstanie oznaczałoby suwerenność energetyczną naszego kraju.

Fakty i mity

Polska jest jedynym spośród najważniejszych krajów Unii Europejskich, które nie posiadają własnych reaktorów jądrowych. Podczas gdy budowę jedynej elektrowni w Żarnowcu zablokowała grupka ekologów, we Francji działa aż 59 reaktorów, w Hiszpanii osiem, w Niemczech 17, w Wielkiej Brytanii 19, a w Szwecji dziesięć. Podczas gdy energia jądrowa tworzy gros bilansu energetycznego Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, Polska jest wciąż w dużej mierze uzależniona od mało przyjaźnie nastawionej do nas Rosji.

Cóż sprawiło, że mimo usilnych starań wciąż nie udało się nam wyrwać z ucisków rosyjskiego niedźwiedzia? Słuchając ekologów, trudno się oprzeć wrażeniu, że były to argumenty rodem z postsowieckiej agentury.

Ekolodzy operują dwoma silnie zakorzenionymi w rodzimych umysłach mitami. Pierwszy mit dotyczy niedoszłej wojny atomowej, mającej mieć charakter apokaliptyczny, a która przeciętnemu obywatelowi, który przeżył PRL, kojarzy się z poczuciem zagrożenia ze strony kapitalistycznego imperializmu. W imię bezpieczeństwa lepiej nie mieć takiego atomu we własnym domu.

Drugi zabobon, skutecznie podsycany przez ekologów, to mit Czarnobyla, jakoby każdą elektrownię atomową czekał czarnobylski los. Naturalnie nikogo, kto kieruje się w swoim rozumowaniu umysłem, a nie emocjami, nie trzeba przekonywać, że reaktory typu czarnobylskiego nigdzie nie znajdowały zastosowania poza Sowietami.

Elektrownie jądrowe są współcześnie jednym z najbezpieczniejszych, najbardziej ekonomicznych i najczystszych pod względem ekologicznym miejsc uzyskiwania energii. Mimo bezemisyjności dwutlenku węgla ekolodzy pozostają przeciwnikami budowania elektrowni atomowych.

Europa atomem stoi

Na świecie pracuje ponad 400 elektrowni atomowych. Najwięcej – 151 – znajduje się w Europie, w Ameryce Północnej – 124 i na Dalekim Wschodzie – 92. Elektrowniom atomowym niezbędne jest paliwo – uran. Największe złoża tego surowca znajdują się w Azji, Australii i Ameryce Północnej. Z energii jądrowej pochodzi 16 proc. ogółu uzyskiwanej energii. Unia Europejska jest największym producentem tego typu energii na świecie. Europejskim potentatem atomowym jest Francja, gdzie nie tylko funkcjonuje najwięcej reaktorów w Europie, ale blisko 80 proc. francuskiej energii pochodzi właśnie z eksploatacji uranu. Mało tego, Francuzi są największymi światowymi eksporterami energii elektrycznej. Z łask EdF (Electricité de France) czerpią niemal wszystkie sąsiednie kraje.

W Wielkiej Brytanii energia jądrowa zaspokaja blisko 1/5 popytu. Brytyjski sektor jądrowy został częściowo sprywatyzowany w 2007 r. Brytyjskie elektrownie mają zwykle od dwóch do czterech reaktorów, a inwestorzy planują z rozmachem kolejne duże inwestycje.

Następnym mocarstwem atomowym Europy są Niemcy. U naszego zachodniego sąsiada działa 12 elektrowni jądrowych. Co prawda na początku tego wieku ogarnięci ekologicznym szaleństwem politycy lewicowej SPD chcieli zlikwidować tę gałąź gospodarki, ale protesty przemysłu zapobiegły katastrofie.

Z energetyki jądrowej czerpią także Hiszpanie. Choć udział atomu w bilansie energetycznym zmniejszył się na przestrzeni ostatnich trzech lat o 2,6 proc., Hiszpanie są wciąż w czołówce krajów czerpiących energię z uranu. Od tego rodzaju energii uzależnieni są także Belgowie, Litwini i Słowacy. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie gospodarek Czech, Szwecji, Słowenii i Węgier, gdyby nie energetyka jądrowa.

Rachunek jest prosty

Absurdalna polityka ograniczania za wszelką cenę emisji dwutlenku węgla do atmosfery może oznaczać dla Polski totalną zapaść gospodarczą – wynika z raportu przygotowanego dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Realizacja założeń z Brukseli będzie kosztowała nasz kraj w latach 2010 – 2030 astronomiczną sumę 6,73 bln złotych, z czego 160 mld złotych to bezpośrednie koszty, które trzeba będzie ponieść w związku z niezbędnymi inwestycjami, a pozostała kwota to pośrednie koszty związane ze spadkiem PKB, wzrostem cen na rynku, uszczupleniem realnych dochodów gospodarstw domowych i pozostałymi stratami. Jak gigantyczne spustoszenie może wywołać uleganie ekologicznej poprawności? Wystarczy porównać owe niewyobrażalne kwoty do kosztów inwestycji w energetykę jądrową. Według ekspertów ds. atomistyki koszt budowy przeciętnego reaktora to 4 mld euro. Właśnie tyle ma kosztować uruchomienie nowego reaktora w elektrowni Ignalina na Litwie, w co zaangażowana jest strona polska. Analogiczną kwotę zapłacą Bułgarzy Rosjanom za budową reaktora w nowej elektrowni w Belene. Z kolei budowa pierwszego w świecie reaktora termojądrowego ITER w okolicach Marsylii pochłonie 10 mld euro.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Czarna seria podniebnych przewoźników

Od początku roku w Europie zbankrutowało już sześć linii lotniczych. W ciągu ostatniego tygodnia - dwie >>