Konflikt izraelsko-palestyński
Zmiana układu sił na Bliskim Wschodzie?
Wydarzenia związane z Flotyllą Wolności świadczą, że Izraelowi przybył nowy, nieoczekiwany adwersarz. Turcja – pisze publicysta
Trwająca już niemal 100 lat zbrojna konfrontacja izraelsko-arabska to najdłuższa wojna lokalna naszych czasów. I choć opinię międzynarodową absorbuje dziś szereg innych konfliktów, warto pamiętać, jak zapalna jest sytuacja na Bliskim Wschodzie i jak łatwo może dojść do wybuchu. Bo przebiegu konfliktu i jego skutków nikt nie będzie w stanie kontrolować.
Niedawny incydent u wybrzeży Strefy Gazy, w którym w wyniku akcji izraelskich komandosów zginęło dziewięciu propalestyńskich aktywistów tureckich, przypomniał nam o tym ponownie. Próba przełamania izraelskiej blokady Strefy Gazy i będące jej rezultatem krwawe starcie na statku Mavi Marmara sygnalizuje też zupełnie nowy element bliskowschodniej łamigłówki – wejście Turcji do grona państw rozgrywających w tym rejonie własne interesy.
Trwający od lat 70. XX wieku permanentny bliskowschodni proces pokojowy swą długością pobił większość rozgrywających się w tym czasie konfliktów zbrojnych
Nie ma bowiem najmniejszych wątpliwości, że zorganizowanie, zaopatrzenie i wyekspediowanie flotylli musiało się odbyć przy aktywnym przyzwoleniu władz tureckich. I to najwyższego szczebla. Jeśli bowiem do przewożonych Flotyllą Wolności towarów wartości kilkunastu milionów dolarów dodamy koszt zakupu pełnomorskich jednostek, to okaże się, że wchodzą w grę sumy przekraczające możliwości jakiejkolwiek organizacji pozarządowej.
Produkcja noblistów
Zaskakuje natomiast nieobecność krajów, które w konflikcie bliskowschodnim uchodzą zwykle za głównych graczy zewnętrznych: Stanów Zjednoczonych, Rosji, Egiptu czy Arabii Saudyjskiej. Oficjalne reakcje tych krajów na incydent były umiarkowane, zabrakło zwykłych potępień i kontrataków. A przecież jeszcze do niedawna konflikt izraelsko-arabski zwykle był przedstawiany jako toczona przez wielkie mocarstwa wojna przez pośredników (war by proxy), starcie dwu systemów, ba, cywilizacji. W takim ujęciu Izrael i kraje arabskie traktowane były jak kukiełki niezdolne do zapanowania nad własnym losem i sterowane z odległości przez potężnych bogów wojny.
Efektem takiego myślenia były między innymi demonstracje, w których uczestnicy rutynowo żądali „zaprzestania popierania przez USA izraelskiego okupanta”, wierząc zapewne, że zaraz potem Żydzi i Arabowie się dogadają i konflikt bliskowschodni zostanie rozwiązany. Podobne myślenie było też widoczne w polityce zagranicznej niektórych krajów europejskich, miedzy innymi Francji.
Przez lata Paryż usiłował zostać trzecią siłą zewnętrzną tego konfliktu, niezależną i od Waszyngtonu, i od Moskwy, a więc neutralną. Ponieważ jednak szło to w parze z francuską kontestacją anglosaskiej dominacji w świecie zachodnim, prowadziło więc do częstej krytyki amerykańskiej polityki bliskowschodniej i zajmowania bardziej proarabskiego stanowiska. To zaś poważnie ograniczało wiarygodność Francji w oczach izraelskich.
Najpełniejszą dotąd próbą znalezienia międzynarodowej formuły rozwiązania konfliktu izraelsko-arabskiego było powołanie w 2002 roku tak zwanego kwartetu bliskowschodniego, złożonego z reprezentantów USA, Rosji, Unii Europejskiej i Narodów Zjednoczonych. Rezultaty jego działań są więcej niż skromne i ograniczają się do mapy drogowej, czyli nawet nie samych rokowań, a pomysłu, jak do nich doprowadzić.
Inne, wielokrotnie podejmowane próby mediacji, rokowań (pośrednich i bezpośrednich) pomiędzy stronami czy opieki nad ofiarami tego konfliktu służą głównie masowej produkcji laureatów Pokojowej Nagrody Nobla. Dotąd za bezpośredni udział w negocjacjach bliskowschodnich Nobla dostali Raph Bunche (1948), Lester Pearson (1957), Anwar Sadat i Menachem Begin (1978) oraz Jaser Arafat, Szymon Peres i Icchak Rabin (1994) oraz kilka organizacji pokojowych i UNHCR (dwukrotnie). Niewiele więcej pokojowych noblistów zawdzięczamy wszystkim pozostałym konfliktom zbrojnym ostatniego półwiecza łącznie.
Trwający od lat 70. XX wieku permanentny proces pokojowy swą długością pobił większość rozgrywających się w tym czasie konfliktów zbrojnych. Każda nowa administracja amerykańska nieomal zaczyna swe urzędowanie od nowych inicjatyw w tej dziedzinie, licząc widocznie, że uda się jej odkryć jakiś istotny element procesu pokojowego, który umknął uwadze poprzedników.














