Psy
Amputacja "dla urody"
Pies merdający ogonem lub - w zależności od rasy - ogon merdający psem i uszy falujące na wietrze: z tym nam się kojarzy pies szczęśliwy
Masz uwagi?Skomentuj na blogu lub napisz list na zwierzetailudzie@rp.pl
Dzięki uszom i ogonowi pies jest bardziej "czytelny" dla ludzi i dla swoich współbraci. Skąd zatem obyczaj "poprawiania" psiej urody, czego zresztą zakazuje ustawa?
Zwolennicy - wśród nich znani hodowcy psów - twierdzą, że zabiegi kopiowania (czyli amputacji, bo trzeba to nazywać po imieniu) przeprowadzane we wczesnym szczenięctwie nie są specjalnie bolesne. Infekcje, które mogą w przyszłości zaatakować naszego psa, mają powodować silniejszy ból niż samo kopiowanie.
Dziwna ta ludzka wrażliwość - z jednej strony, razem z naszym maleńkim dzieckiem płaczemy jak bobry podczas szczepienia, ale bez zmrużenia oka poddajemy psa czy kota bolesnym zabiegom chirurgicznym.
Dlaczego robimy to psom?
W XVIII wieku w Królestwie Wielkiej Brytanii właściciele psów płacili podatek od pracujących psów z ogonami. Jeśli właścicielem był drobny rzemieślnik (np. rzeźnik), to psie ogony przegrywały i były obcinane, bo pozwalało to uniknąć podatku. Sam przepis został unieważniony w 1796 roku, ale obyczaj przetrwał.
Przykładowy rzeźnik utrzymywał przy sobie małe pieski, które miały za zadanie walczyć z plagą szczurów. Później te pieski stały się protoplastami m.in. terierów i sznaucerów, które do dziś mają cięte ogony. Zostają im średniej długości kikuty, tak żeby można było uchwycić psa i wyciągnąć z nory, do której się zapędził.
W kasie bogatego lorda podatek uszczerbku nie czynił - zakładając, że w ogóle musiał go płacić - więc psy, z którymi polował na zające i ptactwo, ogony posiadały (setery, charty) i posiadają.
Uszy i ogony przycinano także tym psom, które wystawiano do walk. Teraz walki psów są zakazane, ale widok staffordshire bull terriera z kopiowanymi uszami nie należy do rzadkości.
Ogony traciły też psy myśliwskie, które wykorzystywano do polowań na grubego zwierza (np. dog argentyński, którego rolą było osaczanie pum).
Przeciwnicy kopiowania twierdzą, że zabieg jest wykonywany bardziej dla celów estetycznych niż zdrowotnych. Współcześnie jest tylko źródłem niepotrzebnego bólu.
Co zawiniły koty?
Koty bardzo dbają o swój image. W szczególny sposób o swoje pazury. Mają być długie i naostrzone. W swoim starannie zaplanowanym kalendarzu, pomiędzy drzemki a jedzenie, wkładają ostrzenie.
Pechowo wybierają osełkę. Zwykle jest to nasz reprezentacyjny mebel, a im droższe obicie tym lepiej. Tak już koty są zrobione. Na nieszczęście dla kotów, człowiek jest zrobiony tak, że nie lubi, gdy domowy pupil naraża go na koszta. Pazurom została wypowiedziana wojna.
Większość tylko przycina kotom pazurki, samodzielnie lub u weterynarza. Koty manicure raczej nie lubią i bronią się ze wszystkich sił. Niektórzy weterynarze upewniają się, czy kot nie jest przypadkiem zwierzęciem wychodzącym. Jeśli jest, to pazury skracane są tylko nieznacznie.
Część właścicieli domowych kotów poszła krok dalej. Skoro przycinanie jest taką syzyfową pracą, to lepiej obetnijmy tę część palca, z której paznokieć wyrasta - pomyśleli. Takie zabiegi są wykonywane w USA, podobno również w Polsce, ale nie znalazłam gabinetu weterynaryjnego, który miałby taką pozycję w cenniku. Mam nadzieję, że nie ma jej również wśród świadczonych usług.
Jak bardzo zabieg okalecza koty, możemy sobie wyobrazić oglądając nasze własne dłonie. Teraz wyobraźmy sobie jak by wyglądały bez ostatniego członu...
Pamiętajmy, kot bez pazurów jest bezbronny. Nie ucieknie nawet na drzewo. Czytaj więcej: Kocie prawo do drapania
Przepisy są
W całej Europie od 1 października 2001 r. obowiązuje zakaz kopiowania psich uszu. Zakaz dotyczący ogonów obowiązuje od 1 stycznia 2006 roku. Organizatorzy wystaw zastrzegają, by w dokumentach zgłoszeniowych była informacja, kiedy zabiegu dokonano. Jeśli operacja była przeprowadzona po tych datach, to pies nie jest dopuszczony do wystawy.















