Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Katastrofa smoleńska

Rosyjskie śledztwo budzi wštpliwości

AP
Obserwujemy przemyœlanš kampanię, której celem jest skierowanie uwagi Polaków, Rosjan oraz opinii międzynarodowej na jednš przyczynę katastrofy pod Smoleńskiem: błšd pilota - przekonuje Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina w rozmowie z Jackiem Przybylskim
Był pan jednym z pięciu sygnatariuszy listu rosyjskich dysydentów wyrażajšcego zaniepokojenie przebiegiem œledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Dlaczego go państwo napisali? Andriej Iłłarionow: To zaszczyt być nazwanym dysydentem, ale ja formalnie nim nie jestem. Wiele lat pracowałem w rosyjskim rzšdzie. Byłem m.in. doradcš ówczesnego prezydenta, a obecnego premiera Władimira Putina. W niektórych sprawach popieram politykę rosyjskich władz, a w innych – jak stosunek do praw człowieka, demokracji i wolnych mediów – przyjmuję postawę krytycznš. Jeœli zaœ chodzi o list otwarty, to napisaliœmy go, bo katastrofa w Smoleńsku była wielkš tragediš, zarówno dla Polski, jak i Rosji. Sam byłem jednym z tych wielu Rosjan, którzy zapalili œwieczki przed polskimi konsulatami i kładli kwiaty przed ambasadami.Katastrofa ta zdarzyła się przy okazji uroczystoœci upamiętniajšcych ofiary Katynia. Historia zaœ zna wiele przypadków tajemniczej œmierci osób, które próbowały się dowiedzieć, co się stało w Katyniu, i przekazać tę wiedzę œwiatu. Katastrofa samolotu z Władysławem Sikorskim na pokładzie wydarzyła się wkrótce po tym, gdy poprosił on Międzynarodowy Czerwony Krzyż o œledztwo w sprawie Katynia. W 1946 roku podczas procesów norymberskich jeden z polskich prokuratorów, Roman Martini, został zamordowany, gdy przekonywał, że zbrodnia była dziełem NKWD. W maju 1946 jeden z członków rosyjskiej delegacji w Norymberdze – Nikołaj Zoria – wyrażał wštpliwoœci co do tego, że Niemcy byli sprawcami tej zbrodni. Następnego ranka znaleziono go martwego w pokoju hotelowym.
Sugeruje pan, że na polskiego prezydenta dokonano zamachu? Tego nie wiemy. Wbrew obietnicom œledztwo w sprawie katastrofy nie jest ani transparentne, ani dynamiczne. Polska strona nie ma pełnego i swobodnego dostępu do dokumentów i zgromadzonych dowodów. Polakom póŸno udostępnia się czarne skrzynki, choć niemal od razu było wiadomo, że sš one w dobrym stanie i można odczytać ich zapis. Obawiamy się więc, że œledztwo nie jest prowadzone we właœciwy sposób i dlatego napisaliœmy list otwarty, który wysłaliœmy do "Rzeczpospolitej", "Gazety Wyborczej" i dziennika "Polska The Times". A jak według pana powinno wyglšdać œledztwo? Spójrzmy, jak badano sprawę katastrofy nad Lockerbie w 1988 roku. Nikt nie przeżył, a samolot rozpadł się na ogromnš liczbę malutkich kawałków. Pozbieranie wszystkich dowodów, stwierdzenie, że na pokładzie doszło do eksplozji, ustalenie, gdzie umieszczona była bomba i kto jš tam umieœcił, zajęło œledczym trzy lata. Gdy ginie tak wiele osób, trzeba dokładnie przeanalizować wszelkie możliwe hipotezy. Oczywiœcie, pod koniec może się okazać, że przyczyna była prozaiczna. Nie można jednak lekceważyć żadnego scenariusza. Trzeba rozwiać wszelkie wštpliwoœci. Po 11 wrzeœnia w USA nie badano jednak hipotezy zakładajšcej, że za atakiem na WTC stała tajna grupa amerykańskich oficjeli, choć niektórzy Amerykanie w taki spisek wierzš. Czy œledztwo, o którym pan mówi, nie tworzyłoby niepotrzebnie teorii spiskowych? Staram się unikać teorii spiskowych. I chciałbym myœleć, że to nie był spisek. Proszę mi jednak pozwolić przypomnieć œmierć Aleksandra Litwinienki w Londynie. Wiele osób myœlało, że to był przypadek, a pracownicy brytyjskiego Scotland Yardu – choć majš opinię najlepszych na œwiecie – przez ponad 20 dni nie byli w stanie dojœć do prawdy. Sprawę udało się wyjaœnić dzięki próbce moczu, którš pobrano na krótko przed œmierciš Litwinienki. To wtedy się dowiedziano, że otruto go przy użyciu materiałów radioaktywnych. Gdyby nie pobrano tamtej próbki, do dziœ nie wiedzielibyœmy, iż było to morderstwo wykonane z zimnš krwiš i przy dużym udziale œrodków rzšdowych. Chciałbym być absolutnie pewny, że przy wyjaœnieniu katastrofy prezydenckiego samolotu zostanš użyte przynajmniej takie œrodki jak w przypadku sprawy Litwinienki. Po katastrofie rosyjskie władze wykonały wiele przyjaznych gestów, które mogš œwiadczyć, że im też zależy na wyjaœnieniu sprawy. Szczerze powiedziawszy, miałem i mam wrażenie, że podejœcie członków rosyjskich władz do tej kwestii jest tylko formalne. Współczucie wyrażane przez Dmitrija Miedwiediewa czy Władimira Putina nie było szczere? Nie chcę mówić o konkretnych osobach. Przechodzšc do samego œledztwa, to po pierwsze uważam, że sposób jego prowadzenia nie spełnia standardów badania tego typu katastrof. Po drugie przez ostatnie 45 dni nie spełniono obietnic dotyczšcych dostarczenia materiałów ze œledztwa i ujawnienia częœci z nich opinii publicznej. Po trzecie wreszcie obserwujemy przemyœlanš kampanię, której celem jest skierowanie uwagi Polaków, Rosjan oraz opinii międzynarodowej na jednš przyczynę katastrofy – błšd pilota. Bo takiego błędu nie można wykluczyć. I ja go nie wykluczam. Ale tego typu wnioski powinny być ogłaszane dopiero po zakończeniu œledztwa, przeanalizowaniu oraz odrzuceniu innych hipotez na podstawie jasnych dowodów. W przeciwnym razie twierdzenia o błędzie pilota sš czystš spekulacjš. W tym wypadku wyglšda jednak na to, że nie mamy do czynienia ze spekulacjš, lecz konsekwentnš kampaniš prowadzonš bez przerwy od 45 dni. Bardzo dużo uwagi poœwięcono analizie czarnych skrzynek, co oczywiœcie jest postępowaniem właœciwym i potrzebnym. Dotšd nie mamy za to wiarygodnych przekazów dotyczšcych informacji, jakie kontrolerzy lotów przekazywali pilotom. Wiemy, że pogoda zepsuła się tak bardzo, że żaden samolot nie mógł wylšdować co najmniej 40 minut przed zaplanowanym czasem lšdowania samolotu prezydenckiego. Jak ta informacja została przekazana? Jaka była reakcja załogi? Najważniejszš rzeczš jednak jest sprawa położenia samolotu. Dlaczego, gdy zaczšł kosić czubki drzew, znajdował się co najmniej 100 metrów niżej, niż powinien? Dlaczego zboczył o 40 metrów na lewo od kursu, który powinien był przyjšć? Czy kontrolerzy lotów nie widzieli na radarach jego pozycji? A jeœli widzieli, to dlaczego nie ostrzegli pilotów? Dlaczego po prostu nie zabronili lšdowania, do czego mieli prawo? Takie pytania padały już wiele razy. Wiemy, że kontroler lotu nie zachowywał się œciœle zgodnie z procedurami, a trzy dni po katastrofie odszedł na emeryturę. Dlaczego tak szybko? Zamiast rozwinięcia tego wštku słyszymy długie dyskusje na temat tego, kto poza załogš był w kokpicie. Poczštkowo miała to być kobieta, potem się okazało, że to jednak mężczyzna. Sugeruje pan, że polski rzšd daje zbyt dużš wiarę w zapewnienia rosyjskich władz? Premier Donald Tusk wielokrotnie zapewniał, że ma zaufanie do rosyjskich œledczych. Jeżeli premier Tusk rzeczywiœcie tak mówił, to popełnił ogromny błšd. Niezależnie od osobistych relacji ostatnia rzecz, jakš może zrobić szef rzšdu, to zaufać komukolwiek spoza swojego kraju. To podstawy dyplomacji, które majš zastosowanie nawet do najbliższych sojuszników. Sam spędziłem trochę lat w rzšdzie i wiem, że w polityce zagranicznej nie można postępować w ten sposób. Jako osoba prywatna może pan wierzyć, komu chce, bo jeœli się pan pomyli, to tylko pan poniesie odpowiedzialnoœć za swój błšd. Ale urzędnik państwowy, premier, prezydent, nie majš do tego prawa. Stosunki międzynarodowe to branża, w której nie można poprzestać na zaufaniu. W Rosji mamy takie powiedzenie: "ufaj, ale sprawdzaj". W Polsce też mamy. Władze w Warszawie szybko wykluczyły jednak hipotezę, że za katastrofš mogły stać władze rosyjskie. Każdy œledczy wie, że dopóki ostatecznie nie wyjaœni się danej sprawy, nie może wykluczać żadnej hipotezy. Historia zna wiele przykładów œledztw, w których scenariusz, choć poczštkowo wydawał się absolutnie niemożliwy i niewyobrażalny, ostatecznie okazywał się prawdziwy. Niedaleko miejsca, w którym rozmawiamy, mieœci się Muzeum Szpiegostwa. Umieszczono w nim slogan: "nic nie jest takie, jakie się wydaje". To ważne hasło, gdy ma się do czynienia z tego typu katastrofami. Wraz ze znajomymi zebraliœmy 44 pytania, na które mimo publikacji raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wcišż nie znamy odpowiedzi. Zaczęliœmy również gromadzić przypadki jawnych kłamstw. I mamy już 27 przykładów kłamstw, które trafiły do mediów i przez jakiœ czas obowišzywały. Niby jakie? Tuż po katastrofie usłyszeliœmy, że pilot cztery razy podchodził do lšdowania. Wszyscy na lotnisku wiedzieli, że była tylko jedna próba lšdowania. Przez wiele dni powtarzano jednak kłamstwo o czterech próbach. Potem zaczęto rozpowszechniać dezinformację, że polski pilot był niedoœwiadczony. Dopiero po jakimœ czasie okazało się, że miał wystarczajšce doœwiadczenie. Mówiono, że nie znał rosyjskiego i nie mógł się porozumieć z wieżš. To też było kłamstwo. Wreszcie nieprawdziwy okazał się czas katastrofy. W kabinie pilotów nie było też żadnej kobiety. Ponad 50 tysięcy Polaków żšda od premiera Tuska utworzenia międzynarodowej komisji do zbadania katastrofy. Czy zdaniem pana jej powoływanie miałoby jeszcze jakiœ sens? Międzynarodowa komisja powinna powstać tuż po katastrofie. Mówiło o tym wiele osób. Nienaciskanie w tej sprawie na rosyjskie władze było błędem polskiego rzšdu. Obecnie nie wiemy, jakie dowody zniszczono, a które przetworzono tak, by nic nie dało się już wykryć. Warto przy okazji przypomnieć inne œledztwo, prowadzone w 1944 roku pod przewodnictwem Nikołaja Burdenki przez Radzieckš Komisję Specjalnš w Katyniu. Jego wyniki były jawnš manipulacjš, ale kłamstwo o niemieckiej odpowiedzialnoœci obowišzywało przez 50 lat. Mimo że niszczono wiele dowodów, międzynarodowej komisji udało się jednak ustalić prawdę. Nie ulega więc wštpliwoœci, że prędzej czy póŸniej międzynarodowa komisja badajšca katastrofę pod Smoleńskiem powinna powstać. Może ona jednak dojœć do tych samych wniosków, co autorzy raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Byłaby to dobra wiadomoœć. Wszyscy mieliby wówczas pewnoœć, że dla wyjaœnienia tej sprawy zrobiono wszystko, co było można. Jak rosyjskie władze zareagowałyby na próbę stworzenia takiej komisji? Nie można wykluczyć negatywnej reakcji. Najpierw musielibyœmy jednak widzieć zainteresowanie tš kwestiš polskiego rzšdu. Tymczasem w sprawie œledztwa zajmuje on biernš postawę. Po katastrofie Donald Tusk zrobił na mnie wrażenie człowieka zaszokowanego tragediš, ale potem nie widziałem w nim siły, która kazałaby mu wycišgnšć od Rosjan jak najwięcej informacji. Takiej postawy nie widzę też u Bronisława Komorowskiego. Po katastrofie władze Rosji wykonały wiele propolskich gestów. Polscy politycy mogli je wzišć za dobrš monetę. O tym właœnie pisaliœmy w liœcie otwartym. Wydaje się, że dla polskiego rzšdu udawanie zbliżenia z obecnymi władzami Rosji jest ważniejsze niż ustalenie prawdy w jednej z największych tragedii narodowych. Tymczasem powołania międzynarodowej komisji z udziałem Czerwonego Krzyża domagał się w Moskwie Władysław Sikorski, choć zdawał sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji dla siebie i dla jego rzšdu na uchodŸstwie. W 1943 roku toczyła się krwawa wojna, a istnienie Polski stało pod znakiem zapytania. Mimo to Sikorski uznał, że nie może zignorować losu polskich oficerów, i zażšdał prawdy. Dobrych relacji – nieważne, jak piękne słowa i deklaracje padajš – nie da się zbudować na kłamstwach. Dlaczego rosyjskim władzom miałoby zależeć na œmierci Lecha Kaczyńskiego? Chcę myœleć, że rosyjski rzšd nie maczał palców w tej katastrofie. Nie można jednak zapominać o wydarzeniach, które doprowadziły do tego, że Lech Kaczyński poleciał do Katynia 10 kwietnia, a nie 7. Najpierw prezydenckie zaproszenie do Auschwitz w upokarzajšcy sposób odrzucił Dmitrij Miedwiediew. A po zaproszeniu przez Władimira Putina na uroczystoœci do Katynia Donalda Tuska robiono wszystko, by nie przyleciał na nie Lech Kaczyński. Te okolicznoœci pokazujš, że w najlepszym razie toczono z Polskš grę, która miała upokorzyć jednš częœć polskiego społeczeństwa i ustanowić dobre, specjalne relacje z drugš. Działania rosyjskich władz można uznać za ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski. Takš politykę rosyjskie władze uprawiały od kilku lat, nie traktujšc polskiego prezydenta z szacunkiem, który należy się każdej głowie państwa. Czym naraził się Kaczyński? Wojna o polskie mięso, opóŸnienie porozumienia między Rosjš a UE czy fakt, że był on głównym sprawcš tego, iż Rosja nie zwyciężyła podczas ataku na Gruzję. Jeszcze ważniejszy był jednak jego udział w czyszczeniu wojskowych służb wywiadowczych z ludzi, którzy byli zwišzani z rosyjskimi służbami. To była największa wina Kaczyńskiego i nie ma wštpliwoœci, że w Rosji dla niektórych osób było to niewybaczalne. Czy chce pan powiedzieć, że służby specjalne podjęłyby ryzyko organizacji zamachu na prezydenta? Nie brzmi to wiarygodnie. Toteż ja wcale nie myœlę, że tak było. Ale gdy w 2004 roku w Katarze został zamordowany Zelimchan Jandarbijew (były prezydent Czeczenii – red.), wiele osób też nie mogło uwierzyć, że stały za tym rosyjskie władze. Również w 2004 roku mało kto myœlał, że kandydat na prezydenta Ukrainy Wiktor Juszczenko może zostać otruty. A w 2006 roku nikt sobie nie wyobrażał, że ktoœ mógłby zorganizować morderstwo w centrum Londynu z użyciem radioaktywnego polonu. Dwa lata póŸniej nikt się nie spodziewał, że rosyjskie wojska przekroczš uznawanš na całym œwiecie granicę niepodległego państwa, że będš okupować znacznš częœć gruzińskiego terytorium i zdecydujš się na bombardowania, w których zginęły setki ludzi. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Lech Kaczyński był jednak głowš państwa, które jest członkiem NATO! No i? A co NATO mogłoby zrobić? Przecież NATO wznowiło pełne stosunki z Moskwš zaledwie kilka miesięcy po agresji na Gruzję. Dlatego co najmniej dwa razy bym się zastanowił, zanim powiedziałbym, kto w tej grze jest twardszy. Z rosyjskimi władzami trzeba grać twardo? Nie mogę dawać rad rzšdom innych państw. Polska sama musi zdecydować, jaka polityka będzie dla niej najkorzystniejsza. A jeœli chodzi o dobro œwiata, to już lata 30. XX wieku pokazały nam, że jeœli agresor nie zostanie powstrzymany na samym poczštku, to roœnie w siłę tak bardzo, że potem trudno go powstrzymać. W liœcie pojawiła się pozytywna ocena odezwy do Rosjan, jakš wygłosił Jarosław Kaczyński. Rzeczywiœcie mu pan uwierzył? Przecież Jarosław i Lech Kaczyńscy uchodzili za rusofobów. A tu nagle apel do "przyjaciół Rosjan". Rzeczywiœcie, rosyjskie media nazywały ich rusofobami. Ale trzeba odróżniać rzeczywistoœć od propagandy. Przeczytałem wystšpienia obu polityków i nie znalazłem w nich nic, co œwiadczyłoby o rusofobii. Apel Jarosława Kaczyńskiego do narodu rosyjskiego brzmiał dla mnie szczerze. Gdyby Donald Tusk czy Bronisław Komorowski wygłosili podobne lub jeszcze lepsze apele do narodu rosyjskiego, to o nich też wspomnielibyœmy w liœcie. Niestety, żaden z nich tego nie zrobił. A o co chodzi w państwa apelu wzywajšcym do obrony polskiej niepodległoœci? Pana zdaniem jest ona zagrożona? Patrzšc na to, jak przebiega œledztwo w sprawie katastrofy, nie widzę żadnych prób ratowania polskich interesów. Nie mówię, że Polska nie powinna mieć przyjaznych stosunków z innymi krajami, w tym z Rosjš. W przeciwieństwie do rosyjskich władz nie wskazuję, na kogo powinni głosować Polacy. Uważam tylko, że niezależnie od tego, kto będzie u władzy, nie powinien rezygnować z obrony polskiego interesu narodowego. Wówczas relacje polsko-rosyjskie będš mogły być oparte na wzajemnym szacunku. Niestety, wyglšda na to, że polskiemu rzšdowi bardziej zależy na udawaniu, że ma dobre relacje z rosyjskimi władzami, niż na odkryciu prawdy. Tymczasem dobre stosunki można zbudować na prawdzie, nie na kłamstwie.     Urodził się w 1961 roku w Leningradzie (obecnie Petersburg). Jest jednym z najbardziej znanych na œwiecie rosyjskich ekonomistów i krytyków polityki Kremla. W latach 2000 – 2005 był doradcš gospodarczym ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina. Do dymisji podał się na znak protestu przeciwko prowadzonej przez niego polityce. Publicznie oznajmił wówczas, że Rosja przestaje być krajem demokratycznym i że dochodzi w niej do nagminnego ograniczania swobód politycznych. Twierdził, że kraj jest rzšdzony przez wielkie korporacje kierujšce się własnymi interesami. Krytykował też między innymi decyzję o uwięzieniu i skazaniu Michaiła Chodorkowskiego oraz faktycznej "nacjonalizacji" należšcego do oligarchy koncernu naftowego Jukos. Był jednym z 34 sygnatariuszy opublikowanego 10 marca 2010 roku w Internecie manifestu "Putin musi odejœć". Obecnie pracuje w waszyngtońskim liberalnym think tanku – instytucie CATO.  
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL