REKLAMA

Powódź w Polsce

Amfibią do lokalu wyborczego

Tomasz Nieśpiał, Józef Matusz 20-06-2010, ostatnia aktualizacja 20-06-2010 17:07
Gmina Wilków
autor: Bartłomiej Żurawski
źródło: Fotorzepa
Gmina Wilków
Zalane okolice Juliszewa
autor: Marian Zubrzycki
źródło: Fotorzepa
Zalane okolice Juliszewa
Sokolniki
autor: Krzysztof Lokaj
źródło: Fotorzepa
Sokolniki

Część powodzian głosowała, bo robiła tak zawsze. Inni uznali, że teraz to nawet najlepszy prezydent im nie pomoże

W dwukrotnie ostatnio zalanych Sokolnikach w gminie Gorzyce (Podkarpacie) prowizoryczny lokal wyborczy urządzono w domu kultury. – Jedną z sal udało się przystosować – mówi przewodniczący komisji Krzysztof Nowak. Pomogły więźniarki z aresztu w Nisku. Namoknięte drzwi usunięto i zastąpiono kotarami. – Wody było po koronę orła – członek komisji Alina Tworek pokazuje na zawieszone pod sufitem godło państwa. – Trochę tu jeszcze cuchnie.

Większość mieszkańców Sokolnik jeszcze nie wróciła do domów. Śpią u bliskich, w szkołach, internatach, a w dzień przyjeżdżają sprzątać. Zofia i Marian Skrzypaczowie byli wśród pierwszych głosujących. – Przez tragedię nie możemy przestać być obywatelami – mówią. Liczą, że po tym wielkim kataklizmie państwo się obudzi i zacznie troszczyć o zwykłych ludzi.

– Ja uciekałam przed wodą prawie nago – opowiada 77-letnia Zofia Kutyła z Sokolnik. Mieszka samotnie. Woda zniszczyła jej dorobek życia: lodówkę, pralkę i telewizor. Martwi się, za co odbuduje piec kaflowy. – Przyszłam oddać głos, bo zawsze chodziłam na wybory - mówi. – Może będzie lepiej.

Sprzątać czy głosować

W pobliskich Furmanach o godz. 11 frekwencja była niewielka. Na 550 uprawnionych głosowało 50 osób. – Ludzie zajęci są sprzątaniem, ale będą jeszcze dwie msze i może trochę osób przyjdzie – mówią członkowie komisji.

W nieodległym Zalesiu Gorzyckim do domów wrócili nieliczni. Adamina i Marek Bartoszkowie od trzech tygodni śpią w namiocie ustawionym na wale rzecznym. To najwyższy punkt we wsi. Pilnują czterech krów i cielęcia, które wyprowadzili na koronę wału, gdy wieś zaczęła zalewać woda. – Tu przynajmniej mamy świeże powietrze, bo w domu potwornie cuchnie – mówi pani Adamina. Dom mają kilkadziesiąt metrów od wału. Był zalany powyżej parteru. – Jeszcze tylko kaczki połapię, królika nakarmię i zawiozę całą rodzinę na wybory – mówi syn Bartoszków Sylwester. – Oddamy głos na Kaczyńskiego, bo on doświadczył jeszcze większej tragedii niż nasza – zaznacza pani Adamina.

W Zalesiu Gorzyckim nie ma lokalu wyborczego, bo miejscowa świetlica została kompletnie zniszczona. Mieszkańcy są dowożeni do Gorzyc. Zastępczy lokal urządzono tam w sali ślubów. – Wystarczy zadzwonić i busy dowiozą każdego, kto chce głosować – mówili członkowie komisji.

W południe zadzwonił Józef Warzycki. Powiedział, że ma 99 lat. – Czy możecie przyjechać? – pytał pracownicę urzędu gminy. – Już wysyłamy samochód – odpowiedziała.

W prawobrzeżnym Sandomierzu wyborców co godzinę do lokali dowoziły bezpłatne autobusy komunikacji miejskiej. Tam, gdzie woda jeszcze nie ustąpiła, mieszkańcy mogli skorzystać z amfibii wojskowej.

Mieszkańcy Świniar pod Płockiem nie mogli głosować w swojej miejscowości. Dowożono ich do lokalu w pobliskim Juliszewie.

Tego obowiązku żaden żywioł nie odbierze

W ośrodku Caritasu w Gorzycach przebywa jeszcze 60 powodzian. – A kto kandyduje? – pyta jeden z mężczyzn ewakuowany z Sokolnik. Mówi, że od miesiąca nie oglądał telewizji i nie zamierza głosować. – Nie podam nazwiska, bo to jest teraz cały dorobek mojego życia – pokazuje czarny garnitur, który dostał z darów.

Teresa Nowak z Trześni z czteroosobową rodziną już miesiąc mieszka w ośrodku Caritasu. – Idę na mszę, ale do lokalu wyborczego nie wstąpię – zaznacza. Opowiada, że jej parterowy dom dwukrotnie został zalany po sam komin. – Nie mamy gdzie wracać i nawet najlepszy prezydent nam nie pomoże – tłumaczy. Uważa, że po pierwszej powodzi powinien zostać wprowadzony stan klęski żywiołowej.

- Woda zabrała nam wszystko, więc co nam teraz pozostało? Nic, tylko głosowanie. Tego prawa i obowiązku żaden żywioł nam nie odbierze – wzdycha Robert Pietras z zalanego dwukrotnie Szczekarkowa w gminie Wilków na Lubelszczyźnie.

Myślą, jak przeżyć, a nie – kogo wybrać

W niedalekim Dobrem słychać całkiem inne opinie. – Na co nam są te wybory, skoro tu taki chaos panuje. Ludzie myślą o tym, jak przeżyć kolejny dzień, a nie – kogo wybrać na prezydenta – tłumaczy Paweł Chodoła, który sam przyszedł głosować. Obawia się jednak, że po kampanii pomoc powodzianom nie będzie już tak popularna. – Politycy zapomną o Wilkowie. Przed wyborami wszyscy dużo mówią, a potem mało robią, niestety – konstatuje.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Znowu może dojść do wielkiej powodzi

Raport NIK. W dorzeczu Odry może powtórzyć się tragedia z 1997 czy 2010 r. Jedna trzecia wałów wciąż jest w złym stanie >>