Powódź w Polsce
Sandomierz i Tarnobrzeg toną
- Okładanie krakowskim wałem
- Gdzie i kiedy kulminacyjne fale
- Prognozy są optymistyczne
- Nie poświęcajcie naszych domów
- Polska będzie się starać o pomoc z Unii Europejskiej
- Firmy policzą straty
- Kto odpowiada za przeciwdziałanie klęsce
- Powódź nie usprawiedliwia dłużnika automatycznie
- Po odszkodowanie, gdy minie zagrożenie
- Firma może wezwać do walki z wielką wodą
Woda błyskawicznie zalała miasta. – Już nie ma co zabezpieczać, trzeba ratować ludzi – oceniali strażacy
– To się stało nagle – opowiada Mieczysław Chojnacki z osiedla Wielowieś w Tarnobrzegu, przy granicy z Sandomierzem. Pobiegł, by wyprowadzić z obory konia i świnie. – A tam woda po kolana. Nie udało mi się uratować zwierząt – rozpacza po stracie konia, który był jego źródłem utrzymania. Mężczyznę wraz ze starszymi rodzicami ewakuowali strażacy. Do amfibii wsiadali przez okno na piętrze, parter zalała już woda. – Nie ma tam już do czego wracać – wzdycha Chojnacki.
Błagali o ratunek
Dramat na pograniczu Tarnobrzega i Sandomierza zaczął się rano. Woda przerwała wał w Koćmierzu, tuż przed Sandomierzem. W kilkanaście minut zalane zostały położone nad rzeką osiedla w Tarnobrzegu oraz prawobrzeżny Sandomierz. Pod wodą znalazło się ponad tysiąc domów, ewakuowano ponad 3 tys. ludzi. Ci, którzy w nocy nie zgodzili się na ewakuację, błagali o ratunek. Przenieśli, co mogli, na wyższe kondygnacje i wypatrywali pomocy, tak jak Anna Mielkina z córkami: kilkumiesięczną Zuzią i kilkuletnią Gabrysią. Strażacy ewakuowali je dopiero w południe. – Myśleliśmy, że nie będzie tak tragicznie – mówiła matka po przewiezieniu na suchy ląd.
Rozmiarami rozlewiska zaskoczony był prezydent Tarnobrzega Jan Dziubiński. – Po powodzi w 1997 r. poprawiliśmy obwałowania i nic nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii – mówił Dziubiński. Ale tym razem fala była potężna. Poziom Wisły w Sandomierzu wynosił 842 cm – o osiem więcej niż kiedykolwiek w historii.
Do Sandomierza i Tarnobrzega ściągano posiłki z całej Polski. Mieszkańcy opowiadali “Rz”, że służby nie panowały nad sytuacją. – Tu już nie ma co zabezpieczać. Trzeba ratować ludzi – relacjonowali strażacy szefowi MSWiA Jerzemu Millerowi, który odwiedzał zalane tereny w obu miastach. Na miejsce przybył też premier Donald Tusk. Po południu w Sandomierzu wyłowiono zwłoki mężczyzny – wszystko wskazuje na to że utonął.
Zobacz poradnik "Rz": prawo dla powodzian
Niebezpiecznie jest w Małopolsce. Wczoraj niedaleko Oświęcimia strażacy odnaleźli ciało 57-letniego mężczyzny, który najprawdopodobniej jest kolejną ofiarą powodzi.
W Krakowie strażacy walczyli z przeciekami wałów. – Ciągle pada, a część tych umocnień jest stara i na ich konserwację nie wystarcza środków – tłumaczy Jerzy Grela, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie. – Woda szuka sobie ujść, także wskutek pracy myszy, kretów i bobrów.
Groźnie jest też na Lubelszczyźnie. W Zastowie Karczmiskim od kilku tygodni trwa modernizacja wału przeciwpowodziowego. Woda przybrała tam w momencie, kiedy istniejący wał został zniwelowany o kilkadziesiąt centymetrów.
– Jest źle. Poziom wody już jest większy od tego z 1997 i 2001 roku – nie ukrywa Grzegorz Teresiński, wójt gminy Wilków, na terenie której leży Zastów. W tym roku gmina znalazła pieniądze na zabezpieczenie przed powodziami i budowa rozpoczęła się w maju. – Kto mógł przypuszczać, że będziemy mieli powódź już wiosną? – rozkłada ręce wójt.
W Zastowie wiedzą swoje. – Teren był przygotowany pod koniec lutego, a pozwolenie na budowę obowiązywało dopiero od maja. Przez opieszałość urzędników straciliśmy dwa miesiące, które mogłyby nas uratować – skarży się “Rz” jeden z mieszkańców. Przy podwyższaniu wału pracuje cała wieś. – Dwie noce nie spaliśmy, tyle tu roboty – opowiada młody mężczyzna. A wójt Teresiński wzdycha: – Mam nadzieję, że zdążymy przed największą falą.
Mniej wiary ma Henryka Wicha, która mieszka tuż przy Wiśle: – Jak woda będzie przybierała w takim tempie, to chyba tylko modlitwa nam zostanie.
Poziom wody w Wiśle zagrażał również elektrowni w Połańcu, w której ograniczono produkcję energii elektrycznej.
Według Renaty Davidson, eksperta z zakresu planowania kryzysowego, walka z żywiołem nie powinna się ograniczać do doraźnych działań ratunkowych. – Wielu przykrych sytuacji można by uniknąć, gdyby więcej czasu poświęcono na przygotowanie planu działań przy tego typu zdarzeniach, uwzględniając najgorsze scenariusze.















