Media i Internet
Udany rok, ale kolejne będą trudne
W ubiegłym roku, mimo kryzysu, przychody wydawnictw były zbliżone do rekordowego 2008 r.
Przychody wydawców książek w 2009 roku spadły zaledwie o 1,7 proc. i wyniosły 2,86 mld zł. Przypomnijmy, że rok wcześniej wzrost sprzedaży sięgnął blisko 12 proc., a łączny przychód wyniósł wówczas 2,91 mld zł. Należy to uznać za sukces – zarówno ze względu na czynniki zewnętrzne, czyli obawy (i oszczędności!) społeczeństwa w związku z trawiącym część świata kryzysem, jak i z uwagi na okoliczności rynkowe, głównie perturbacje na rynku dystrybucji.
Kłopoty Empiku
Nie bez znaczenia okazały się zatory płatnicze, jakie latem przeżywał Empik – wciąż dominujący w Polsce detaliczny sprzedawca kultury (nie tylko książek, ale też filmów, muzyki czy gier). Ograniczone zakupy u dostawców nie mogły się nie odbić na ich przychodach, zwłaszcza gdy znaczącą ich część realizują właśnie w tradycyjnym kanale sprzedaży, czyli poprzez księgarnie. Tym m.in. należy tłumaczyć spadki w przypadku takich firm, jak: Egmont, Hachette, Świat Książki (który swoje książki sprzedaje nie tylko w klubie), Muza, Rebis, Pascal, Harlequin, Wilga, Nasza Księgarnia, Arkady, Mag czy Langenscheidt. Na ich wyniki dodatkowo nałożył się wzrost kursu euro (aż o 20 proc.), skutkujący z kolei wzrostem cen licencji oraz papieru.
Zobacz największe wydawnictwa książkowe w 2009 roku (PDF)
Wobec powyższego trudno się dziwić, że w najlepszej sytuacji znalazły się wydawnictwa podręcznikowe oraz specjalistyczne. Na kondycję tych pierwszych wpłynęła reforma edukacji, która nakazała przygotowanie nowych książek do pierwszych klas podstawówki i gimnazjum (przed edytorami tego sektora kolejne tłuste lata), z kolei firmy działające w segmencie informacji dla zawodowców (prawników, menedżerów, fachowców z różnych dziedzin) swoje publikacje sprzedają przede wszystkim z pominięciem rynku księgarskiego i coraz częściej w postaci elektronicznej. To tłumaczy rosnące obroty takich graczy, jak: WSiP, Nowa Era, Wolters Kluwer Polska, MAC, C.H. Beck, Operon, LektorKlett, Raabe, Wiedza i Praktyka czy ZamKor.
2009 to rok kilku bestsellerów. Trwała w nim dobra passa autorów dobrze znanych polskiemu czytelnikowi – Małgorzaty Kalicińskiej, Katarzyny Grocholi, Paulo Coelho, Carlosa Ruiza Zafóna. Czytelnicy, zwłaszcza młodsi, byli wierni Mikołajkowi, którego kolejny tom przygód znalazł blisko 200 tys. nabywców, hitem okazały się także wampirze powieści Stephanie Meyer (łącznie sprzedaż ponad miliona egzemplarzy) oraz fenomenalna quasi--kryminalna trylogia „Millennium” Stiega Larssona (350 tys. egz.). Dzięki temu rosły obroty takich oficyn, jak Znak („Mikołajek”), Publicat (Meyer) czy Czarna Owca (Larsson).
Spośród innych tendencji mających wymierny wpływ na kondycję branży należy wymienić minioną już modę na kolekcje książkowe oraz spadek zainteresowania klubami książki.
Cyfrowa przyszłość
Mimo kryzysu nie ograniczono liczby wydawanych tytułów. Oszczędności dotyczyły natomiast wysokości nakładów – łącznie wydrukowano 144,4 mln egz. książek, a średni nakład wyniósł 4629 egz. (spadek o 4 proc.). Sprzedano łącznie 143,6 mln egz. Średnia cena książki w 2009 r. wyniosła 32,50 zł (wzrost o 2 proc.).
Przed branżą wydawniczą prawdziwe wyzwania dopiero jednak stoją. Najważniejsze to cyfryzacja treści, do której sprzedaży zabrali się najwięksi rynkowi gracze – na świecie (i u nas) Google i Amazon, w Polsce zaś Empik oraz grupa PWN. Z jednej strony sprzedaż pliku to potencjalnie wyższa marża, z drugiej – groźba piractwa, a wreszcie całkiem realna groźba zdominowania dystrybucji treści przez wielkie spółki internetowe i telekomunikacyjne. Jest wielce prawdopodobne, że wraz z przechodzeniem na format cyfrowy wiele tradycyjnie działających w branży książkowej firm znajdzie się poza rynkiem, a ich miejsce zajmą firmy o zupełnie nowym modelu biznesowym. Nastąpi dewaluacja dzieła literackiego, dla którego do niedawna jeszcze wyznacznikiem wartości była wydrukowana książka. Zamiast jednak bać się zmian, lepiej już zacząć myśleć, jak zarabiać w tej nowej rzeczywistości.






