REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Katastrofa smoleńska

Katastrofa smoleńska

Dlaczego Klich powinien odejść

Cezary Gmyz 02-02-2012, ostatnia aktualizacja 02-02-2012 21:27
Pułkownik Edmund Klich w przyszłym tygodniu prawdopodobnie straci stanowisko
autor: Piotr Wittman
źródło: Fotorzepa
Pułkownik Edmund Klich w przyszłym tygodniu prawdopodobnie straci stanowisko

Pułkownik Edmund Klich nigdy nie powinien pełnić funkcji polskiego akredytowanego przy MAK

W przyszłym tygodniu minister transportu Sławomir Nowak podejmie decyzję o ewentualnym odwołaniu płk. Edmunda Klicha ze stanowiska przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL). Za odwołaniem głosowali w środę jej członkowie. Sprawa ma związek z badaniem przez Klicha przyczyn katastrofy smoleńskiej, choć PKBWL nie zajmowała się tym. Robiło to gremium o podobnej nazwie – Komisja Badania Wypadków Lotnictwa Państwowego, zwana komisją Millera.

Jako polski akredytowany przy stworzonym przez Rosjan Międzynarodowym Komitecie Lotniczym (MAK) odgrywał kluczową rolę przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. Więcej energii zużywał jednak na konflikty z rodakami, nielegalne nagrywanie polskich urzędników i udzielanie wywiadów. Udowadniał w nich winę polskich pilotów i obecność gen. Andrzeja Błasika w kokpicie. Na tych tezach oparła później swój raport Tatiana Anodina, szefowa MAK. Aby ukarać Klicha za to, co zrobił i czego zaniechał, należałoby pozbawić go funkcji akredytowanego przy MAK. To jednak już niemożliwe, bo po opublikowaniu raportu MAK wygasł jego mandat. Mimo to, argumentów, by pozbawić go funkcji nie brak.

  1. Niespełna dwa tygodnie po katastrofie, opowiadając o swoim konflikcie z Bogdanem Klichem, ówczesnym szefem MON, Klich wziął stronę Rosjan. – Panie ministrze, ja nie mogę współpracować z prokuraturą, bo strona rosyjska ma do mnie pretensje – tak miał się zwrócić do ministra obrony. Potem na jaw wyszły jego inne zażyłości z Rosjanami. Okazało się, że jest w doskonałej komitywie z wiceszefm MAK Aleksiejem Morozowem, z którym jest po imieniu. Później okazało się też, że choć Rosjanie byli gotowi dopuścić do prac MAK większą liczbę polskich akredytowanych, to płk Klich zabiegał, by być tam jedynym Polakiem.
  2. Konflikt Klicha z ekspertami z komisji Millera sprawił, że przepływ informacji był iluzoryczny. W rezultacie polscy eksperci do momentu, kiedy otrzymali projekt raportu, nie wiedzieli, w jakim kierunku zmierzają prace MAK. Z tego powodu mieli bardzo mało czasu na wniesienie uwag, które i tak w większości nie zostały przez Rosjan uwzględnione. W rezultacie w świat poszła utrzymująca się do dziś rosyjska narracja o pijanym polskim generale Błasiku wdzierającym się do kabiny pilotów i zmuszającym ich do lądowania. Tę wersję jako pierwszy przedstawił właśnie Klich, który w TVN "ujawnił" rzekomą obecność generała w kokpicie. Trudno się nie zgodzić z konstatacją wdowy po Błasiku. – Cała narracja o moim mężu została zbudowana na kłamstwach Edmunda Klicha. Odnoszę wrażenie, że człowiek ten postanowił zbudować karierę polityczną na znieważaniu mojego męża i polskiego lotnictwa – mówiła Ewa Błasik w wywiadzie dla "Uważam Rze".
  3. Mało kto pamięta, że to również Klich jako pierwszy sformułował tezę, że polscy piloci zeszli świadomie poniżej wysokości decyzji. – Piloci świadomie schodzili poniżej wysokości 100 m, podawali komendy – mówił. Teza ta była jedną z głównych w raporcie MAK. Tymczasem ze stenogramów wynika jednoznacznie, że komenda odchodzimy padła na wysokości decyzji, czyli właśnie 100 metrach. Trzy wymienione tu powody są najważniejsze, ale niestety, niejedyne.

Przeczytaj więcej o:  Aleksiej Morozow, Bogdan Klich, Edmund Klich, Komisja Badnia Wypadków Lotnictwa Pańswowego, MAK, Między Państwowy Komistet Lotniczy, Państwowa Komisja Badania Wypdaków Lotniczych, Tatiana Anodina, dowódca sil powietrznych, gen Andrzej Błasik, kokpit, komisja Millera, konflikt

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Kaczyński liczy na naukowców i zapowiada sensację

Prezes PiS Jarosław Kaczyński liczy na aktywizację polskiego środowiska naukowego w sprawie badania katastrofy smoleńskiej >>