Katastrofa smoleńska
Lech i Maria – zwyczajna para prezydencka
Kilka miesięcy temu jedna z kolorowych gazet zamieściła ich pozowane zdjęcia na tle zdobionych mebli, złotych kandelabrów. Trudno było się oprzeć wrażeniu, że po czterech latach mieszkania w Pałacu przepych ich przytłacza
Wszystko o tragedii w Smoleńsku
Życie w ogóle jest niebezpieczne, ale nie sposób żyć w ciągłych obawach. Żyć w trwodze – to dziękuję bardzo. Zawsze zakładam, że musi być dobrze - prezydentowa Maria Kaczyńska, wywiad dla "Rz", grudzień 2008
zdjęcia z miejsca katastrofy (TV Rossija24 )
Światowe media o tragedii w Smoleńsku - czołówki internetowych wydań
Nie musieli niczego udawać. Stanowili harmonijną pierwszą parę. Prezydent: majestatyczny, traktujący swoją funkcję poważnie. I ona, Maria Kaczyńska, filigranowa, zawsze taktowna i stonowana. W stroju, gdy uparcie odmawiała noszenia za strojnych kapeluszy. I w zachowaniu.
Lecha Kaczyńskiego urząd onieśmielał. Człowiek, który był duszą towarzystwa, erudytą, zaskakiwał pamięcią i wnikliwością, usztywniał się przed kamerami. Maria Kaczyńska funkcję pierwszej damy sprawowała dyskretnie, stojąc pół kroku za mężem, by go nie przesłonić. Bywało, że gdy on zasiedział się ze znajomymi do późna, ona pojawiała się w drzwiach. Wtedy prezydent przepraszał, zostawiał towarzystwo, życzył miłej zabawy i znikał.
Kraj nie dla aktora
Gdyby nie trudna historia Polski, Lech Kaczyński być może zostałby aktorem. Z bratem bliźniakiem udanie zadebiutował przecież w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Po latach wspominał jednak, że nieustanne powtarzanie scen wtedy, gdy osioł nie chciał zrzucać ich z grzbietu, bardzo go zniechęciło. Postanowił, że zostanie politykiem.
Jako dziecko inteligentów z warszawskiego Żoliborza wraz z bratem wszedł do opozycji dość naturalnie. Wydarzenia marcowe, biuro interwencji KOR. Po ukończeniu Wydziału Prawa na UW karierę naukową mógł kontynuować tylko na Wybrzeżu. Dzięki tej przeprowadzce poznał żonę. Pochodzili z podobnych rodzin. Rajmund Kaczyński był żołnierzem AK, Jadwiga łączniczką Szarych Szeregów. Rodzina Marii przyjechała zaś z Wilna, ojciec walczył w wileńskiej AK, jeden wuj pod Monte Cassino. Drugi zginął w Katyniu. Tradycje rodzinne powodowały, że mieli tę samą wrażliwość.
Choć Maria nie działała w opozycji, wspierała w tym męża. Gdy latem 1980 r. jako doradca znalazł się w Stoczni Gdańskiej. I kiedy w stanie wojennym został internowany na prawie rok. Wtedy musiała sama utrzymać dom. Udzielała korepetycji z angielskiego i francuskiego, tłumaczyła.
Po wyjściu na wolność Lech znów zaangażował się w działalność w „Solidarności”. Tamte doświadczenia były dla niego bardzo ważne. I pozwalały zachować sympatie nawet do oponentów politycznych, na przykład prof. Bronisława Geremka, którego cenił już od czasu strajków w Stoczni Gdańskiej.
Dwa razy uśmiech losu
Po 1989 r. los uśmiechnął się do niego dwa razy. W 1992 r. został prezesem Najwyższej Izby Kontroli i dzięki sprawnemu pełnieniu tej funkcji wyrobił sobie opinię rzetelnego urzędnika. Kolejny dar losu otrzymał w 2000 r., gdy Jerzy Buzek – premier tracącego poparcie rządu AWS – zaproponował mu funkcję ministra sprawiedliwości. Kaczyński szansę wykorzystał. Opowiadając się za zaostrzeniem polityki karnej, w tym przywróceniem kary śmierci, szybko zbudował wizerunek twardego szeryfa, który potrafi przywrócić ład i sprawiedliwość w kraju. Choć po roku odszedł z rządu Buzka, popularność potrafił przekuć na wyborcze poparcie, gdy w 2001 r. powstało Prawo i Sprawiedliwość, partia, która wyniosła go do prezydentury.
Ale najpierw, w 2002 r., partia wystawiła Lecha Kaczyńskiego w wyborach na prezydenta stolicy. Trochę nieoczekiwanie wygrał i musiał bardzo szybko stworzyć ekipę. Ku wściekłości niektórych działaczy nie oparł się na członkach PiS. – Ściągnął ludzi młodych, dobrze wykształconych, i dał im szansę – wspomina Mirosław Kochalski, w ratuszu jeden z najbliższych współpracowników Lecha Kaczyńskiego, a po jego wyborze na prezydenta RP – komisarz miasta.















