Rozmowa "Rz"
Poprę tego, który mi więcej obieca
Ludwik Dorn: bacznie śledzę wypowiedzi kandydatów. Do ich notowania mam folderek w komputerze
Rz: Kogo pan poprze w II turze wyborów, Lecha Kaczyńskiego czy Bronisława Komorowskiego?
Ludwik Dorn, kandydat Polski Plus na prezydenta: Zobaczymy, kto przejdzie do II tury.
Co mamy patrzeć, przecież to widać.
Może pani wzrok sięga pół roku naprzód. Ja jestem bardziej przyziemną istotą, bez zdolności jasnowidzenia.
A zdolności analizy politycznej?
Nie sądzę, bym był pozbawiony akurat tej zdolności. I ona mi mówi, by nikogo nie przekreślać.
Niby dlaczego? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują dziś, że tak będzie. Albo Komorowski, albo Kaczyński.
Tak wskazują dziś, ale czy tak będzie np. za miesiąc? Widzę powtarzalną okoliczność: wybory prezydenckie w Polsce zawsze czymś zaskakiwały.
Mocno wątpię, by zaskoczyła mnie wygrana Kwaśniewskiego, gdy starał się o reelekcję.
A nie zaskoczyło pani, że przywódca wtedy największego i rządzącego ugrupowania był dopiero trzeci?
Chodzi panu o Mariana Krzaklewskiego? Zupełnie mnie nie zdziwiło. To była oczywista oczywistość.
To pani i Jarosław Kaczyński mają zdolność do określania oczywistych oczywistości. Ja jestem jej pozbawiony.
Zostawmy te wzajemne uprzejmości. Co może się stać, by wybory prezydenckie nie były wyłącznie starciem Kaczyński – Komorowski?
Nie wiem. Nie jest to wielce prawdopodobne, ale nie jest też wykluczone. I w ogóle niech pani nie pyta pół roku przed wyborami kandydata na prezydenta, kogo poprze w II turze.
Może pan jednak wskazać jakiś mechanizm, jakąś sytuację, która sprawiłaby, iż to nie Kaczyński i Komorowski zderzą się w II turze?
Wskażę na okoliczność, która może mieć istotne konsekwencje polityczne. I zmienić przebieg kampanii prezydenckiej przez uświadomienie obywatelom wagi pewnego problemu.
O co chodzi?
O prawdopodobne wydarzenia na wojennym teatrze afgańskim.
Gdzie Rzym, a gdzie Krym?
Ostatnio o kwestię Afganistanu rozbił się rząd Królestwa Holandii i mamy tam nowe wybory. Wcześniej z powodu Iraku przegrał w Hiszpanii Aznar. W różnych krajach kwestia zaangażowania w misje wojenne była w kampaniach wyborczych kwestią politycznie bardzo gorącą. Zmieniającą przebieg wyborów.
Choć Afganistan jest daleko od Polski, to zwiększenie polskiego kontyngentu, data wyjścia naszych wojsk, to sprawy, które Polaków obchodzą, są jak najbardziej realne.
Wybory prezydenckie w Polsce zawsze czymś zaskakiwały
Gdybyśmy zamówili sondaż i spytali Polaków, czy kwestia Afganistanu wpłynie na wybór kandydata, ilu odpowiedziałoby twierdząco? Trzy procent?
Dzisiaj wyniki tego sondażu tak by zapewne wyglądały, choć zakładam, że byłoby to jednak więcej niż 3 proc. Śniegi jeszcze leżą w górach Hindukuszu. Za miesiąc, gdy te śniegi spłyną, zwiększy się aktywność oddziałów talibskich i może tam dojść do różnych dramatycznych wydarzeń, które będą miały przełożenie na sprawy polskie.
Takich wydarzeń może być więcej. Mówiąc o Afganistanie, wskazuję tylko na jedno z nich.
To wracając do mojego pierwszego pytania: Komorowski czy Kaczyński?
Już przesądziła pani za Polaków, kto wejdzie do II tury?
Czy bliżej panu dziś do Komorowskiego czy Kaczyńskiego?
Znaczna część mojej biografii politycznej i politycznych dążeń niewątpliwe sprawia, że bliżej mi do Lechowi Kaczyńskiego. Ale to inna sprawa, inny punkt widzenia.
Dlaczego inny?
Każdy kandydat, który w I turze uzyskał jakiś wynik i nie wszedł do II tury, wie doskonale, że jego poparcie może być znaczące dla tych, którzy do II tury przeszli. I albo on się ubiega dla siebie i swojej grupy o jakieś korzyści bardzo partykularne, albo w takim momencie rozpoczyna się rozmowa o warunkach politycznych takiego poparcia.
O jakie warunki chodzi?
O decyzje, jakie podjąłby kandydat, gdyby został już prezydentem. Takie jak: data wyjścia naszych wojsk z Afganistanu (do 2012 r.), niezawetowanie ustawy, która wprowadzi alternatywne ubezpieczenia zdrowotne, zawetowanie ustawy, która przenosi służby mundurowe do powszechnego systemu ubezpieczeń emerytalnych, czy zawetowanie ustawy o zapłodnieniu in vitro, która nie stwarza gwarancji prawnych dla zarodka ludzkiego.













