20 lat Samorządu Terytorialnego
Wybory, władza i emocje
Zdobycie mandatu radnego i utrzymanie się przy władzy wymaga kompetencji, wiedzy i poparcia społeczeństwa. Ale w ciągu 20 lat samorządności zdarzały się też sytuacje kuriozalne i działania podstępne
Z okazji 20-lecia samorządu terytorialnego przypominamy kilka głośnych przypadków akcji i działań samorządowców podczas kampanii wyborczych oraz w obronie zdobytych stanowisk. Dają one wyobrażenie o emocjach, jakie towarzyszą niekiedy samorządowcom.
W wyborach samorządowych w Polsce wybieramy blisko 50 tysięcy radnych oraz 2500 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Do dziś jedynie w co dziesiątej gminie w Polsce rządzi wójt albo burmistrz wybrany w pierwszych wyborach 20 lat temu. Pisaliśmy o tym w artykule pt.: „Długowieczni w samorządach”
Na sobowtóra
Niezwykła, ale i dramatyczna historia, spotkała Ryszarda Grobelnego (PO), obecnego prezydenta Poznania.
Jakże musiał się zdziwić, gdy pewnego dnia, tuż przed wyborami w 2002 r. przeczytał na okładce Bezpłatnego Tygodnika Poznańskiego, że popiera swojego głównego kontrkandydata: „Bardzo dziękuję za poparcie mojej kandydatury udzielone przez wszystkich poznaniaków. W II turze wyborów na prezydenta miasta Poznania proszę o głosowanie na Wojciecha Szczęsnego Kaczmarka - Ryszard Grobelny”.
Imię i nazwisko się zgadzało, bo równocześnie w wyborach samorządowych startował ... drugi Ryszard Grobelny. Zbieżność nazwisk była przypadkowa.
Sprawa trafiła do sądu, który szybko (b w trybie wyborczym) rozstrzygnął, że sztab Kaczmarka świadomie wykorzystał tę sytuację i wprowadził w błąd wyborców. Sztuczka się nie udała i Grobelny (obecny prezydent) wygrał.
A drugi Grobelny? Magia nazwiska jednak się opłaca. W tamtej kadencji obaj panowie Grobelni zasiadali w samorządzie Poznania.
Gdy gabinety są za ciasne dla dwóch
W 2006 r. rozgrzewały nas szturmy wójta Henryka Doeringa, który odbijał swój gabinet w Krokowej niedaleko Pucka.
Wójt Doering (PSL) został odwołany przez premiera Kazimierza Marcinkiewicza za - jak to podano w uzasadnieniu – liczne, powtarzające się naruszenia prawa w gminie. Jego miejsce, do wyborów samorządowych, miał zajmować komisarz Ireneusz Wiśniewski, miejscowy działacz PiS. Zajął więc gabinet w urzędzie.
W tym czasie Doering spacerował lub przesiadywał na ławeczce przed urzędem albo „pomieszkiwał” w sekretariacie. Wreszcie nie wytrzymał i po trzech dniach wszedł o świcie w towarzystwie ochroniarzy do swojego, dawnego gabinetu. Od tej pory to komisarz musiał szukać dla siebie miejsca.
Spór o gabinet zakończył dopiero sąd. Po kolejnych procesach wstrzymał wykonanie tzw. rozstrzygnięcia nadzorczego i oczyścił z zarzutów wójta. Ale... w tym czasie dobiegła końca kadencja.
W wyniku kolejnych, przedterminowych wyborów w 2007 r. Henryk Doering wrócił na stanowisko i do swojego gabinetu.
Odwołani za brak informacji o rodzinie
Burmistrz Wolina Eugeniusz Jasiewicz (PSL) spóźnił się ze złożeniem oświadczenia majątkowego swojej żony. Radni natychmiast odwołali go ze stanowiska.
W ten sposób w 2007 r., na podstawie przepisów nakazujących samorządowcom złożenie takich oświadczeń w ciągu 30 dni od daty wyboru, mandaty utraciło w całej Polsce około 800 osób. W tym siedmiu burmistrzów: Wolina, Bytomia Odrzańskiego, Zagórza, Bodzentyna, Mosiny, Kętrzyna, Sycowa oraz wójt gminy Gorzkowice z woj. łódzkiego.
Niedługo potem Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją przepisy, na mocy których samorządowcy winni nieterminowego złożenia oświadczeń majątkowych swojego małżonka tracili mandaty.
TK stwierdził, że wygaszenie mandatu samorządowców to sankcja nieproporcjonalna do przewinienia - zobacz wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 marca 2007 r..
Po tej decyzji TK odwołany burmistrz Wolina oddał sprawę do sądu i wygrał. Sąd uznał, że uchwała rady o wygaszeniu mandatu burmistrza jest nieważna i nadal może on pełnić swoją funkcję.
W tym czasie jednak Wolinem zaczął już rządzić Jan Magda - komisarz powołany przez premiera. Na pierwszej sesji rady, już po wyroku sądu, obaj panowie usiedli obok siebie. Przez chwilę trwała konsternacja, bowiem w mieście była dwuwładza.















