REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Społeczeństwo

Społeczeństwo

Palikot chce legalizować bimber

Jerzy Kowalski, Konrad Piłat, Robert Horbaczewski 04-02-2010, ostatnia aktualizacja 04-02-2010 23:00
Co roku  we wrześniu sadownicy  z rejonu Łącka obchodzą Święto Śliwowicy.  Na zdjęciu górale degustują świeżo upędzony trunek, wrzesień  2007 r.
autor: Grzegorz Momot
źródło: PAP
Co roku we wrześniu sadownicy z rejonu Łącka obchodzą Święto Śliwowicy. Na zdjęciu górale degustują świeżo upędzony trunek, wrzesień 2007 r.
Janusz Palikot
autor: Wojtek Jargiło
źródło: ROL
Janusz Palikot
Redakcja poleca:

Łącką śliwowicę czy łzę korycińską badałby sanepid, a fiskus miałby pobierać akcyzę

Pomysł na legalizację bimbrownictwa ma Janusz Palikot (PO), szef sejmowej komisji "Przyjazne państwo". Przygotowuje projekt nowelizacji kilku ustaw przewidujący, że wytwórca bimbru będzie jego produkcję zgłaszał do urzędu skarbowego. Tam kupi banderole na butelki i w ten sposób opłaci akcyzę.

Bimbrownik musiałby też o produkcji powiadomić sanepid, który miałby czuwać nad jakością trunku, np. nad tym, by powstawał z produktów naturalnych, a nie chemicznych. Gdyby stwierdził, że warunki produkcji nie spełniają wymagań sanitarnych, mógłby nie wydać na nią zgody.

Alkohol można byłoby sprzedawać tylko w miejscu jego wytworzenia, np. w gospodarstwie agroturystycznym czy rolnym. Ograniczenia objęłyby też wielkość produkcji. Propozycje mówią o kilkuset litrach rocznie.

– Oczywiście, istnieje zagrożenie, że część produkcji nadal będzie w szarej strefie. Ale do tej pory cała produkcja odbywa się w podziemiu, poza jakąkolwiek kontrolą – przekonuje Hanna Zdanowska, posłanka PO z komisji "Przyjazne państwo".

W Łącku zacierają ręce

Od 20 lat o zalegalizowanie śliwowicy łąckiej walczy Franciszek Młynarczyk, wójt Łącka. – Ludzie produkowali, produkują i będą produkować śliwowicę. Dziwi mnie, że muszą to robić oficjalnie nielegalnie – nie kryje irytacji.

Już bowiem w 1992 r. wojewódzki konserwator zabytków zaliczył łącki trunek do niematerialnych dóbr kultury, a w 2005 r. śliwowica została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych – do rejestru wyrobów regionalnych chronionych ze względu na szczególne walory.

W ubiegłym roku spółka utworzona przez lokalnych sadowników i gminę złożyła w resorcie rolnictwa projekt ustawy, który pozwalałby im na produkcję śliwowicy i wyrobów wysokoprocentowych w ramach działalności rolniczej, do 200 litrów rocznie, i sprzedawanie ich w miejscu wytworzenia. Zdaniem wójta taką produkcją zainteresowanych może być nawet 900 gospodarstw w gminie.

– Rolnicy będą mogli zwiększyć swoje dochody, budżet państwa uzyska nowe wpływy, odpowiednie organy obejmą kontrolą szarą strefę – chwali zalety tego rozwiązania Mirosław Lech, wójt Korycina w Podlaskiem, gdzie wyrabia się łzę korycińską pędzoną na bazie żyta. – Nie chodzi o stworzenie prawa dla podziemia, ale dla rolników.

Fiskus bezradny?

Pomysł Palikota ma też krytyków. – Skoro państwo wprowadziło system ograniczeń wolności gospodarczej w postaci różnych narzędzi reglamentacji, jak zezwolenia i koncesje przy produkcji i sprzedaży alkoholu, to nie można czynić w nim luk – przekonuje prawnik Marek Romsicki z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Dopuszczenie do niekontrolowanego obrotu napojami spirytusowymi jest sprzeczne z interesem zdrowia publicznego.

Wątpliwości ma też Zbigniew Liptak, doradca podatkowy w firmie Ernst & Young. – Nie można się dziwić, że mieszkańcy niektórych rejonów, np. gminy Łącko, chcieliby zgodnie z prawem kontynuować tradycję produkcji alkoholi i sprzedawać je turystom – przyznaje. – Ale trzeba też zrozumieć podejście fiskusa, który musi dbać, by tego rodzaju rozwiązania nie były nadużywane. Zwolnienia podatkowe nie mogą się opierać tylko na zaufaniu fiskusa do obywateli, a trudno byłoby sprawdzić, czy produkcja nie przekracza ustalonych limitów lub czy producenci wywiązują się z obowiązków akcyzowych.

Kiedy nalewka jest bezprawna

Bimbrownictwo to dziś przestępstwo. Kodeks karny za wyrabianie lub rozlewanie napojów spirytusowych bez zezwolenia przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. Jeśli ktoś uczynił z tego stałe źródło zarobkowania – do dwóch lat.

Ale sami policjanci przyznają, że niespecjalnie tropią ten proceder. Jeśli podejmują jakieś kroki, to po donosach lub przy okazji wyjaśniania innych przestępstw. Prokurator Romuald Sitarz z zamojskiej prokuratury: – Ostatnio w połowie ubiegłego roku skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia przeciw 68-letniemu mieszkańcowi gminy Radecznica. Policjanci znaleźli u niego 10 litrów bimbru i urządzenia do jego produkcji. Sąd wymierzył mu 500 zł grzywny.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

34 mln znalazły właściciela

We wczorajszym losowaniu Lotto tylko jeden gracz trafił "szóstkę" wygrywając aż 33 787 496, 10 zł. Szczęśliwiec zagrał w Gdyni w systemie chybił trafił >>