Ostoje polskości
Wołkowyska szkoła przetrwania
Bieriozka w Wołkowysku reklamuje się jako „nowoczesny hotel w europejskim stylu, z komfortowymi pokojami i obsługą o wysokich kwalifikacjach".
Przed kilku laty gruntownie wyremontowany jest rzeczywiście dość czysty i – jakkolwiek osoby o bardziej wyrobionym guście twierdzą, że pokoje są szkaradne – w miarę przyzwoicie urządzony. Sąsiaduje z dworkiem Bagrationa i innymi historycznymi budowlami miasta, a u wejścia wita gości szpaler brzóz. Jeżeli jednak przyjedziemy tu w nocy, musimy się liczyć z przykrą niespodzianką.
Po długotrwałym dobijaniu się do na głucho zamkniętych drzwi może się w nich pojawić zaspana dozorczyni i przywitać nas słowami „idźcie stąd, chuligany!". Wyjaśnienia, że jesteśmy turystami, mogą jej nie wzruszyć, a wtedy grozi nam nocleg na ławce w parku. Bieriozka z 64 miejscami (od 50 zł za nocleg od osoby w pokoju dwuosobowym) to bowiem jedyny hotel w prawie 50-tysięcznym mieście. Z mieszkań do wynajęcia na doby – a to jedyna tu alternatywa – lepiej nie korzystać bez absolutnej konieczności. Poza sezonem można ewentualnie spróbować szczęścia w odległym o 8 km sanatorium Roś w Teolinie, nad rzeką Roś, mieszczącym się w starym parku w XIX-wiecznej rezydencji Grabowskich. Niewielki hotelik Zelwa jest też w oddalonym o 30 km od Wołkowyska miasteczku Zelwa.
Wołkowysk, choć położony niewiele ponad 40 km od przejścia granicznego z Polską w Bobrownikach, ucieleśnia cały smutek dzisiejszej białoruskiej prowincji. Dla turysty, który chce się w nim zatrzymać, to szkoła przetrwania. Obie większe tutejsze restauracje Elit i hotelowa Biała Bieriozka mają jednakowo złą opinię. Zaletą Elity jest panujący w niej spokój, co wynika z sąsiedztwa posterunku milicji. Ale trudno w niej liczyć na godziwe jedzenie, a często brakuje nawet piwa. Na uwagi gości obsługa nawet już nie reaguje, lecz „stoi z otwartymi ustami i tępo patrzy pustymi, zaspanymi oczami".















