Ostoje polskości
Historia o Tobie samym
Szanowni Czytelnicy
Niestety, musimy przerwać wydawanie cyklu o Kresach Wschodnich. Zadecydowały względy ekonomiczne – po prostu sprzedaż przestała pokrywać koszty. Tak więc dzisiejszy zeszyt jest zarazem ostatnim z tej serii. Przepraszamy wszystkich, którzy czytali i kolekcjonowali numery „kresowe", i zapewniamy, że podzielamy żal tych, którzy czekali na następne. Prosimy o wybaczenie znakomitych autorów, przygotowujących kolejne opowieści.
***
Wydaliśmy łącznie 72 zeszyty kresowego cyklu: 51 w pierwszej serii „Kresy Wschodnie" oraz 21 w drugiej serii „Kresy Wschodnie. Ostoje polskości". 72 zeszyty to więcej niż komukolwiek udało się wydać w tematycznym cyklu historycznym na naszym rynku prasowym; to więcej niż udało się wydać dotąd nam samym (jeśli nie liczyć nadal ukazującego się w soboty cyklu „Bitwy i wyprawy morskie"). Już same te liczby świadczą o zainteresowaniu Kresami, a przecież nie sucha statystyka, ale kontakt z czytelnikami przekonywał nas, jak żywe jest to zainteresowanie.
Przez niemal półtora roku co tydzień otrzymywaliśmy listy papierowe i e-maile, telefony i przyjmowaliśmy wizyty czytelników dzielących się uwagami i wspomnieniami, wyrażających oczekiwania, udzielających cennych rad. Niejednokrotnie owe kontakty były po prostu wzruszające. Niedawno usłyszałem od czytelniczki, że po lekturze kolejnego zeszytu stoi w oknie i ociera łzy, bo myśli o swym dzieciństwie w dalekim Buczaczu, którego – jak sądziła – już nikt nie przypomni. Takie telefony od starszych pań i panów ściskają za gardło. Zresztą cała polska historia na Kresach – tak z jednej strony sielska anielska i wzniosła, a z drugiej tak dramatyczna, tragiczna nawet – ściska za gardło.
Cóż, nie zdążyliśmy opublikować opowieści o Buczaczu z unikatowym buczackim ratuszem, o którego starą, nieskażoną późniejszymi przebudowami reprodukcję upominała się czytelniczka. Zeszytu już nie opublikujemy, ale choćby widok ratusza – jeszcze tak.
Myślami pozostajemy wraz z czytelnikami w Wilejce, Brześciu, Połądze, Jaremczach, Torczynie, Kałuszu, Kowlu i tylu miejscowościach, do których nie udało nam się dotrzeć. Pamiętamy o miejscach poza przedwojennymi granicami Rzeczypospolitej, jak Smoleńszczyzna, Witebszczyzna, Inflanty i Kijów przełomu XIX i XX wieku, gdzie nadal można odkryć ślady polskości. W pierwszym numerze cyklu Bohdan Cywiński ostrzegał, że historia Kresów, kiedy się ją pozna, może spowodować, że będzie to historia o Tobie samym. Urodzony we Lwowie czytelnik z Tarnowa – pan Zbigniew Filipowicz – wyraził tę myśl nieco inaczej: Nawet dziś, jak Polak pojedzie do Lwowa, to już lwowiakiem zostaje!
Pozdrawiamy wszystkich Kresowiaków!
Maciej Rosalak, redaktor dodatków historycznych „Rzeczpospolitej", m.rosalak@rp.pl















