Media i Internet
Facebook już na plusie
- Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy sprzedać tę firmę dzisiaj za 10 mld dolarów, a udziałowcy dostaliby ogromne pieniądze - mówi Blake Chandlee, wiceprezes i dyrektor Facebooka ds. reklam w rejonie EMEA
"Rz:" Ilu użytkowników Facebook ma w Polsce?
Blake Chandlee: Aktywnych około 2 mln, ale nie liczymy osób tylko wchodzących na naszą stronę, tylko osoby logujące się i robiące coś więcej na swoim profilu. Uprzedzam pytanie, że nie prognozujemy tempa wzrostu. Kluczowym poziomem będzie w Polsce ok 5 mln użytkowników. W ostatnim roku tempo wzrostu ich liczby wyniosło 500-600 proc., ale wynika to także z ciągle niskiej bazy. Widzimy ciekawą zasadę - gdy przekraczamy poziom 10 proc. poziomu penetracji internetu rośniemy znacznie szybciej - nasi użytkownicy wciągają kolejnych znajomych, jeszcze częściej korzystają z nowych usług. W Polsce powinno stać się to w tym roku.
Dlaczego wybraliście Polskę jako pierwszy kraj w rejonie EMEA, w którym znaleźliście lokalnego partnera reklamowego. Jakie kraje będą następne?
2,5 roku temu otworzyliśmy w Wielkiej Brytanii nasze pierwsze regionalne biuro, w ostatnim w kolejnych jak Francja, Hiszpania czy Skandynawia. Polska wydała się nam szczególnie ważna z dwóch powodów. Widzimy ogromne zainteresowanie reklamodawców z waszego kraju, a bardzo trudno jest prowadzić tego typu interesy z londyńskiego biura. Mamy już w Polsce odpowiednią skalę działania i dalsze perspektywy rozwoju, także w kolejnych latach.
Jak lokalne partnerstwo z agencją ARBO wpływa na waszą ofertę reklamową w Polsce?
Możliwości z tej współpracy nie wynikają ze zmiany naszej oferty reklamowej, ona ma być po prostu bardziej dopasowana do potrzeb lokalnych. Mamy polskich reklamodawców na Facebooku od lat, ale dotychczas w większości przypadków musieli zamawiać reklamy samodzielnie używając kart kredytowych - to dobre rozwiązanie dla małych przedsiębiorców, ale to nie jest skala działania wielkich firm. Tysiące małych przedsiębiorców używają tej opcji, to efektywny sposób i część naszej strategii, ale pracujemy też z dużymi agencjami i reklamodawcami i tego nie możemy robić z Londynu. Nie chcemy jednak mieć biur na całym świecie, zamiast wysyłania 20 osób do nowego biura w Warszawie, wolimy pracować z partnerami takimi jak Arbo w Polsce i Czechach.
We wrześniu Facebook podał, że jego cash flow jest pozytywny.
Tak. To był dla nas ważny moment. Ciągle ktoś nam sugeruje, że w naszej firmie nie ma pieniędzy. W rzeczywistości zarabiamy ich krocie, ale o nich nie mówmy, zresztą nie musimy, nie jesteśmy firmą publiczną.
Czemu o tym nie mówicie, dobre wyniki byłyby dobrą reklamą.
Im więcej informacji podajesz o firmie, tym więcej uwagi ludzie poświęcają tej kwestii, a my chcemy mieć niezależność i nie tłumaczyć się z takich rzeczy, do czego zobowiązywałby nas np. debiut giełdowy. Mark Zuckerberg (założyciel i prezes Facebooka - red.) codziennie rano może zastanowić się, czy dziś zbudowałby taką samą firmę, jaką stworzył kilka lat temu i jeśli odpowiedź brzmi "nie", bierzemy się za zmiany. Bez pozytywnego cash flow nasze możliwości w tym zakresie byłyby ograniczone. Nie moglibyśmy podejmować ryzyka i budować długofalowych planów i stabilnej finansowo firmy.
Czy możliwy jest debiut giełdowy Facebooka?
Nie chciałbym o tym mówić, piękno sytuacji polega na tym, że nie musimy wchodzić na giełdę. Pamiętamy lata 1999-2000, czasy bańki internetowej, kiedy wiele firm straciły pieniądze i próbowały je odrobić na giełdzie. My nie musimy tego robić. Nie mówimy, że tego nigdy nie zrobimy, bo może przyjść dzień, w którym będzie to miało sens. Obecnie nie jest to jednak nasz priorytet.
Czy firma nie jest przeceniana? W maju Digital Sky Technologies kupił za 200 mln dolarów zaledwie 2 proc. udziałów, oznaczało to wycenę FCB na poziomie około 10 mld dolarów. A wasz cashflow był pozytywny dopiero we wrześniu - czy nie za wcześnie na takie wyceny?
To, na co patrzą takie firmy, to nasze plany i to, gdzie będziemy za pięć lat, jeśli chodzi o liczbę użytkowników, finansów, wolne przepływy gotówkowe, zyskowność. To jest sposób wyceniana młodych firm, a my wciąż taką jesteśmy. Potencjalni inwestorzy nie patrzą jaki cash flow mamy dzisiaj, ale - jaki przewidują, że będziemy mieli np. za 3-5 lat. I w oparciu o to podejmują decyzje.






