Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kolekcje

Grudniowy finał na rynku sztuki budzi optymizm

Wojciech Fibak, znany tenisista i kolekcjoner sztuki, za największe wydarzenie minionego roku uznaje wystawę prywatnej kolekcji Teresy i Andrzeja Starmachów w krakowskim Muzeum Narodowym
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
W 2009 roku można było trafić na muzealnej wartoœci dzieła na każdš kieszeń: obrazy, ksišżki, grafikę artystycznš. Nasz rynek antykwaryczny i sztuki trzyma się znacznie lepiej niż rosyjski czy ukraiński
Na rynku odbyło się blisko 140 aukcji (w tym kilka charytatywnych). Zaoferowano ok. 460 obiektów z najwyższej półki, czyli w cenie powyżej 50 tys. zł. Z tego sprzedano ok. 130 obiektów. W 2008 roku wystawiono odpowiednio 360 droższych niż 50 tys. zł, sprzedano zaœ 148. Z tych orientacyjnych liczb wynika, że podaż dobrej oferty nie była zła. Œrednia sprzedaż na aukcjach malarstwa i antyków wynosi od lat ok. 30 proc. Jesteœmy biednym społeczeństwem na dorobku. Czy to sš złe wyniki, gdy chodzi o zakup przedmiotów superluksusowych, a za takie należy uznać obrazy? Wojciech Fibak mówi o drogich obrazach Tadeusza Dominika. Ale już za 1,5 tys. zł można zdobyć w galerii Nautilus grafikę tego artysty z lat 60., z tymi samymi motywami co na modnych aktualnie obrazach. Zawsze warto pamiętać, że na rynku sš muzealnej wartoœci dzieła na każdš kieszeń. Mniej więcej do marca panował optymizm. Poczucie, że kryzys ominšł rynek antykwaryczny. Była dobra podaż. W maju gwałtownie spadły obroty domów aukcyjnych. Właœciciele przestali przynosić dobre obiekty. Niektóre domy aukcyjne osišgały obrót ledwie ok. 500 tys. zł, gdy zwykle miały obroty ok. 1 mln zł. Sytuacja ta trwała mniej więcej do listopada, co potwierdzajš nasí eksperci. To był rok 20-lecia wolnego rynku. Jak zawsze zawodziła przejrzystoœć, wiarygodnoœć transakcji i cen obrazów. Od lat postulujemy, aby wzorem Europy na każdš aukcję przychodził urzędnik skarbowy i pieczętował protokół z wynikami licytacji. To dyscyplinuje antykwariuszy! Nie ma takiego zabezpieczenia. Przez to nadal odbywajš się fikcyjne licytacje obrazów. Nieprawdziwe rekordowe ceny wprowadzajš w błšd.
Brak było nadal mechanizmów prawno-organizacyjnych zwiększajšcych bezpieczeństwo zakupów. Zwiększeniu tego bezpieczeństwa służyć miała międzynarodowa sesja naukowa, jakš na listopad zaplanował [link=http://www.oozp.pl/]Oœrodek Ochrony Zbiorów Publicznych Ministerstwa Kultury[/link]. Z wyprzedzeniem rozesłano zaproszenia, prasa informowała o konferencji. Na 26 prelegentów (prawnicy, muzealnicy, policjanci, antykwariusze), zgłosiło się szeœciu (!) uczestników, w tym ani jeden antykwariusz! Dlatego konferencję odwołano. W jej wyniku miał powstać projekt prawnej regulacji rynku sztuki, w tym zdyscyplinowania tzw. ekspertów, którzy decydujš o autentycznoœci obrazów. Odwołanie tej konferencji to moim zdaniem największa rynkowa klęska tego roku. Kryzys finansowy nie dotyczył aukcji bibliofilskich. Liderem rynku aukcyjnego pozostaje od lat warszawski antykwariat Lamus, który na dwóch aukcjach (wystawiono 2 tys. obiektów) miał 4,5 mln zł obrotu. Kolejna w rankingu krakowska firma Rara Avis na trzech (!) aukcjach zanotowała obrót ok. 1,1 mln zł, gdzie liczba wystawionych na sprzedaż obiektów wynosiła aż 3,9 tys. sztuk. Liczby te dowodzš, że o rynkowym sukcesie decyduje przede wszystkim jakoœć aukcyjnej oferty. Œrednia sprzedaż na aukcjach bibliofilskich wynosi 66 proc. Powyższe dane statystyczne zawdzięczamy Pawłowi Podniesińskiemu, który jest rzeczoznawcš rynku bibliofilskiego. [ramka][b]Paweł Podniesiński - rzeczoznawca rynku bibliofilskiego[/b] – Wyniki dowodzš, że na aukcyjnym rynku bibliofilskim w 2009 roku obroty wzrosły o ok. 14 proc. w stosunku do roku 2008 przy mniej więcej takiej samej liczbie sprzedanych obiektów. Moja analiza dotyczy dziesięciu firm, w których odbyło się 17 aukcji. Całkowity obrót wyniósł ok. 9,3 mln zł. Z tego największe obroty odnotował warszawski Lamus (dwie aukcje, 4,5 mln). Obroty firmy na aukcji wzrosły o ok. 0,5 mln. Udział Lamusa w rynku wynosi blisko 50 proc. Na drugim miejscu w hierarchii jest antykwariat Rara Avis (trzy aukcje, obrót 1,1 mln), który ma 12 proc. udziału w rynku. Na trzecim zaœ znajduje się antykwariat Wójtowiczów. Znakomity wynik osišgnšł antykwariat Okna Sztuki, który znalazł się od razu na czwartej pozycji, choć rok wczeœniej nie zorganizował aukcji. W porównaniu z rokiem 2008 zdecydowanie brakowało przysłowiowych perełek. Przyczynš jest coraz gorsza podaż. Pojawiło się kilka cennych obiektów, które sprzedano powyżej 100 tys. zł. W Lamusie sprzedano za 120 tys. „Theatrum Cometicum” S. Lubienieckiego z 1668 roku i za 105 tys. „Zielnik” Syreniusza z 1613 roku. Krakowski Antykwariat Wójtowiczów za 100 tys. zł sprzedał list Mickiewicza. Zabytkowe ksišżki, mapy lub rękopisy będš drożały, ponieważ roœnie zamożnoœć społeczeństwa. Przede wszystkim roœnie œwiadomoœć obywateli co do rzadkoœci tych rzeczy oraz ich wielkiej wartoœci artystycznej lub historycznej. To rezultat m.in. społecznej edukacji, jakš w tym zakresie od dziesięciu lat systematycznie prowadzš „Moje Pienišdze”.[/ramka] [ramka][b]Krzysztof Zagrodzki - ekspert francuskich domów aukcyjnych[/b] Miesišce przed wakacjami letnimi były zdecydowanie złe dla rynku sztuki, naznaczone nastrojami kryzysowymi. Pod koniec roku obserwujemy powrót do normalnoœci. Te fluktuacje uwarunkowane były niepokojem zwišzanym z kryzysem. Tego rodzaju sytuacja powtarza się cyklicznie. W ubiegłych dziesięcioleciach miało to swojš pozytywnš stronę, bo dzięki temu dokonano przeglšdu prawdziwych wartoœci i sprowadzono na ziemię spekulacyjne oczekiwania. Obecna tendencja do stabilizacji raz jeszcze przypomina, że dzieło sztuki jest sprawdzonym i pewnym przedmiotem inwestowania, choć oczywiœcie niekoniecznie krótkoterminowym. Poważny cios zadany fortunom milionerów rosyjskich nie pozostał bez wpływu na statystyki sprzedaży. Œwiadczš o tym rezultaty takich domów jak Sotheby’s i Mac Dougall’s. Nie lepiej jest na Ukrainie. Na tym tle sytuacja polskiej sztuki prezentowanej w kontekœcie międzynarodowym przedstawia się nie najgorzej. Wprawdzie tu też pierwsza połowa roku była mniej udana, ale nie można mówić o załamaniu się rynku. Jeœli odnotowano mniej spektakularnych wyników na aukcjach zagranicznych, wynikało to z niezbyt ciekawej oferty, jak też prezentowania obrazów o wštpliwej autentycznoœci (dotyczy to np. Władysława Œlewińskiego). Z własnego doœwiadczenia powiem, że ostatnia aukcja Ecole de Paris była bardzo udana, przy 63 proc. sprzedanych pozycji. Zaskoczył tu np. wynik 51 000 euro za jednš z wersji portretów żony pędzla Menkesa, za martwš naturę Kislinga zapłacono 43 000 euro. Przytłaczajšca większoœć tych prac pojechała do Polski.[/ramka] [ramka][b]Wojciech Fibak - marszand i kolekcjoner[/b] Inwestycje w sztukę obroniły się w tym trudnym roku kryzysu gospodarczego. Nie było korekty cen. Spodziewano się, że w czasie kryzysu wypłynš rarytasy, bo właœciciele zmuszeni będš sprzedać coœ, żeby ratować budżet, ale nic takiego nie nastšpiło. Na poczštku roku było mniej transakcji, ale po wakacjach wszystko wróciło do pozytywnej normy. Z klasyków sztuki współczesnej wymienię trójkę artystów, których dzieła cieszš się wyjštkowym powodzeniem. To jest Tadeusz Dominik, którego malowane współczeœnie obrazy kosztowały niedawno 6 – 8 tys. zł, gdy dziœ cenione sš ok. 30 tys. zł. Natomiast szczególnie poszukiwane kompozycje z lat 50. i 60. niedawno kosztowały ok. 30 tys. zł, teraz osišgajš ceny ok. 100 tys. zł. Z kolei dzieła Wojciecha Fangora jeszcze kilka lat temu sprzedawały się w granicach 30 – 50 tys. zł. Dziœ osišgajš ceny w granicach 200 – 300 tys. zł. Teresa Pšgowska, kiedy miała wystawę w moje galerii w 2003 roku, wtedy życzyła sobie za swoje prace 30 – 40 tys. zł. Dziœ porównywalne prace kosztujš ok. 100 tys. zł. Pomijam rekordy, mówię o codziennych notowaniach. Największym kolekcjonerskim i artystycznym wydarzeniem jest dla mnie wystawa prywatnej kolekcji Teresy i Andrzeja Starmachów, jaka pod koniec roku odbyła się w krakowskim Muzeum Narodowym. Ma ona ogromne znaczenie dla rynku sztuki, bo jest to żywy wzór do naœladowania. Pokazuje, że aspekt inwestycyjny jest ważny, ale nie najważniejszy. Najważniejsza jest codzienna pasja kolekcjonera. Sš tam arcydzieła np. Strzemińskiego, Wróblewskiego, doskonałe prace Nowosielskiego, rzeŸba Magdaleny Abakanowicz. Po wystawie pozostanie wydany przez Starmachów katalog, podstawowe Ÿródło wiedzy dla kolekcjonerów, inwestorów, muzealników, antykwariuszy. Katalog ten stwarza wzór, jak powinna być opisana proweniencja dzieła.[/ramka] [b][link=http://www.rp.pl/temat/181792.html]Więcej o kolekcjonowaniu sztuki[/link][/b]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL