REKLAMA

Opinie

Grozi nam zniewolenie Internetu?

Genowefa Grabowska 24-01-2012, ostatnia aktualizacja 24-01-2012 18:50

Polska nie może ignorować zrozumiałych obaw obywateli i fali protestów społecznych w sprawie porozumienia ACTA – uważa ekspert prawa międzynarodowego

Decyzja o bliskim związaniu Unii dokumentem o skrócie ACTA zapadła niestety podczas polskiej prezydencji. Podjęli ją ministrowie uczestniczący w kierowanym przez ministra Marka Sawickiego posiedzeniu Rady UE ds. rolnictwa i rybołówstwa w dniach 15 – 16 grudnia 2011. To nieprawdopodobna wpadka! Wpadka Unii, że tak brzemienną w skutki regulację usiłuje wprowadzić tylnymi drzwiami, wpadka polskiej prezydencji, że nie zorientowała się w porę, co w trawie piszczy. Co więcej, Ministerstwo Gospodarki decyzję w sprawie ACTA ogłosiło na swych stronach... sukcesem polskiej prezydencji. Co za amatorszczyzna!

Sekretne negocjacje

ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA, do którego ma teraz dołączyć UE. W tłumaczeniu jego nazwa brzmi sensownie i zupełnie niewinnie: „Porozumienie przeciw obrotowi towarami podrobionymi", jednak dotyczy także ochrony własności intelektualnej w Internecie. Tekst porozumienia nie pozostawia cienia wątpliwości, że w imię walki z piractwem i podróbkami można będzie cenzurować Internet, blokować pojawiające się tam treści, wszczynać postępowania o naruszenia dóbr intelektualnych z urzędu oraz... ograniczać możliwości szyfrowania danych nawet w komputerach prywatnych.

A przecież Parlament Europejski niemal dwa lata temu wystąpił w obronie Internetu, krytykując sekretne negocjacje nad tekstem porozumienia. Rozmowy w sprawie ACTA zainicjowały Stany Zjednoczone. Prowadziło je wąskie grono zaproszonych przez USA ekspertów, w atmosferze pełnej tajemnicy, i to utrzymywanej nawet przed posłami PE. Uczestniczący w rozmowach z ramienia Komisji Europejskiej komisarz ds. handlu Karel De Gucht stanowczo odmówił ujawnienia szczegółów negocjacji i towarzyszącej dokumentacji.

Dlatego w czerwcu 2010 Parlament przyjął (miażdżącą większością głosów) rezolucję krytykującą brak przejrzystości w procesie tworzenia ACTA. Stwierdził, że nowe przepisy – pod pozorem ochrony własności intelektualnej – doprowadzą do ograniczenia wolności Internetu, osłabią prawa podstawowe, takie jak wolność słowa i prawo do prywatności, ograniczą prawo do rzetelnego procesu sądowego. PE wezwał Komisję Europejską do upublicznienia dokumentacji negocjacyjnej, skrytykował dążenie do ujednolicenia unijnego prawa autorskiego, patentowego i prawa znaków towarowych. Uznał także, że usługodawcy internetowi nie powinni być obligowani do kontrolowania lub filtrowania zamieszczanych danych. Przykro stwierdzić, iż tak merytoryczny apel Parlamentu Europejskiego pozostał także bez echa.

Przeprosiny to za mało

Co zatem czynić dalej, skoro termin podpisania ACTA tuż-tuż? Polska, podobnie jak inne państwa UE, nie powinna ignorować zrozumiałych obaw obywateli i fali protestów społecznych. Społeczeństwo wcześniej niekonsultowane w tej sprawie przebudziło się i wysłało rządzącym mocny sygnał: chcemy być traktowani podmiotowo, nie przedmiotowo. Minister Boni przeprosił za brak konsultacji. Trochę to późno, ale należy docenić gest wcale nie tak częsty u polskiego polityka. Jednak za gestem powinny iść rządowe decyzje i... czyny. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości można było już na tym etapie poprosić Trybunał Sprawiedliwości UE o ocenę, czy postanowienia ACTA są zgodne z unijnym prawem, a zwłaszcza z Kartą praw podstawowych.

Z pewnością można było także dążyć do przesunięcia terminu podpisania ACTA. Tymczasem rząd przyjął scenariusz dość karkołomny i niespotykany w procesie stanowienia prawa: mimo licznych wątpliwości, zastrzeżeń i protestów właśnie ogłosił, że porozumienie jednak podpisze już 26 stycznia, a następnie... powróci do konsultacji społecznych. Zadziwiająca to logika. Ponadto rangę procedury podpisania znacząco osłabiło rządowe wyjaśnienie, iż przecież ACTA wejdzie w życie nie po podpisaniu, ale dopiero po ratyfikacji. Czyżby w tym wyjaśnieniu kryła się sugestia, że Polska nie będzie się spieszyć z rozpoczęciem procedury ratyfikacyjnej, czy to tylko uspokajający nastroje społeczne zabieg marketingowy?

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Acta, Michał Boni, Parlament Europejski, cenzura, internet, ue

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

O konsultacjach społecznych bez przekłamań

Nie można dziś zarzucać rządowi, że proces legislacyjny jest niedostępny. Wręcz przeciwnie: jest dostępny i transparentny – przekonuje sekretarz Rady Ministrów, prezes Rządowego Centrum Legislacji Maciej Berek >>