Afera hazardowa
Platforma paraliżuje naszą pracę
Boję się, że wstrzymanie pracy może być na rękę także PiS – mówi poseł Klubu Lewica Bartosz Arłukowicz z komisji hazardowej
Rz: Zapisze się pan do SLD?
Bartosz Arłukowicz, poseł Klubu Lewica, członek hazardowej komisji śledczej: Umówiłem się z moimi przyjaciółmi z Sojuszu, że będę osobą łączącą tę partię z innymi środowiskami lewicowymi. Zapiszę się do SLD, gdy dojdzie do zjednoczenia lewicy, czego jestem wielkim zwolennikiem. Lewica powinna wreszcie zrzucić balast historii i przyciągać ludzi swoją wizją przyszłości.
To będzie trudne, bo historia powraca. SLD bronił decyzji Wojciecha Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc, że była to obrona przed interwencją radziecką. Tymczasem odnalazła się notatka rosyjskiego generała, że Jaruzelski wręcz zabiegał o tzw. bratnią pomoc.
Lepiej znam się na biologii niż na historii.
A komu daje pan wiarę: Jaruzelskiemu czy Rosjanom?
Jeśli mam postawić na szali rosyjskiego generała z czasów komunistycznych i polskiego generała, to moje serce jest po stronie Jaruzelskiego. Młode pokolenia, które będą niedługo nadawały ton w Polsce, mają w nosie Bolków, Lolków i innych agentów. Więc chcę rozmawiać o przyszłości, a nie przeszłości.
Nie ma przyszłości bez historii.
Nie można się skupić tylko na niej. Dlaczego nie mówimy o tragicznej sytuacji szpitali, o starych ludziach, o nauczycielkach, które zarabiają 1800 zł, o tym, że najwyższe bezrobocie jest wśród absolwentów wyższych uczelni? To są prawdziwe problemy.
W tej chwili lewica nie ma wpływu na ich rozwiązanie.
Dlatego musimy zrobić wszystko, żeby go odzyskać. Nie zamierzam być do końca życia politykiem opozycji.
Na razie został pan gwiazdą komisji hazardowej i jedynym w niej przedstawicielem opozycji. Jak się pan z tym czuje?
Czuję się bardzo nieswojo w otoczeniu polityków PO, którzy stali się sędziami we własnej sprawie.
A Franciszek Stefaniuk z PSL?
Trudno zauważalny. Pojawia się i znika. A poza tym jest politykiem koalicji PO – PSL. Dlatego wolałbym, żeby PiS zgłosiło nowych posłów do komisji, bo przypuszczam, że Beata Kempa i Zbigniew Wassermann już nie wrócą. PO do tego nie dopuści.
PiS nie chce nikogo innego.
Bez PiS komisja nie będzie mogła działać, bo nie będzie reprezentatywna. Boję się tego. Niestety, sądzę, że może to być na rękę obu ugrupowaniom. PO i PiS będą się nawzajem oskarżały o sparaliżowanie komisji, a sprawy pozostaną niewyjaśnione.
Pojawiają się głosy, że ta komisja i tak niczego nie byłaby w stanie wyjaśnić.
Wyjaśniłaby, gdyby pracowała. Już dużo wiemy. Na przykład z nowej ustawy hazardowej uchwalonej w hazardowym tempie, zniknął artykuł, który stanowił, że każdy wydatek Totalizatora Sportowego na kwotę większą niż 50 tys. euro musiał uzyskać akceptację Ministerstwa Finansów. To może oznaczać, że Ministerstwo Finansów straci kontrolę nad wydatkami totalizatora, i rodzić ryzyko, że dywidenda dla Skarbu Państwa płacona przez Totalizator może być mniejsza, niż zakłada minister finansów.
Wyszło też na jaw, że w 2006 r. wicepremier Przemysław Gosiewski sporządził notatkę, iż jeden z departamentów w Ministerstwie Finansów może być „uwikłany”, nie precyzując w co. A Anna Cendrowska, wiceszefowa departamentu Służby Celnej, zeznała przed komisją, że notatka jest nieprawdziwa. A więc ktoś tu kłamie.
Kto?
Nie wiem. Trzeba się spotkać z posłem Gosiewskim, zapytać, czy podtrzymuje to, co napisał, i skonfrontować go z Cendrowską. Z naszych prac wynika też, że Totalizator Sportowy był bardzo aktywnym uczestnikiem tworzenia prawa, które go dotyczyło. A przecież to spółka prawa handlowego i nie powinna tego robić. Tych wątków jest więcej i strasznie mnie martwi, że komisja nie pracuje.
PO i PiS nie widzą, jak wiele jest do zrobienia?
Mam wrażenie, że ktoś potrzebował czasu i celowo włożył kij w szprychy, żeby opóźnić prace naszej komisji.
Co pan sugeruje? Kto potrzebuje czasu?
Na razie to PO wstrzymała prace. Nikt inny. To oni zdecydowali, że przestajemy pracować. Nic więcej nie powiem.















