Prawo STARE
Podatek ekologiczny: rząd przed nim nie ucieknie
Konieczne jest pełne odliczenie VAT dla firm, zastąpienie akcyzy podatkiem rocznym oraz uszczelnienie systemu kontroli technicznej pojazdów
To działania, których pilnego wprowadzenia oczekuje od rządu Donalda Tuska branża motoryzacyjna i doradcy podatkowi.
1 mld zł w tym roku stracił budżet, nie wprowadzając podatku rocznego zamiast akcyzy
Do takiego wniosku doszli wczoraj uczestnicy debaty, która odbyła się w redakcji „Rzeczpospolitej”, na temat znaczenia, jakie mają: podatek od towarów i usług (VAT), podatek akcyzowy oraz podatek roczny oparty na poziomie emisji spalin, dla rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce. Udział wzięli w niej: Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), Adam Małyszko ze Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów, doradcy podatkowi: Tomasz Michalik, partner w spółce MDDP, i Jerzy Martini, partner w kancelarii Baker & McKenzie, oraz Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
Grzech zaniechania
Przedstawiciele branży twierdzą, że w tym roku, na samym tylko zaniechaniu prac nad wprowadzeniem podatku rocznego opartego na poziomie emisji spalin (popularnie zwanego podatkiem ekologicznym), który zastąpiłby pobieraną obecnie akcyzę, budżet państwa stracił... 1 mld zł. O tyle mniejsze będą bowiem wpływy z podatku akcyzowego od nowych aut sprzedawanych w kraju, a także używanych sprowadzanych do Polski z innych państw UE. Co gorsza, wbrew oczekiwaniom Ministerstwa Finansów wyższych wpływów nie zapewni podwyższona o 5 punktów procentowych stawka akcyzy na auta o pojemności silnika powyżej 2000 cm sześc.
Samochód jak komputer
– W ciągu ostatnich ośmiu lat było 16 zmian przepisów podatkowych – naliczyli zgodnie Jerzy Martini i Jakub Faryś. Pierwszy z nich, sięgając pamięcią wstecz, przypomniał, że na początku przedsiębiorcy nie mieli w ogóle prawa do odliczenia VAT zapłaconego przy kupnie samochodów osobowych na firmę i od paliwa do nich. Jedynym wyjątkiem były tzw. kratki, dzięki którym samochody traktowane były jako ciężarowe, a więc dające pełne prawo do odliczenia VAT. Zarówno przy ich zakupie czy leasingu, jak i przy zakupie paliwa. W maju 2004 r. wprowadzono tzw. wzór Lisaka, który przede wszystkim podwyższył limit ładowności, pozwalający na uznanie samochodu za „ciężarowy” do celów VAT, a co za tym idzie – odebrał prawo do odliczenia niektórym typom i modelom samochodów. Dla aut osobowych (czyli niespełniających wspomnianego wzoru) wprowadzono natomiast możliwość odliczenia VAT przy kupnie auta do 5 tys. zł. Potem od 22 sierpnia 2005 r. wzór Lisaka został zastąpiony kolejnym wzorem, który praktycznie wyeliminował możliwość uznawania za samochód ciężarowy wszystkich aut osobowych oprócz samochodów typu pikap (które wówczas pojawiły się na polskich drogach). Od tego też czasu limit odliczenia podniesiono do 6 tys. zł.
– Fiskus zawsze podejrzanie patrzył na posiadanie samochodu przez przedsiębiorcę – powiedział Jerzy Martini.
W XXI wieku, jak podkreślił Tomasz Michalik, samochód jest zwykłym narzędziem pracy wykorzystywanym przez przedsiębiorców w prowadzonej działalności. – Nie ma specjalnego powodu, by było ono inaczej traktowane niż chociażby komputer – oznajmił. Zwłaszcza że – jak twierdzi partner MDDP – fiskus cały czas ma narzędzie do tego, aby opodatkować wykorzystanie samochodu służbowego do celów prywatnych. Wystarczy, że wprowadzając pełne odliczenie VAT dla firm, jednocześnie wprowadzi zryczałtowany podatek od towarów i usług, jaki miesięcznie musieliby płacić przedsiębiorcy za wypożyczenie auta pracownikowi.
Wojciech Drzewiecki wie, skąd bierze się takie podejście resortu finansów do problemów branży.
– Minister finansów jest księgowym, a ten patrzy tylko na zysk – stwierdził. Dlatego, jak powiedział, życie samochodu w firmie zostało sprowadzone do zakupu auta, a nie całego okresu jego użytkowania. – Minister finansów stał się kreatorem gospodarki, a nie recenzentem działań np. ministra gospodarki – podkreślił Wojciech Drzewiecki.
Uczestnicy debaty nie mieli jednak wątpliwości, że decyzje kolejnych ministrów finansów rozwijały tylko rynek, nad którym nie ma kontroli, czyli sprowadzanie samochodów używanych. – W dobie ostatnich afer śmiało można mówić o aferze motoryzacyjnej – powiedział Wojciech Drzewiecki.













