Proces za zakaz polskiej mowy

aktualizacja: 27.11.2009, 21:44
Foto: Fotorzepa, Roman Bosiacki

Wyrok w sprawie Polaka, któremu niemiecki urząd uniemożliwił kontakt z dziećmi w ojczystym języku, zapadnie 8 stycznia

Taką decyzję ogłosił wczoraj sąd krajowy w Hamburgu, rozpatrując powództwo Wojciecha Pomorskiego przeciwko Wolnemu Miastu Hamburg.
Zamieszkały w Niemczech Polak domaga się przeprosin oraz 15 tys. euro odszkodowania za straty moralne, jakie poniósł, gdy – po rozpadzie małżeństwa z Niemką – Jugendamt (Urząd ds. Młodzieży) uniemożliwił mu kontakt w języku polskim z dwiema córkami. Urząd podlega administracji Hamburga, stąd powództwo przeciwko miastu.
Sędzia tłumaczył wczoraj, że odszkodowanie przysługuje jedynie w przypadkach ciężkiego naruszenia praw osobistych.
– Obawiamy się, że wyrok będzie negatywny – ocenili po rozprawie adwokaci Pomorskiego i już zapowiedzieli odwołanie do wyższych instancji, nie wyłączając Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
– Była to celowa polityka dyskryminacji, o czym świadczą zapisy w dokumentach Jugendamtu – uważa Pomorski.
Sześć lat temu urząd orzekł, że „z pedagogicznego punktu widzenia nie leży w interesie dzieci, aby w czasie spotkań nadzorowanych używany był język polski“. Wcześniej w ogóle odmówił ojcu prawa do odbycia spotkań z dziećmi pod nadzorem jednego ze swych pracowników. Urzędnicy twierdzili, że nie są w stanie znaleźć osoby znającej język polski.
Jugendamt zgodził się na spotkania dopiero po 18 miesiącach protestów Pomorskiego oraz stowarzyszenia polskich rodziców skarżących się na samowolę urzędów ds. młodzieży.
Sprawa Polaka trafiła m.in. na forum Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, gdzie przedstawicielka Niemiec wyraziła żal, iż sytuacja tego rodzaju się wydarzyła. Niemieckie Ministerstwo Sprawiedliwości wydało też okólnik, w którym zwraca uwagę na traktowanie cudzoziemskich rodziców w sporach z Jugendamtami.
[i]—Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]

POLECAMY

KOMENTARZE