Turcja
Ani – miasto 1001 kościołów
Na wschodnim krańcu Turcji, przy samej granicy, z dala od transportu publicznego, znajdują się ruiny dawnej armeńskiej stolicy – Ani.
Ruiny te to jednak nie same kamienie. To położone nad stromym wąwozem pozostałości dawnych kościołów z bogatą ornamentyką i niszczejącymi freskami, fragmenty potężnych murów, ozdobne bramy, odnowiony pałac, resztki mostu i baszt. A wszystko to na ogromnym, przypominającym step terenie, którego ziemia kryje zapewne jeszcze wiele czekających na odkrycie skarbów. Może normalizacja stosunków miedzy Turcją i Armenią wpłynie na los ruin dawnej metropolii?
Huragany historii
Dogodne miejsce na szlaku handlowym łączącym wschód z zachodem, na stromym brzegu rzeki Arpa Çayi, w X w. stało się stolicą Armenii i rezydencją katolikosa. W najlepszym okresie rozwoju w Ani mieszkało aż 100 tys. osób, a w mieście było 10 tys. domów i 1000 kościołów. Ani nazywano nawet miastem 1001 kościołów. Zapomniana dziś metropolia stanowiła wówczas konkurencję dla takich ośrodków, jak Konstantynopol, Bagdad czy Kair.
Czasy świetności Ani nie trwały długo, a historia brutalnie potraktowała metropolię. W XI w. gruziński król Gagik II napadł i złupił miasto, które następnie trafiło kolejno pod panowanie Bizancjum, Seldżuków i Mongołów, a ostatecznie zostało wykończone przez trzęsienie ziemi w 1319 r. i na długie lata popadło w zapomnienie. Dzieła zniszczenia dokonały zaniedbania, wandalizm, amatorskie wykopaliska i takież odnawianie zabytków.
Dla świata dawną stolicę Ormian odkryli rosyjscy archeologowie, kiedy w II połowie XIX stulecia Ani znalazło się w granicach rosyjskiego imperium.
Do niedawna do Ani można było jechać tylko ze specjalnym zezwoleniem, a średniowiecznych ruin nie można było fotografować. Dziś zezwoleń już nie trzeba, a zakaz fotografii został zniesiony. Jest nadzieja, że ocieplenie relacji turecko-armeńskich przyczyni się też do udostępnienia turystom wszystkich pozostałości miasta. Na razie znakiem poprawy sytuacji jest modernizacja drogi prowadzącej do dawnej metropolii.
Step za podwójnymi murami
Na drodze z Karsu na wschód unoszą się tumany kurzu. Wokół niewysokie góry i nieurodzajne ziemie, gdzieniegdzie nieliczne zabudowania. Nie widać śladu żywego ducha, tylko na przydrożnych słupach siedzą orły.
W pewnej chwili na horyzoncie ukazują się mury. Za pierwszym murem – drugi mur. W murze brama. Za bramą – zwaną Lwią - rozciąga się olbrzymia pusta przestrzeń, usłana gdzieniegdzie zniszczonymi kościołami i ruinami innych budowli. W pierwszej chwili pojawia się rozczarowanie, które mija po przyjrzeniu się z bliska świątyniom. Wrażenie potęguję kontrast pomiędzy surowym stepowym otoczeniem a pięknymi detalami zniszczonych kościołów.
Pierwszy z nich to kościół - a właściwie pół kościoła – Odkupiciela. Na ścianach świątyni niegdyś mającej kształt rotundy pozostały resztki fresków. Pozostałości świątyni wyglądają tak, jakby ktoś specjalnie chciał z jej przekroju uczyć się historii sakralnej architektury ormiańskiej.
Do kolejnej świątyni odbijamy w lewo. Kościół pw. św. Grzegorza leży tuż nad wąwozem. Jest lepiej zachowany niż kościół Odkupiciela, w zasadzie pozostała cała budowla na planie centralnym, choć trudno powiedzieć, by była w dobrym stanie. W świątyni zachowała się bogata ornamentyka oraz pozostałości pięknych fresków. Niestety, na murach kościoła dali też upust swojej wenie twórczej wandale, wykonując niezbyt gustowne graffiti.
Najwspanialszym budynkiem w Ani jest,choć lepiej byłoby powiedzieć, była, katedra. Trójnawowa katedra przez Seldżuków była zamieniona meczet, ale później, za panowania Gruzinów ponownie została kościołem. We wnętrzu świątyni zachowały się resztki fresków, a na zewnątrz inskrypcje. Do katedry prowadzą trzy wejścia, niegdyś były to wejścia dla patriarchy, króla i ludu. Wchodzimy wejściem dla patriarchy, w drzwiach przeznaczonych dla ludu stoi koza i skubie resztki trawy.
Przeznaczenie zmieniła też kolejna świątynia - kościół Świętych Apostołów. Seldżucy nie zamienili go jednak nie w meczet, ale w karawanseraj.













