Najem nieruchomości komercyjnych
Biblioteka poróżniła najemców
Czy Biblioteka Narodowa wynajęła jednocześnie jeden lokal syryjskiemu restauratorowi i irakijskiej sklepikarce?
Kiedy Irakijczycy Najah Mata Allah i jej mąż Said chcieli wczoraj jak co dzień otworzyć sklep orientalny przy Bibliotece Narodowej, okazało się, że na drzwiach jest łańcuch z kłódką.
– Było też pismo od właściciela sąsiedniej restauracji Ahmeda Omari, w którym informuje nas, że zgodnie z umową, jaką zawarł z Biblioteką Narodową, mamy jak najszybciej zwolnić lokal, a za każdy dzień zwłoki naliczy 1500 zł kary – mówi Said. – Ale nasza umowa z biblioteką prawnie nie została rozwiązana – twierdzi.
Właściciele sklepu wezwali policję. Funkcjonariusze niewiele mogli zrobić, więc po wykonaniu notatki służbowej odjechali. Tymczasem Syryjczyk Ahmed Omari, właściciel restauracji, spokojnie tłumaczył: – To mój lokal. Mam umowę z BN. Wszystkie działania były uzgodnione z biblioteką, od której wynajmujemy nieruchomość.
Czynsz rosnący
Irakijczycy prowadzący sklep mają jednak swoje racje i pokazują plik dokumentów oraz korespondencji z BN.
– Mieliśmy umowę na wynajem na czas nieokreślony. Płaciliśmy 900 zł miesięcznie. 31 lipca Biblioteka Narodowa, bez żadnych przyczyn, wypowiedziała nam ją z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Do dokumentów była załączona nowa umowa, z czynszem 2400 zł – tłumaczą sklepikarze.
Pod koniec października zdecydowali się ją podpisać. – Zaniosłem popisany egzemplarz z prośbą o taki sam z podpisem przedstawicieli biblioteki – opowiada pan Said.
– Zamiast tego za trzy dni dostaliśmy projekt kolejnej umowy. Ale tym razem z czynszem wynoszącym już 3300 zł. Widać było, że chcą nas zniechęcić do wynajmowania sklepu. Ale chcieliśmy przyjąć i te warunki – dodaje żona.
Przekazali więc Bibliotece Narodowej podpisany egzemplarz, ale druga strona podpisu nie złożyła.
– W odpowiedzi przyszło tylko pismo, że nasza umowa już nie obowiązuje. Wynajęliśmy więc prawnika, który twierdzi, że działania biblioteki są niezgodne z prawem. Mimo to każą nam się wynosić – załamują ręce właściciele sklepu.
Umowa czy negocjacje
Dlaczego biblioteka nie podpisała umów, które proponowała sprzedawcom? – Umowa nie została podpisana, bo nie doszliśmy do porozumienia w kwestii wszystkich istotnych postanowień umowy – mówi Ewa Marcjoniak, prawnik reprezentujący interesy BN. I dodaje, że pisma, które dostawali Irakijczycy, mimo nagłówka „projekt umowy”, nimi nie były, bo biblioteka prowadziła tylko negocjacje. – Przedstawiliśmy im jedynie materiał będący podstawą do rozmów negocjacyjnych – dodaje Marcjoniak. Przyznaje jednocześnie, że w dokumencie takiej informacji nie było. Nie chce też zdradzić, jaki czynsz będzie płacić restauracja.
Zapytaliśmy o komentarz innego prawnika. – W mojej opinii negocjacje doszły do skutku w momencie, kiedy najemca sklepu zaakceptował warunki biblioteki już za pierwszym razem – uważa Łukasz Jędruszuk, prawnik zajmujący się tematyką nieruchomości. – Wszystko wskazuje więc na to, że doszło do zawarcia umowy.
Co więcej – według niego Irakijczycy – mogą dochodzić od biblioteki naprawienia szkody wyrządzonej przez prowadzenie negocjacji bez zamiaru zawarcia umowy.
Najemcy sklepu chcą sprawę rozwiązać polubownie. – Myślę, że się dogadamy – mówią.






