20. rocznica upadku Muru
Niemiecka wdzięczność za zjednoczenie
Odwaga „Solidarności“ była dla nas niezwykłą zachętą – mówiła kanclerz Merkel do tłumów
Mur berliński padł wczoraj w Berlinie po raz drugi. Tym razem symbolicznie. Lawinę kostek domina, ułożonych na linii dawnego muru, uruchomił Lech Wałęsa. Pomagał mu Miklos Nemeth, były premier Węgier uhonorowany w ten sposób za otwarcie w 1989 roku granicy węgiersko-austriackiej dla tysięcy uciekinierów z NRD. Pierwszą kostkę na drugim końcu liczącego 1,5 km szeregu, od Reichtsagu po plac Poczdamski, pchnęli wspólnie Jerzy Buzek oraz José Manuel Barroso. Tak zakończyły się wczoraj oficjalne uroczystości upamiętniające jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Niemiec, Europy i świata.
– Upadek muru berlińskiego oznaczał koniec zimnej wojny i zwiastował początek nowej ery – powiedziała kanclerz Angela Merkel na uroczystościach przed Bramą Brandenburską, miejscem, które było przed laty granicą zniewolenia narodów naszej części kontynentu. Tutaj zgromadziły się wczoraj tysiące mieszkańców zjednoczonego od 20 lat Berlina oraz rzesze turystów z całego niemal świata. Obecni byli przedstawiciele zwycięskich mocarstw z II wojny światowej oraz delegacje ze wszystkich państw UE. Polskę reprezentował premier Donald Tusk.
Wielu ojców sukcesu
Kanclerz Merkel oraz prezydent Horst Köhler dziękowali wczoraj wielokrotnie wszystkim, bez których upadek muru nie byłby możliwy: „Solidarności”, ruchom opozycyjnym na Węgrzech, nieistniejącej już Czechosłowacji oraz Michaiłowi Gorbaczowowi za to, że 20 lat temu nie usiłował pacyfikować procesów wolnościowych na wschodzie Europy.
Upadek sztucznego muru został pomyślany jako główny moment uroczystości
– Pamiętamy o Polakach, którzy zaczęli walkę o wolność w Stoczni Gdańskiej. Pamiętamy także o roli, jaką odegrał polski papież – powiedziała pod Bramą Brandenburską Hillary Clinton, amerykańska sekretarz stanu. Nikt prócz niej oraz Lecha Wałęsy nie wspomniał w Berlinie o wkładzie Jana Pawła II w obalenie komunizmu.
– Jeżeli będziemy opowiadać dyrdymały, że to politycy odnieśli wtedy zwycięstwo, to Europę czeka następna nauczka. To narody wymusiły na politykach decyzje – mówił Lecha Wałęsa, przewracając pierwszą kostkę domina, dzieło uczniów jednej z berlińskich szkół. Widniał na niej wizerunek Jana Pawła II, symbol Okrągłego Stołu oraz rysunek gdańskiego pomnika Poległych Stoczniowców.
Jeden z programów niemieckiej telewizji publicznej przypomniał w tym momencie słowa Wałęsy, który głosił w Berlinie, że połowa zasługi w obaleniu komunizmu przypada zmarłemu papieżowi, 30 proc. „Solidarności”, a pozostała część ruchom wolnościowym w innych krajach.
– Można zrozumieć słowa polskiego przywódcy, ale trzeba pamiętać, iż bez Gorbaczowowskich przemian w ZSRR wiele rzeczy nie byłoby możliwych – twierdzi Andreas Rödder, politolog z Uniwersytetu w Moguncji. Tak myśli większość Niemców. Dlatego były prezydent ZSRR był wczoraj bohaterem dnia, a Lechowi Wałęsie oraz Jerzemu Buzkowi nie pozostawało nic innego, jak przypominać, że „wszystko zaczęło się w Gdańsku”. Także prezydent Lech Kaczyński, który nie wziął udziału w uroczystościach, podkreślał, że pierwsze wolne wybory w Polsce 4 czerwca 1989 roku oraz powołanie niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego 12 września 1989 roku „są datami bardziej istotnymi w historii Europy niż obalenie muru berlińskiego”.
Niemcy świętowali, zapominając w uniesieniu, że data 9 listopada odgrywa w niemieckim kalendarzu historycznym szczególną rolę. Tego dnia w 1923 r. Hitler dokonał próby puczu w Monachium, a dokładnie 15 lat później naziści zorganizowali pogromy Żydów, które przeszły do historii pod nazwą nocy kryształowej. Przypomnieli o tej niechlubnej dacie kanclerz Merkel oraz prezydent Köhler.
Rozliczenia z NRD
Niemieckie media zajęte były nowszą historią, prezentując od wielu już dni analizy i wspomnienia uczestników wydarzeń sprzed 20 lat. Harmonię wzruszeń zdecydował się zakłócić minister transportu Peter Ramsauer z bawarskiej CSU.















