Jak uniknąć pułapki kredytowej?
Najpierw fajne zakupy, potem uciążliwe raty
Pożyczanie pieniędzy w banku na zakup wymarzonego telewizora czy samochodu nie zawsze ma sens. Często lepiej zaoszczędzić potrzebną kwotę. Koszty są wtedy dużo mniejsze
„Mam już dom, dwa samochody, telewizor LCD, DVD, motorówkę. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te raty… ” – mówi bohater skeczu jednego z polskich kabaretów. Czy te kredyty były konieczne? Kiedy pożyczenie pieniędzy w banku jest ekonomicznie uzasadnione?
Gdybyśmy zadali takie pytania przedsiębiorcy, ten bez wahania powinien odpowiedzieć: korzystanie z kredytu ma sens, jeśli za uzyskane środki kupi się coś takiego (np. surowiec, maszynę, kurs doskonalący umiejętności), co potem przyniesie dochód pozwalający na spłatę tego kredytu.
W gospodarstwie domowym jest inaczej. Kiedy więc powinniśmy sięgać po kredyt jako konsumenci? Czy wystarczającym uzasadnieniem jest to, że chcemy mieć jakieś dobro, ale nie stać nas na zakup za gotówkę? Niekoniecznie.
Przede wszystkim musi nas być stać na spłacanie miesięcznych zobowiązań, oczywiście po uwzględnieniu stałych kosztów utrzymania. O sposobie szacowania zdolności kredytowej pisaliśmy już w cyklu „Jak uniknąć pułapki kredytowej” 1 października 2009 r. Tym razem spróbujmy przyjrzeć się innemu problemowi: czy ten kredyt jest naprawdę konieczny, czy daną rzecz musimy mieć już teraz? Przecież gdy kupujemy na kredyt, musimy zapłacić co najmniej o kilkanaście procent więcej. A jeśli jest to mieszkanie spłacane przez kilkadziesiąt lat, to czasami nawet dwa razy więcej. Może zatem lepiej poczekać, a pieniądze zamiast przeznaczać na raty, regularnie inwestować? W ten sposób będziemy mogli kupić taniej za swoje pieniądze.
Mieszkanie – dobry wybór
„Razem z dziewczyną wynajmujemy mieszkanie. Płacimy 1400 zł miesięcznie. Myślimy o tym, żeby wziąć kredyt na własne lokum. Żadnemu z nas osobno banki nie chcą pożyczyć pieniędzy? Czy możemy wziąć kredyt wspólnie? ” – pyta pan Piotr.
No właśnie. Jeśli kredyt pozwala sfinansować zakup mieszkania, z którego i tak korzystamy, wynajmując je od kogoś, to śmiało możemy stwierdzić, że operacja jest uzasadniona ekonomicznie. Często się jednak zdarza, że kogoś stać na wynajmowanie mieszkania np. za 1400 zł miesięcznie, ale bank uważa, że dany klient nie jest w stanie płacić miesięcznej raty w tej samej wysokości. Wtedy ratunkiem może być np. połączenie dochodów dwóch osób i wzięcie wspólnego kredytu czy przystąpienie do umowy osoby ze stabilnymi, wyższymi dochodami (mogą to być np. rodzice; zresztą niektóre banki nie chcą kredytować bardzo młodych osób, nawet jeśli ich dochody są wystarczające).
Ile kosztuje auto
„Chcę kupić samochód, którego wersja podstawowa kosztuje 54 990 zł. Proszę mi podać, jaka jest moja maksymalna zdolność kredytowa, żebym wiedział, jakie wyposażenie dodatkowe mogę zamówić” – takie pytanie zadał klient przedstawicielowi kredytowemu jednego z dilerów.
Powszechnie wiadomo, że nowy samochód po wyjechaniu z salonu traci około 20 proc. wartości. Niektóre marki po pięciu latach użytkowania są warte najwyżej 20 – 30 proc. pierwotnej ceny. Mimo to większość użytkowników aut twierdzi, że gdyby było ich stać, to kupowaliby nowe pojazdy.
Rozsądne wydaje się założenie, że na zakup auta, które ma służyć do celów prywatnych, nie powinno się wydawać więcej niż równowartość rocznych dochodów. Łatwo jednak znaleźć przykłady osób na dorobku, które bardzo znacząco przekraczają ten limit. I w dodatku zaciągają na nowe drogie auta kilkuletnie kredyty. Takie działanie jest nieracjonalne ekonomicznie.
Policzmy. Jeśli nowy samochód kosztuje 60 tys. zł, to po pięciu latach będzie wart około jednej trzeciej tej kwoty, czyli 20 tys. zł. Gdy kupiliśmy go na kredyt, to przez pięć lat zapłacimy bankowi przynajmniej 20 tys. zł odsetek. W sumie wydamy więc 80 tys. zł (kapitał plus odsetki), a po pięciu latach wartość naszej „inwestycji” będzie wynosić 20 tys. zł. Żeby kupić kolejne nowe auto podobnej klasy, znowu musimy pożyczyć, tym razem co najmniej 40 tys. zł.
Gdybyśmy zdecydowali się na samochód używany (np. roczny czy dwuletni), za taki sam model zapłacimy co najmniej o kilkanaście tysięcy mniej (załóżmy, że cena wyniesie trochę ponad 40 tys. zł). Jeśli zaciągniemy kredyt, miesięczna rata będzie o kilkaset złotych mniejsza w porównaniu z nowym autem (w naszym przykładzie niższa o 300 zł). Gdybyśmy tę różnicę w wysokości raty wpłacali na konto oszczędnościowe z oprocentowaniem 4 – 6 proc. w skali roku, to po pięciu latach na rachunku uzbierałoby się ok. 20 tys. zł. Do tego doszłoby ok. 15 tys. zł z odsprzedaży auta. W ten sposób mielibyśmy ok. 35 tys. zł na kolejny samochód. I następny kredyt mógłby być mniejszy. Być może wystarczyłoby tylko 10 tys. zł.













