Litwa
Kłopoty polskiej gazety
Zabrakło pieniędzy. Po 58 latach istnienia jako dziennik „Kurier Wileński" będzie się ukazywał trzy razy w tygodniu
– Niestety, brakuje nam środków. Gazeta sama nie ma szans się utrzymać, a rząd litewski nas nie finansuje. Raczej czeka, aż upadniemy. Jednocześnie Polska znacznie obcięła nam fundusze – powiedział „Rz" Zygmunt Klonowski, współwłaściciel firmy Klion, która jest wydawcą „Kuriera Wileńskiego".
Decyzja o ograniczeniu wydawania gazety może mieć duży wpływ na sytuację polskiej mniejszości na Litwie. – To zła wiadomość, bo tamtejsi Polacy przeżywają trudny okres w związku z naciskami litewskich władz na ograniczenie polskiej oświaty – mówi „Rz" Michał Dworczyk, członek zarządu krajowego Stowarzyszenia Wspólnota Polska. – Jest też dowodem na słabą skuteczność naszej polityki pomocowej – podkreśla Dworczyk.
"Czerwonka"
„Kurier Wileński" istniał przed wojną i do gazety o tej nazwie nawiązuje dzisiejszy „Kurier". Ale faktycznie pismo jest następcą powstałego w 1953 „Czerwonego Sztandaru", jedynego polskojęzycznego dziennika w ZSRR, organu KC Komunistycznej Partii Litwy. – Z jednej strony wiadomo, że powołano ją po to, by siała sowiecką propagandę wśród Polaków na Litwie, Białorusi, Ukrainie czy w Rosji. „Czerwony Sztandar" był narzędziem indoktrynacji. Gdyby jednak nie „Czerwonka", jak go popularnie nazywano, znacznie mniej ludzi mówiłoby dziś i czytało po polsku – powiedział „Rz" redaktor naczelny pisma Robert Mickiewicz.
W 1990 r. „Sztandar" zmienił nazwę na „Kurier Wileński" i stał się dziennikiem litewskiego rządu. W 1995 r. został sprywatyzowany. – O ile 1953 r. uważamy za rok narodzin gazety, to 1990 r. za rok chrztu. Ale są to zupełnie inne pisma – podkreśla Robert Mickiewicz.
Potrzeba 800 tysięcy
Teraz, ponad pół wieku po powstaniu, gazeta przestaje być dziennikiem. – Żeby normalnie funkcjonować, potrzebujemy rocznie równowartości 800 tys. złotych. A dostaliśmy mniej niż połowę tej kwoty – podkreśla Klonowski. Niestety, pismo mniejszości narodowej o niewysokim nakładzie ma niemal zerowe szanse na reklamy.
– O ile pamiętam, w 2011 r. nie obcinaliśmy wsparcia dla „Kuriera" – powiedział „Rz" senator Andrzej Person, w poprzedniej kadencji szef senackiej komisji polonijnej. Dyrektor Biura Polonijnego Senatu Artur Kozłowski wskazuje zaś, że w 2011 r. pismo dostało 323 tys. złotych na działalność i dodatkowo 57 tys. na inne projekty, gdy w 2010 r. 377 tys., a w 2009 r. – 394 tys.
Dotację przyznaje Senat, a pośrednikiem jest Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie.
– Pan Klonowski otrzymał dotacje na początku roku, w dwóch transzach. Nie wiemy, dlaczego rozpowszechnia informacje o tym, że dotacje zostały obcięte. Tak nie jest. Zwróciliśmy się już do niego z prośbą, by podał, skąd takie informacje wziął – mówi „Rz" prezes fundacji Olga Iwaniak. Podkreśla, że co najmniej od czterech lat „Kurier" otrzymuje najwięcej pieniędzy.
– Sumy te w dodatku co roku rosną. Jest to pomoc przeznaczona na dofinansowanie druku, kosztów redakcyjnych, przygotowania materiałów czy nagrody – zapewnia Iwaniak. Dlaczego w takim razie gazeta zaczyna ukazywać się tylko trzy razy w tygodniu? – To wydawnictwo prywatne i za jakość jego prowadzenia odpowiada pan Klonowski. Nie wiem, jak on prowadzi swój biznes – mówi Iwaniak.
Klonowski zapewnia, że dofinansowanie, jakie otrzymał jest mniejsze niż to, jakie dostawał wcześniej, a na pewno niewystarczające do normalnego funkcjonowania dziennika.
Czesi pomagają
Zupełnie inną sytuację niż „Kurier" ma pismo mniejszości polskiej za Zaolziu „Głos Ludu". – Dostajemy dotacje z czeskiego Ministerstwa Kultury – mówi „Rz" Józef Szymeczek, prezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej. – W 2011 r. dostaliśmy 5 milionów koron (875 tys zł.), potrzebujemy 10 milionów, ale zarabiamy na sprzedaży pisma, na reklamie, pomagają nam sponsorzy. Nie chcieliśmy pomocy z Polski, ale ostatnio musieliśmy się zwrócić o 400 tys. koron (70 tys. zł.). Chcemy, by się to nie powtarzało – dodaje.
„Głos Ludu", jeśli chodzi o finansowanie, jest wyjątkiem. „Dziennik Kijowski", „Kurier Galicyjski" czy „Mozaika Berdyczowska" na Ukrainie funkcjonują wyłącznie dzięki wsparciu z Polski. Przy czym wsparcie to wystarcza na papier i druk, a z pozostałymi wydatkami jest problem. Jeszcze trudniej jest na Białorusi, bo pisma nielegalnego z punktu widzenia tamtejszych władz Związku Polaków na Białorusi muszą być wydawane w Polsce. Nazywany przez wielu Polaków „gadzinówką" „Głos znad Niemna" uznawanego przez reżim ZPB wydawany jest pod ścisłą kontrolą władz i za państwowe pieniądze. Samodzielnie utrzymują się jedynie polonijne media na Zachodzie, przede wszystkim w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii.















