Noble 2009
Przemożna siła nadziei
Po raz kolejny w swej karierze Barack Obama triumfuje, zanim zdołał cokolwiek zrobić
Niemal całą swą dotychczasową karierę polityczną 48-letni Barack Obama oparł na dwóch filarach: nadziei i antybushyzmie. Jak dotąd przynosi to oszałamiające efekty.
– Jesteśmy nadzieją na przyszłość. Możemy uczynić ten świat takim, jaki powinien być – mówił podczas kampanii wyborczej. I choć jego krytycy, tacy jak prawicowy publicysta Charles Krauthammer, mówili raczej o „zuchwałości, z jaką Obama sprzedaje nadzieję”, demokrata porwał miliony. Także komitet przyznający pokojowego Nobla. Nagrody na tacy
Już jako stanowy senator w stolicy Illinois, Springfield wykazywał się przede wszystkim niezwykłą umiejętnością nawigowania na trudnym dla żółtodzioba terenie – tamtejsza scena polityczna słynie z brutalnych reguł gry.
– To bardzo inteligentny, a zarazem niezwykle ambitny człowiek. Nigdy nie spuszczał z oka głównej nagrody, a nagrodą tą z pewnością nie było Springfield. Jeśli zasługuje na to, by zostać prezydentem, to nie z powodu dokonań ustawodawczych – wspominał były republikański senator stanowy Steven Rauschenberger.
Kolejne nagrody – w postaci fotela w elitarnym klubie, jakim jest Senat USA, a potem najwyższa, czyli prezydentura – zostały podane Obamie niejako na tacy. Od pamiętnego popisu oratorskiego podczas konwencji wyborczej demokratów w 2004 roku, który katapultował go z politycznego niebytu na szczyty, Obama mówił wielokrotnie o „zuchwałości nadziei” oraz własnej wizji lepszej Ameryki i lepszego świata. Jak dotąd nie zdołał jednak zamknąć choćby jednego ważnego etapu w realizacji któregokolwiek ze swych ambitnych zamierzeń.
Na Kapitolu miał niewiele czasu, by zająć się poważnym ustawodawstwem, bo już od końca 2006 roku pochłaniała go kampania wyborcza. Jako prezydent zdążył zaledwie zmienić ton amerykańskiej polityki zagranicznej – decydując się na nowe otwarcie w stosunkach z Rosją, przemawiając w Kairze do światowej społeczności muzułmańskiej, wznawiając próbę dialogu na Bliskim Wschodzie czy ogłaszając wizję świata wolnego od broni nuklearnej.
Obama nie jest pozerem ani obłudnikiem. To człowiek poważny, który głęboko wierzy w to, co mówi, i dotrzymuje danego słowa. Dowodem była choćby jego powszechnie krytykowana wypowiedź o gotowości do negocjacji z Iranem bez warunków wstępnych.
– Wszyscy mu mówili: wycofaj się z tego, to cię będzie drogo kosztowało. Ale on nie chciał o tym słyszeć – mówił mi kiedyś jeden z pracowników sztabu Baracka Obamy. Obama jednak do dziś pozostaje konsekwentny – niedawno odbyło się pierwsze od 30 lat spotkanie wysokich rangą dyplomatów obu państw.
Zaprzeczenie Busha
Konsekwencja i szczerość nie zapewnią jednak sukcesu misji budowania lepszego świata. Dobre słowo nie da gwarancji, że Iran zrezygnuje z nuklearnych ambicji, Rosja zdemontuje swój atomowy arsenał, a Palestyńczycy pogodzą się z Izraelczykami.
Komitet w Oslo uznał jednak, że sama „zmiana światowego klimatu politycznego” jest wystarczająco dużym osiągnięciem. To oczywiste nawiązanie do polityki poprzednika Obamy.
Jeszcze jako lokalny polityk w Illinois wypowiadał się zdecydowanie przeciwko wojnie w Iraku – zresztą w jego liberalnym środowisku nie wymagało to szczególnej odwagi. W miarę pogłębiania się nienawiści do George’a W. Busha poglądy Obamy zaczęły być coraz większym jego atutem. Stał się wręcz światowym symbolem antybushyzmu, o czym najlepiej świadczyły wielotysięczne tłumy witające go latem 2008 roku w ziejącym nienawiścią do „W” Berlinie.
Członkowie Komitetu Noblowskiego też nie ukrywali głębokiej niechęci do poprzedniego prezydenta USA. – To kopniak w łydkę dla administracji Busha – stwierdził przewodniczący komitetu Thorbjoern Jagland, przyznając w 2002 roku nagrodę byłemu demokratycznemu prezydentowi USA Jimmy’emu Carterowi.
„Amerykanie zadają sobie pytanie, co właściwie osiągnął prezydent Obama. To bardzo niefortunne, że jego gwiazdorstwo przyćmiło wysiłki niezmordowanych obrońców pokoju i praw człowieka i ich rzeczywiste osiągnięcia” – stwierdził jeden z liderów Partii Republikańskiej Michael Steele. Nawet zagorzałym zwolennikom Obamy w Ameryce trudno było odeprzeć te zarzuty.















