Łączył polski patriotyzm z europejskością
Rozmowa: Janusz Reiter, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych
Rz: Kiedy profesor Krzysztof Skubiszewski był szefem polskiej dyplomacji, pan pełnił funkcję ambasadora RP w RFN. Co, z pana perspektywy, było najważniejszą rzeczą, jaką polska dyplomacja zawdzięcza Skubiszewskiemu?
Janusz Reiter: Jasna wizja tego, co trzeba osiągnąć. I pragmatyzm w dążeniu, aby ją wypełnić. Ważne było to, że kiedy Polska stała się wolnym krajem, jej dyplomacją kierował człowiek, który nie tylko znał Zachód, nie tylko rozumiał go, ale który sam był człowiekiem Zachodu.
Polska dzięki niemu była postrzegana jako kraj, który tylko przez bieg historii przez ostatnie dziesięciolecia znalazł się poza światem zachodnim, ale którego miejsce jest właśnie wśród krajów Europy i świata zachodniego.
Na czym polegała ta „zachodniość” Skubiszewskiego?
To był człowiek o świetnym wykształceniu. I tej formacji, jaką miała najlepsza część dawnych polskich elit. Nie miał najmniejszego poczucia obcości w krajach zachodnich. Kiedy był we Francji, w Niemczech, Wielkiej Brytanii – zawsze był u siebie. Jego polski patriotyzm i jego europejskość były w pełnej harmonii.
Był specjalistą w dziedzinie prawa międzynarodowego, znał wiele języków. Takich ludzi Polska potrzebowała w 1989 roku.
Czy te jego zalety były często zauważane przez zachodnich polityków?
Niewątpliwie. Hans-Dietrich Genscher, były niemiecki minister spraw zagranicznych, często opowiadał, że kiedy toczyły się rozmowy dotyczące zjednoczenia Niemiec, mówiono w kilku językach: niemieckim, rosyjskim, angielskim. I wszyscy używali słuchawek, tylko nie Skubiszewski, bo on te wszystkie języki znał. W tym, jak Genscher o tym mówił, był podziw i respekt.
Ale najważniejsze było zaufanie, jakim się cieszył u swych partnerów. Bez tego nie ma dobrej dyplomacji.
Jak to się stało, że Polska uczestniczyła w rozmowach o zjednoczeniu Niemiec obok Rosji i USA?
Skubiszewski, tak jak Tadeusz Mazowiecki, zabiegał o to wszelkimi siłami. Rozumiał, jak ważne jest dla nas określenie na nowo naszych relacji z Niemcami.
Znał Niemcy, rozumiał ten kraj, potrafił z Niemcami rozmawiać. I miał szczęście, że trafił tam na Genschera, z którym po prostu miał dobrą chemię. Wiedział, że nie ma mowy, by wprowadzić Polskę do świata zachodniego, jeśli się nie przebuduje stosunków z Niemcami.
W tym czasie blisko współpracowaliście. Jakim był człowiekiem? Niektórzy mówią, że robił często wrażenie osoby wyniosłej.
Nie był wylewny, to prawda. A mimo to wiedziałem, że się rozumiemy i, co najważniejsze, że ma do mnie zaufanie. Miał wielką dyscyplinę wewnętrzną.
Kiedyś przyjechał na spotkanie do Niemiec z 40-stopniową gorączką. Jeśli się dało słowo, to zobowiązywało.
Podobno trudno było od niego usłyszeć komplement.
Tak, ale potrafił wyrazić uznanie. Sam nie szukał poklasku. To był mąż stanu, który swoją misję traktował jako służbę.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook
co to jest?
