REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Wiadomości

Kuchnia

Och, Karol!

Waldemar Sulisz 20-03-2010, ostatnia aktualizacja 20-03-2010 00:11
autor: Paweł Supernak
źródło: PAP
Dżenneta Bogdanowicz gości  księcia  Karola  w swoim  gospodarstwie agrotutystycznym Tatarska Jurta
autor: Janek Skarżyński
źródło: AFP
Dżenneta Bogdanowicz gości księcia Karola w swoim gospodarstwie agrotutystycznym Tatarska Jurta

Z Dżennetą Bogdanowicz, która w swojej Tatarskiej Jurcie w Kruszynianach nakarmiła księcia Walii - rozmowa o smakach

Rz: Jak czuje się kobieta, która przyjęła w swoim domu następcę tronu?

Dżenneta Bogdanowicz: Emocje opadły, radość trwa. Przyjeżdżają przyjaciele, siedzimy przy herbacie, pytają, jak było.

Jak do tej wizyty doszło?

To długa historia. W listopadzie ub.r. roku dowiedziałam się, że na Podlasie ma przyjechać ktoś wyjątkowy.

W styczniu dostałam telefon, że pojawi się u mnie grupa osób biorąca udział w przygotowaniach wizyty. Przyjechali. Kiedy zobaczyłam przedstawicieli ambasady brytyjskiej i reprezentanta królewskiego dworu, pomyślałam, że może zdarzyć się coś bardzo wyjątkowego.

Co robili goście?

Dokładnie obejrzeli mój dom, pytali o kuchnię, próbowali tatarskich potraw. Obejrzeli też okolicę i pojechali. Wtedy na 90 procent byłam już pewna, że w Kruszynianach pojawi się książę Karol. I tak się stało.

Wiedząc, że będę miała księcia Karola w swoim domu, zaczęłam przygotowania do poczęstunku dzień wcześniej. Następnego dnia rano dowiedziałam się, że mam zarezerwować 30 miejsc, bo tyle gości pojawi się u mnie.

Miała pani wcześniej jakieś sugestie co do menu?

Nie. Dostałam wolną rękę.

Z zastrzeżeniem, że poczęstunek ma być przygotowany na zasadzie bufetu. Trochę się denerwowałam, czułam ścisk w brzuchu. Książę Karol pojawił się w Kruszynianach po godzinie 14.00, chociaż mieszkańcy czekali na niego już w południe.

Byli ciekawi, jak będzie ubrany, czy posmakuje mu tatarskie jedzenie?

Jak najbardziej. Zgodnie z harmonogramem wizyty książę Karol najpierw odwiedził nasz meczet. To jedna z dwóch najstarszych w Polsce świątyń muzułmańskich (druga znajduje się w sąsiednich Bohonikach). Wizyta tam trwała kilkanaście minut. Na zewnątrz czekali mieszkańcy, którzy chcieli z bliska zobaczyć gościa, zrobić sobie zdjęcie, nawet porozmawiać.

A potem odprowadzili księcia pod pani dom?

Tak. Kiedy powitałam go w progu, uśmiechnął się bardzo serdecznie. Ubrany był z wrodzoną elegancją. Z ciekawością oglądał nasz dom. Najpierw obejrzał pokaz tatarskiego tańca w wykonaniu zespołu Buńczuk. Potem pokaz kaligrafii, który zaprezentował Stefan Mustafa Jasiński, nasz imam, razem z muftim Tomaszem Miśkiewiczem. Choć nasz imam ma już 99 lat, doskonale pamięta historię Tatarów.

Opowiedzieliśmy księciu o naszym domu. Rodzina mojego męża związana jest z Kruszynianami od początku. Dom stoi na działce, którą król Jan III Sobieski nadał Bogdanowiczom. Ja też pochodzę z rodziny tatarskiej – ojciec z Klecka na Nowogrodczyźnie, mama z Wołkowyska.

Czy ochrona bardzo pilnowała, co robi następca tronu?

Była bardzo dyskretna. Stało się coś takiego, że bardzo szybko pękły dyplomatyczne reguły. Książę zachowywał się jak normalny gość, żartował, rozmawiał, wypytywał o historię Tatarów. Był zaskoczony, że służyli w polskim wojsku.

A w powietrzu unosił się zapach pierekaczewnika?

Tak, bo pokazaliśmy, jak się go przygotowuje. Ponieważ ciasto na pierekaczewnik rozwałkowuje się na kilka warstw, każdą smaruje roztopionym masłem, nakłada farsz, zwija w kształt półksiężyca, jest to bardzo malownicze.

Najpierw pani narobiła smaku?

Potem ukroiłam kawałek i podałam.

Przecież książę Karol nie próbuje potraw, którymi jest częstowany?

Pewnie chodzi o bezpieczeństwo. U mnie było inaczej. Zjadł spory kawałek, uśmiechnął się i powiedział, że bardzo mu smakowało.

Potem podszedł do stołu, na którym były przygotowane przez panią potrawy. Co tam było?

Wśród wielu potraw poleciłam księciu najbardziej lubiane przez naszych gości tatarskie danie – pieremiacze (po tatarsku beremecz). To pierogi z mięsem wołowym zapiekane w głębokim tłuszczu.

Smakowało?

I to jak!

Co jeszcze było na stole?

Cebulniki, pierożki z mięsem wołowym, baranim lub gęsim z drobno posiekaną cebulką, pieczone w piekarniku. Kolejne pierogi: kibiny, jeczpomaki, samsa, której też książę spróbował.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

11 lutego - Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej

Zima to trudny okres dla dzikich zwierząt, ponieważ gruba warstwa śniegu i lód utrudniają zwierzętom dostęp do naturalnego pokarmu i wody >>