Batalie największej z wojen
Na Stalingrad marsz!
Do połowy 1942 roku Hitlerowi błyskotliwie udawało się wyprowadzać Stalina w pole. I nic nie zapowiadało, aby sytuacja uległa zmianie – w gambit wodza Trzeciej Rzeszy, który na wiosnę 1942 roku porzucił plan ponownego uderzenia na Moskwę na rzecz ofensywy w kierunku Stalingradu (dziś Wołgograd) i Kaukazu, Stalin, mimo wiarygodnych doniesień wywiadu, nie uwierzył. Na domiar złego straty Armii Czerwonej wciąż szły w setki tysięcy zabitych i jeńców: w maju i czerwcu 11. Armia gen. von Mansteina opanowała Krym i zdobyła bazę Floty Czarnomorskiej Sewastopol, zabijając lub biorąc do niewoli ok. 260 tys. żołnierzy, pod Charkowem i nad Desną zaś Sowieci stracili 237 tys. ludzi.
Przed wyprawą nad Wołgę i po kaukaską ropę Hitler zaplanował na zachód od Donu kolejny pogrom wroga. Nic z tego jednak nie wyszło. 28 czerwca 2. Armia Pancerna gen. Hotha przy wsparciu lotnictwa uderzyła na styk sowieckich frontów Briańskiego i Południowo-Zachodniego. Niemieckim celem był Woroneż i połączenie w okolicach Rossoszy i Nowej Kalitwy z nacierającą od południowego zachodu 6. Armią gen. Paulusa. Rosjanie początkowo nie wytrzymali naporu Niemców i zaczęli odwrót, ale wkrótce zwarli szyki, stawiając silny opór. Niemiecka 24. Dywizja Pancerna zajęła prawobrzeżną część Woroneża, ale nie zdołała sforsować Donu. Z kolei oddziały Paulusa wobec uporczywych kontrataków sowieckiego 23. Korpusu Pancernego nie zdołały zamknąć kotła. Czerwonoarmiści ponieśli spore straty, lecz nie dali się rozbić i sprawnie wycofali za Don.
7 lipca Hitler zreorganizował Grupę Armii Południe, którą podzielił na dwa związki taktyczne – Grupy Armii „A” i „B”. Zadaniem pierwszej, którą dowodził feldmarszałek von List, było uderzenie na Rostów nad Donem i dalej na Kaukaz. Druga, pod komendą feldmarszałka von Bocka, którego niebawem zastąpił von Weichs, nacierała na „miasto Stalina” i położony nad Morzem Kaspijskim Astrachań. Niemców wzmocnili Rumuni i Włosi – rumuńskie korpusy armijne II i V wzmocniono dwiema dywizjami piechoty, Mussolini zaś przysłał brygadę faszystowskich Czarnych Koszul. Ogółem siły niemiecko-rumuńsko-włoskie, które nacierały na Stalingrad, liczyły 50 dywizji. W końcu września zniecierpliwiony Hitler, kosztem wojsk walczących na Kaukazie, zwiększył siłę uderzeniową Wehrmachtu pod Stalingradem do ponad 80 dywizji.
W Stalingradzie, najważniejszym ośrodku przemysłowym na południu europejskiej części Rosji, znajdowało się 126 dużych zakładów produkcyjnych, nadto przez miasto wiodły szlaki kolejowe, drogowe (i wodny – wołżański), łączące azjatyckie i uralskie okręgi przemysłowe z centrum ZSRR. Gdyby Hitler go zdobył, mógłby ponownie pokusić się o uderzenie na Moskwę, głęboko oskrzydlając ją od południa, a po zajęciu Astrachania opanować północne wybrzeża Morza Kaspijskiego, co umożliwiłoby mu wsparcie ofensywy GA „A” na Kaukazie. Przy okazji przeciąłby pępowinę, którą alianci dostarczali sporą część pomocy dla ZSRR w ramach Lend-Lease. No i rzecz niebagatelna: zdobycie miasta noszącego imię Stalina byłoby poważnym ciosem w prestiż sowieckiego dyktatora i jego reżimu. Świat z zapartym tchem przypatrywał się batalii, która miała odwrócić losy wojny na Wschodzie.
Szczęściem Stalin wyczerpał już limit błędów i wpadek, bowiem po rozpoczęciu niemieckiej ofensywy trafnie ocenił, że dla Hitlera najważniejszym celem będzie Stalingrad. Na tym odcinku więc, a nie na Kaukazie, skoncentrował swoje siły. Z Frontu Południowo-Zachodniego wydzielił Front Stalingradzki marszałka Timoszenki: w jego skład wchodziło siedem armii polowych i armia lotnicza (160 tys. żołnierzy, 2200 dział i moździerzy, 400 czołgów i 590 samolotów).
Nauczcie się walczyć od Niemców!
Morale czerwonoarmistów nadal pozostawiało wiele do życzenia. Bita niemiłosiernie Armia Czerwona wciąż była w odwrocie. Najgorsze, że nie zanosiło się na zmianę sytuacji, a w najwyższym dowództwie nikt nie miał pomysłu, jak tchnąć w żołnierzy nadzieję.
Jeszcze w maju Stalin, doprowadzony do pasji żebraniem dowództwa Frontu Południowo-Zachodniego o uzupełnienia, w odręcznym liście utrzymanym w ojcowskim tonie tłumaczył „gierojom” spod Kijowa i Charkowa, o co w tej wojnie chodzi: „Do Timoszenki, Chruszczowa, Bagramiana. Od czterech dni wciąż prosicie STAWKĘ o dostarczenie uzbrojenia i przysłanie z jej rezerw nowych dywizji i jednostek pancernych. Miejcie na względzie to, że STAWKA nie dysponuje przygotowanymi do walki nowymi dywizjami, że te dywizje są zielone, niewyposażone i rzucanie ich teraz na front oznacza podanie wrogu kolejnego zwycięstwa jak na talerzu.
Miejcie na względzie i to, że nasze możliwości względem uzbrojenia są ograniczone, i zdajcie sobie wreszcie sprawę z tego, że prócz waszego frontu mamy jeszcze pozostałe. Czy nie czas, abyście się w końcu nauczyli walczyć za cenę jak najmniejszych strat, jak robią to Niemcy? Walczyć należy nie ilością, ale umiejętnościami. Jeśli nie nauczycie się lepiej dowodzić wojskami, to na nic się zda cała produkcja zbrojeniowa kraju. Weźcie to po uwagę, jeśli chcecie się jakoś nauczyć zwyciężać wroga, a nie ułatwiać mu zwycięstw. W przeciwnym bowiem razie uzbrojenie, które dostajecie od STAWKI, będzie z łatwością dostawało się w ręce wroga. Tak jak to dzieje się teraz”.















