REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Zbliżenie

Zbliżenie

Nie wyglądam na swoje lata

Barbara Hollender 29-04-2010, ostatnia aktualizacja 29-04-2010 11:55
autor: Piotr Bujnowicz
źródło: FabrykaObrazu.com/FORUM
źródło: BEW
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Redakcja poleca:

Z Maciejem Stuhrem rozmawia Barbara Hollender

Rz Pana ostatni film „Mistyfikacja” Jacka Koprowicza podzielił krytyków. Obok dobrych, ukazało się sporo recenzji miażdżących ten obraz. Czytał je pan?

Zbliżenie - Czytaj więcej

Maciej Stuhr: Czytałem, choć nieraz obiecywałem sobie, że nie będę tego robił. Scenariusz „Mistyfikacji” zafascynował mnie, chybabym dopłacił, żeby w tym filmie zagrać. Dzisiaj czuję się jak ojciec trzyletniego dziecka, które jest sympatyczne, ładnie się uśmiecha i właśnie stara się dostać do przedszkola, a komisja wyrokuje, że się nie nadaje. Przykro.

Przyznaję, że mnie w tym filmie razi wszystko: postać zdziecinniałego Witkacego, pana bohater – esbek, który w bardzo krótkim czasie zrobił woltę od dysydenta do zaufanego funkcjonariusza, groteskowo pokazana sprawa Jerzego Zawieyskiego. Co pana tak w „Mistyfikacji” zachwyca?

Pocztówki od trupa, pusty grób, strzępy wspomnień o mężczyźnie, które roją się w mózgu chorej kobiety, wreszcie wizja wieszcza – skapcaniałego erotomana zamkniętego w murach PRL-u. To zabawa i tajemnica, która nas wszystkich wciągnęła. Myślę, że oczekiwania w stosunku do „Mistyfikacji” są zbyt wysokie. To nie jest nowa biografia Witkacego ani film rozliczający lata 60. To gra z widzem. Jeden bohater ucieka, drugi go goni. A jest tym ciekawiej, że ten pierwszy nazywa się Witkacy.

Czy twórca ma prawo tak manipulować przy biografii autentycznego człowieka?

W „Bękartach wojny” jedna z postaci nazywa się Hitler, a nie na przykład Hotlet, i jakoś nikt nie ma pretensji.

Ale Tarantino od razu wprowadza mnie w atmosferę zabawy. Tu reżyser stara się udowodnić, że opowiada o Witkacym i o latach 60.

Witkacolog wyjdzie z kina z przeświadczeniem, że to bzdura, ale może widz znajdzie w „Mistyfikacji” jakąś refleksję? I spędzi dwie ciekawe godziny. Za największy zarzut uznałbym stwierdzenie, że film jest nudny. Czytam dużo scenariuszy. Jedne są miałkie, inne bywają efektem lepienia reżyserów na modłę szkoły polskiej. Autorzy czują, że powinni poważnie wypowiadać się na temat rzeczywistości, jaka ich otacza: zajmować stanowisko, leczyć zło. A ja mam już czasem dość filmów „ważnych”. Czekam na inteligentne, dobrze opowiedziane historie. Takie jak „Mistyfikacja”.

Powiedział pan, że rzadko zdarza się panu dostać dobry scenariusz. Czy aktor w pana wieku, z ambicjami i talentem, ma dzisiaj w Polsce szansę rozwoju?

Jestem ze swojej drogi zadowolony i obserwuję kilku kolegów, którym też nieźle idzie. To, że kłócimy się dzisiaj o „Mistyfikację”, a nie o „Ciacho”, już napawa optymizmem.

Czym pan się kieruje przy wyborze roli?

Aktor zwykle zdany jest na intuicję. Oczywiście, mam kolegów, którzy uważają, że aktor jest od grania, i czasem nawet nie czytają scenariuszy. Dostają propozycję, więc mówią „Tak”. Ja wszystkiego nie przyjmuję.

Nie występuje pan w telenowelach.

Nie mam na to czasu i ochoty, ale też nie zmusza mnie do tego życie. Ostatnio udaje mi się robić to, na czym mi zależy.

Czasem dziennikarze piszą, że jako syn Jerzego Stuhra miał pan aktorską „skazę genetyczną”. Czy studiując psychologię, próbował pan uciec od zawodu ojca?

To byłoby za proste. Wiele się na Uniwersytecie Jagiellońskim nauczyłem, ale też podarowałem sobie beztroskie, cudowne krakowskie życie. W szkole teatralnej zajęcia trwają od rana do późnego wieczora, a potem jeszcze trzeba wkuwać role i próbować. Na psychologii człowiek pouczył się dwie godziny i do baru.

Jako student psychologii zagrał pan w kilku komediach.

Wtedy jeszcze nie wybierałem. Traf zdarzył, że dostałem takie propozycje. To był chyba najbardziej niebezpieczny moment w moim życiu zawodowym. Poważna pokusa, by pójść wyłącznie w komercję. Na szczęście rodzina wywierała na mnie taki nacisk, że nie miałem na to szansy.

W tamtym czasie spytałam pana ojca, czy jest dumny z tego, że gra pan w filmach. Odpowiedział: „Gra? On występuje. Grał Łomnicki”. Zdał pan do szkoły, żeby zacząć grać?

Poprzednia
1 2 3 4
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Święta sprzedają się jak seks

Maciej Stuhr: Moją córkę Mikołaj odwiedził akurat wtedy, kiedy dziadek musiał wyjść po drzewo do kominka. Dziecko wpadło w taką histerię i spazmy, że więcej się już nie pokazywał >>