REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Zbliżenie

Zbliżenie

Polskie scenariusze straszą stereotypami

Barbara Hollender 04-02-2010, ostatnia aktualizacja 05-02-2010 18:10

Z Karoliną Gruszką rozmawia Barbara Hollender

Zbliżenie - Czytaj więcej

Rz: Ostatnio częściej można było panią oglądać w filmach zagranicznych niż polskich. Pracowała pani z Włochem Giacomo Battiato, Amerykaninem Davidem Lynchem, Rosjaninem Iwanem Wyrypajewem, Czechem Tomasem Masinem. To przypadek?

Karolina Gruszka: Tak mi się jakoś układa. Przeczytałam nawet niedawno, że wyjechałam z Polski, bo podpisałam pięcioletni kontrakt w Moskwie. To nieprawda. Dzielę czas między Warszawę i Moskwę. Ostatnio częściej jestem w Polsce. Przygotowujemy nową sztukę Iwana Wyrypajewa w Teatrze Narodowym. Jej premiera odbędzie się 5 marca. A kino? Po prostu z zagranicy dostawałam w ostatnich latach ciekawsze propozycje.

Polskim scenariuszom przyglądam się z wielką życzliwością, bo chcę pracować we własnym języku. Ale czytając je, nie mogłam znaleźć dla siebie niczego interesującego. Często nie rozumiałam bohaterek, które miałabym zagrać, wydawały mi się ulepione ze stereotypów. Czasem odstraszał mnie bardzo komercyjny charakter projektów. Domyślałam się, że za tymi tytułami będzie stała olbrzymia machina promocyjna i nie będę miała żadnego wpływu na to, w jaki sposób wykorzystywany jest mój wizerunek.

Unikała też pani zawsze telenoweli, które ustawiają aktora finansowo na lata.

Podchodziłam do swego zawodu idealistycznie. Idąc do szkoły teatralnej, wyobrażałam sobie, że będę mogła poprzez swoją pracę mówić coś ważnego. Porozumiewać się z widzem na wysokim poziomie emocjonalnym. Chciałam doskonalić swój warsztat, rozwijać się. Telenowele raczej takiej szansy nie dają.

Zaczęła pani występować bardzo wcześnie – najpierw w programie „Dyskoteka pana Jacka”, potem w serialu „Boża podszewka” Izabelli Cywińskiej. Aktorstwo było pani marzeniem od dziecka?

Jako mała dziewczynka recytowałam wierszyki i pewnie coś tam sobie wyobrażałam. Potem mogłam rozwijać swoje zainteresowania, bo spotkałam ludzi, którzy bardzo poważnie i z wielką pasją traktowali sztukę. „Boża podszewka” była ważnym doświadczeniem. Jako czternastolatka pracowałam pod kierunkiem znakomitej reżyserki i partnerowałam wspaniałym aktorom.

Podobno wśród pani ulubionych lektur są powieści Dostojewskiego, Manna, Prousta, Nabokova, Borgesa. Fascynuje panią malarstwo Velazqueza, Boscha, Bacona, Klee, Hoppera, Modiglianiego. Słucha pani Mozarta, Bacha i Mahlera, ale również Milesa Davisa czy piosenek z Kabaretu Starszych Panów. Wierzy pani, że obycie w kulturze i przygotowanie intelektualne są dla aktora ważne?

Jest taka teoria, że aktor im głupszy, tym lepszy. Nie potrafię się z nią zgodzić. Żeby zrobić coś istotnego i mieć coś do powiedzenia, trzeba nad sobą pracować: czytać, myśleć, żyć.

2006 rok był dla pani znakomity. Miała pani za sobą nagrodę aktorską w Gdyni za rolę w „Kochankach z Marony”, premierę „Inland Empire”, występ we „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, wreszcie komercyjny sukces we „Francuskim numerze”. I w takim momencie zdecydowała się pani dużą część swojego czasu spędzać w Rosji. Rozumiem, że kryło się za tym wielkie uczucie do człowieka, którego pani tam spotkała – ciekawego dramaturga i reżysera Iwana Wyrypajewa. Ale to jednak musiała być dla aktorki trudna decyzja.

Nie była znowu taka trudna... W Polsce sukces nie ma dalszego ciągu. Po nagrodzie w Gdyni wcale nie zostałam zasypana interesującymi propozycjami.

Dzisiaj młode polskie aktorki szukają szczęścia w Ameryce. Tymczasem, choć David Lynch powtarzał wszędzie, że jest pani materiałem na hollywoodzką gwiazdę, nie szukała pani swojej szansy w Hollywood.

To prawda, Lynch namawiał mnie na amerykańską karierę. Kiedy pracowaliśmy w Stanach, zaprowadził mnie nawet do agenta. Bardzo dobrego. A on powiedział, że z chęcią się mną zajmie, ale pod warunkiem, że zdecyduję się zamieszkać w Los Angeles.

I co? Bała się pani zaryzykować?

Nie, po prostu niezbyt dobrze czuję się w Stanach. To nie jest moja bajka. Poza tym nie chciałam radykalnie zmieniać życia. Musiałabym zostać w Ameryce na co najmniej dwa lata. Chodziłabym na castingi i może by się udało, a może nie. A w Europie dostawałam ciekawe propozycje.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Święta sprzedają się jak seks

Maciej Stuhr: Moją córkę Mikołaj odwiedził akurat wtedy, kiedy dziadek musiał wyjść po drzewo do kominka. Dziecko wpadło w taką histerię i spazmy, że więcej się już nie pokazywał >>