Podróże
Więcej niż plaże
Chorwacja dla większości Polaków to tylko kamieniste, lecz niezmiennie słoneczne plaże półwyspu Istria. Zakończenie pobytu w tym kraju na kąpieli w ciepłym morzu to jednak niewybaczalny błąd.
Chorwacja kojarzona jest przede wszystkim z nadmorskimi plażami. Ale to trochę tak, jakby Polskę identyfikować z góralem i oscypkiem. Tak naprawdę przecież jest to rozległy kraj, na dodatek bardzo zróżnicowany. Nizinne przestrzenie północnego wschodu do złudzenia przypominają Polskę: to przede wszystkim pola i lasy poprzecinane drogami, z licznymi wsiami i miasteczkami. Im dalej na zachód, tym więcej pagórków i bardziej urozmaicony krajobraz. A na południowym zachodzie Chorwacja staje się górzystym krajem śródziemnomorskim Jego zjawiskowe widoki i monumentalne skały na tle błękitnego morza wręcz zapierają dech w piersiach. Pasmo wysokich, nadmorskich gór ma jeszcze jedno istotne znaczenie – całkowicie zmienia klimat. Bywa, że nad chorwackim wybrzeżem jest gorąco i świeci piękne słońce, a zaledwie kilkanaście kilometrów dalej zalega śnieg, wieje zimny wiatr, a bez kurtki lepiej nie wychodzić z domu.
Dlatego chcąc zwiedzić najciekawsze, najbardziej malownicze miejsca w Chorwacji, lepiej przeczekać wczesną wiosnę. Jeśli chodzi przede wszystkim o plażowanie, w czerwcu jest już odpowiednio ciepło. Kłopot w tym, że letnie miesiące oznaczają też gigantyczne tłumy nawet w mniej popularnych nadmorskich miasteczkach. Ci, którym stadne plażowanie przeszkadza, powinni poczekać do pierwszych tygodni września, gdy nadal jest ciepło, a ludzi już zdecydowanie mniej. Ale uwaga: druga połowa miesiąca może nie być już tak atrakcyjna. To czas, gdy zaczynają wiać silne wiatry, a nadmorska pogoda staje się nieprzewidywalna.
Zamiast Istrii lepiej więc wybrać region Riwiery Makarskiej – o wiele bardziej malowniczy. Fakt, do trasy z Polski trzeba dodać jeszcze kilkaset kilometrów, ale rekompensatą są piękne widoki – i z autostrady położonej po wschodniej stronie gór, i z wąskich górskich dróg pnących się przez przełęcze. Naprawdę warto!
Z noclegiem w tej okolicy nie ma problemu. Idealną bazą wypadową jest choćby sama Makarska. We wrześniu za niespełna 150 zł dziennie można zamieszkać w eleganckim apartamencie dla dwóch lub trzech osób z własną łazienką i kuchnią. Najlepiej wybrać dom położony ponad miastem, na wzgórzu. Oznacza to wprawdzie kilkusetmetrowy spacer do plaży, ale rekompensatą jest cisza i spokój, a także przepiękny widok na morze. Jeśli ktoś nie przepada za plażowym zgiełkiem, lepiej wybrać się do pobliskiej miejscowości Tučepi z bardziej kameralną plażą i darmowym (po sezonie) parkingiem. Zaletą zamieszkania w Makarskiej jest za to łatwy dostęp do wieczornych rozrywek i niezłych restauracji, w których można zasmakować świeżych owoców morza. W miejscowości tej jest też spory supermarket, nie ma więc żadnego problemu z bieżącymi zakupami.
Leniwe plażowanie i kąpiele w ciepłej, mocno zasolonej wodzie mogą się jednak znudzić. Na szczęście w okolicy Makarskiej nie brak atrakcji wymagających większej aktywności. Jedną z ciekawszych jest Park Narodowy Biokovo, czyli masyw górski o długości niemal 40 km i szerokości prawie 10 km. To gratka dla miłośników górskiej turystyki. Z samej Makarskiej prowadzi co najmniej kilka ciekawych tras o różnej trudności. Jest też coś dla entuzjastów ciekawych wycieczek samochodowych. To góra Sveti Jure o wysokości 1764 m n.p.m., na którą można... wjechać samochodem. Wystarczy zapłacić około 20 zł za wejście do parku, by zmierzyć się z kilkunastokilometrową wąską i krętą drogą. Co ciekawe, jest dwukierunkowa, ale na tyle wąska, że nie ma mowy o mijaniu się z innym autem poza wyznaczonymi miejscami. Trzeba mieć naprawdę silne nerwy, by w razie potrzeby sprawnie cofać wąską krętą drogą (z przepaścią po jednej stronie i skałami po drugiej) i mijać się z innymi samochodami na grubość lakieru... Emocje gwarantowane.
Oczywiście punktem obowiązkowym na liście miejsc do odwiedzenia jest Dubrownik – perła śródziemnomorskiej architektury. Miasto jest położone około 200 km na południowy-wschód od Makarskiej. Niestety, nadal nie ma wygodnej autostrady prowadzącej do tego pięknego miejsca, dlatego trzeba skorzystać ze zwykłej, jednojezdniowej drogi, która w sezonie bywa bardzo zatłoczona. Jest jeszcze jeden problem. Kilkukilometrowy odcinek nadmorskiej drogi prowadzi przez terytorium Bośni i Hercegowiny, która właśnie w tym miejscu – zgodnie z umowami kończącymi wojnę z połowy lat 90. – otrzymała dostęp do morza. Nie jest to wielki kłopot, ponieważ kontrole graniczne są symboliczne, jednak dla zmotoryzowanych sprawa jest bardziej skomplikowana. Wprawdzie Chorwacja uznaje europejską zieloną kartę (wystarczy więc zwykłe, polskie OC), ale na ten niespełna 10-kilometrowy fragment trzeba mieć wykupiony międzynarodowy dokument. Teoretycznie może się udać przejazd bez niego, ale bośniacka policja lubi urządzać „łapanki" na turystów. Lepiej więc nie ryzykować.















