Motoryzacja
Supersamochody nie znają kryzysu
Gdy wszyscy mówią o oszczędzaniu, polscy importerzy luksusowych aut nie mają powodów do narzekań. Z roku na rok rośnie grono amatorów bardzo drogich samochodów. Pewnie dlatego co roku otwierane są w Polsce przedstawicielstwa kolejnych niezwykłych marek.
Jeszcze kilkanaście lat temu ci, którzy chcieli kupić Porsche 911, musieli sprowadzać je z Niemiec, wcześniej znajdując dilera, a następnie załatwiając mnóstwo formalności. Dziś jest łatwiej. Amatorzy tej sportowej marki nie mają już takiego problemu. Wystarczy udać się do jednego z czterech dilerów – w Warszawie, Sopocie, Katowicach lub Poznaniu – i zamówić wybrany model.
Porsche, uznawane za kultowe i w Polsce będące synonimem luksusu, jest jednak dość tanie i mało wyszukane na tle pełnokrwistych supersamochodów pokroju Ferrari lub Lamborghini. Są oczywiście różne wersje niemieckiej marki, znanej głównie za sprawą modelu 911. Najtańszą z nich, kabriolet Boxster, można kupić już za niespełna ćwierć miliona złotych. Tyle kosztuje limuzyna klasy wyższej z przyzwoitym turbodieselem i niezłym wyposażeniem. Boxster, choć relatywnie niedrogi, jest jednak bardzo szybkim autem, które na dodatek świetnie się prowadzi. Napędza go, tak jak dziewięćset jedenastkę, silnik typu bokser, umieszczony za siedzeniami kierowcy i pasażera. Zdaniem przedstawicieli marki zakup Boxstera to pierwszy krok na drodze do tego, by zostać entuzjastą aut tej marki. Prędzej czy później wielu jego nabywców kończy z zaparkowaną w garażu Carrerą.
Niektórzy twierdzą, że właśnie dziewięćset jedenastki w dowolnej wersji to prawdziwe Porsche. Opinię tę zdają się potwierdzać statystyki: od stycznia do lipca tego roku do klientów trafiło ponad sześciokrotnie więcej dziewięćset jedenastek niż Boxsterów. Tych ostatnich kupiono zaledwie osiem. Amatorzy marki nie wahają się zatem wyłożyć przeszło pół miliona złotych na swój wymarzony pojazd. Co ciekawe, jednym z najchętniej kupowanych modeli jest wyceniane na prawie 850 tys. zł 530-konne Porsche 911 Turbo S PDK. Przy takich zakupach, gdy górę biorą emocje, nie liczy się każdej złotówki.
Właścicielami różnych odmian tego kultowego modelu jest wiele polskich gwiazd, które nierzadko chwalą się posiadaniem swojego auta. Porsche 911 jeździli m.in. Maryla Rodowicz, Kuba Wojewódzki czy Hubert Urbański. Chcąc nie chcąc, stali się ambasadorami tej marki, po którą chętnie sięgają także zamożni biznesmeni – najlepsi klienci salonów motoryzacyjnych, bo stać ich na wyposażenie rodziny nawet w kilka drogich samochodów.
W Polsce takich osób jest coraz więcej. W przeciwnym razie nie miałoby sensu wprowadzanie na polski rynek kolejnych luksusowych marek. Choćby takich, jak brytyjski Aston Martin, którego pierwszy i na razie jedyny salon został otwarty w Warszawie na początku minionego roku. Samochody tej szlachetnej brytyjskiej marki nie są tanie. Najmniej trzeba zapłacić za model V8 Vantage, który kosztuje ponad 550 tys. zł. Najdroższy samochód w ofercie to One-77, którego ceny zaczynają się od 10 mln zł.
Gdy w grę wchodzą emocje i prestiż, cena nie gra jednak roli. Polski przedstawiciel Aston Martina – zależna od Grupy Kapitałowej Marvipol spółka AML Polska - może więc spać spokojnie. W tym roku do klientów trafi zapewne około 20 samochodów. To całkiem realne, bo od stycznia do lipca sprzedano już 11 astonów. Czyli całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że średnia cena sprzedanego auta to ponad milion złotych. Zresztą jeszcze nigdy w historii nie było takiej gamy w ramach marki: wspomniany już One-77, Rapide, ponadto DBS, DB9 i Virage (wszystkie trzy modele z nadwoziami Coupe lub Volante), różne Vantage, także Cygnet i V12 Zagato. Co więcej, producent oferuje praktycznie nieograniczone możliwości personalizacji. Chcąc zasmakować luksusu w brytyjskim stylu, można zamówić luksusowy samochod sportowy z czterema miejscami - Rapide z 6-litrowym, 477-konnym silnikiem lub różne odmiany coupé i kabrioletów z silnikami o mocach od 426 do 760 KM (przy czym One-77 jest najmocniejszym na świecie silnikiem bez doładowania). Klient ma również spore możliwości doboru opcji, tak by stworzyć auto idealnie dopasowane do własnych potrzeb.
Marki, na które czekamy
Choć w ostatnich latach rynek luksusowych aut rozwija się w Polsce bardzo szybko, a sprzedawców egzotycznych marek stale przybywa, jednak amatorzy wielu unikatowych supersamochodów, chcąc je nabyć, muszą wybrać się w podróż do jednego z ościennych krajów. Tam, gdzie znajdzie się odpowiedni diler. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że wystarczy wypad do Moskwy lub nieco bliżej – do Berlina.
W Polsce nadal brakuje oficjalnych przedstawicielstw wielu interesujących marek, także tych dobrze znanych fanom motoryzacji. Na pewno trzeba wspomnieć o dwóch z nich, należących do koncernu Volkswagen. To Bugatti oraz Lamborghini. Pierwsza z nich to producent jednego modelu – Veyrona. To potwornie szybkie superauto, które jak dotąd, w 1200-konnej wersji Super Sport, dzierży rekord prędkości samochodów produkowanych seryjnie. Na torze testowym Volkswagena najmocniejszy Veyron rozpędził się do 434 km/h. Najciekawsze, że dokładnie takie samo auto można kupić. Wystarczy mieć niespełna 2 mln euro.
Samochody Lamborghini są sporo wolniejsze i dużo tańsze, ale jazda nimi też dostarcza emocji. Zresztą czy gdziekolwiek na drodze można rozpędzić się do 400 km/h? Najnowsze „lambo" o nazwie Aventador ma 700-konny motor, a rozpędzi się do 345 km/h. To i tak bardzo dużo.
Za granicę trzeba też się wybrać po najnowsze dziecko firmy McLaren, która niegdyś zasłynęła spektakularnym wozem o nazwie F1, przez wiele lat uznawanym za najlepsze superauto na świecie, a następnie superszybkim Mercedesem SLR, skonstruowanym razem z niemieckimi inżynierami. Teraz Brytyjczycy proponują model MP4-12C stworzony bez pomocy wielkich, globalnych koncernów motoryzacyjnych. Samochód ten został już okrzyknięty technologicznym cudeńkiem i jednym z najdoskonalszych superaut w swojej klasie. Ma 600-konny silnik, a jeździ tak dobrze, że na torach wyścigowych okazuje się szybszy niż jego rynkowy rywal – Ferrari 458 Italia.
Oczywiście istnieje jeszcze wielu innych, niszowych producentów, którzy ręcznie budują po kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt samochodów rocznie. Są to pełnokrwiste superauta kupowane przez koneserów, którzy zwykle trzymają je w sterylnie czystych garażach, a za ich kierownicami zasiadają bardzo rzadko. Najciekawsze z nich to choćby brytyjski Ariel Atom, włoskie Pagani Zonda i Huayra, szwedzki Koeniggsegg Agera czy holenderski Spyker C8.















