Zwierzęta i ludzie
Burzyński uratował życie innemu zawodnikowi
Grzegorz Burzyński uratował życie hiszpańskiemu maszerowi, który uległ wypadkowi podczas treningu psich zaprzęgów w lesie w regionie Rodano-Alpejskim
30-letni katowiczanin na 10. pozycji w klasie sań ukończył w sobotę w Hiszpanii 22. ekstremalny wyścig psich zaprzęgów - Pirena Advance. Był jedynym Polakiem w tej imprezie i najmłodszym jej uczestnikiem. Po zawodach pojechał do małej francuskiej miejscowości Vassieux-en-Vercors, by tam przygotowywać się do obrony zdobytego dwa lata temu tytułu mistrza Europy.
- Kiedy wieczorem zakończyłem trening, zobaczyłem dwa psy ubrane w szelki, które same przybiegły. To mnie zdziwiło. Od razu pomyślałem, że z ich panem musiało się stać coś niedobrego. Wziąłem lampkę i udałem się na poszukiwania. Po mniej więcej dwóch, może trzech kilometrach, zauważyłem człowieka leżącego pod drzewem w nietypowej pozycji - opowiada Burzyński.
Wypadkowi uległ hiszpański maszer, stomatolog, 51-letni Mian Armengol, szykujący się również do mistrzostw Europy we Francji (17-19 lutego).
- Podejrzewam, że po uderzeniu w drzewo stracił przytomność, gdyż nie mogłem nawiązać z nim kontaktu.Kolor jego skóry wskazywał, że nastąpiło mocne wychłodzenie organizmu. Był wielki mróz, minus 23 stopnie, do tego silny wiatr i padający śnieg. Ponieważ w tym rejonie nie było zasięgu, bym mógł przez telefon wezwać pomoc, zostawiłem przy poszkodowanym lampkę i zbiegłem do wioski, gdzie powiadomiłem pogotowie. Aby nie tracić czasu pojechałem samochodem po Hiszpana, zwiozłem go z góry, a karetka przybyła po około 45 minutach - relacjonuje Burzyński. Pomyślał także o pozostawionych przez Hiszpana 14 psach.
Mian Armengol przetransportowany został helikopterem do szpitala w Grenoble, gdzie odzyskał przytomność. Zdaniem lekarzy, dzieliło go od śmierci 20 minut.















