Inne sporty
Bo dziewczyny lubią judo
Codzienne kilkudziesięciominutowe biegi, treningi w siłowni i sparingi po cztery godziny - tak wyglądało dwutygodniowe zgrupowanie polskich judoczek w Yamanashi.
Wicemistrzyni Europy Urszula Sadkowska rywalizowała głównie z japońskimi zawodnikami.
Oprócz niej trenowały: Małgorzata Bielak, Katarzyna Kłys, Daria Pogorzelec, Dominika Gnich, Agnieszka Podkówka, Agata Perenc i Maja Rasińska.
- Najtrudniejszy był początek, ponieważ trzeba było poradzić sobie i ze zmianą strefy czasowej, i przyzwyczajeniami treningowymi Japończyków. Ciężkie zajęcia trwają u nich po 3,5-4 godziny, więc jeśli dziewczyny zaczynały o godz. 16, to schodziły z tatami dopiero o 20. Wcześniej jeszcze biegały i ćwiczyły w siłowni - powiedział trener reprezentacji Robert Radlak.
Polki ćwiczyły w najlepszym żeńskim klubie w Japonii, ale sparingi miały też z mężczyznami.
- Na treningach było po 100 osób, z którymi można było sparować. W pierwszych dniach nasze zawodniczki były poniewierane, ale później radziły sobie znacznie lepiej. Sadkowska rywalizowała głównie z chłopakami ważącymi po 120-130 kg. Najpierw rzucali nią bez litości, potem i ona stawiała zacięty opór i przewracała rywali. Generalnie z Japończykami to jest tak, że może i rzucą mocno, ale nie zrobią krzywdy - ocenił szkoleniowiec.
Jego podopieczne wróciły z Azji bez poważniejszych kontuzji. W podobnym tonie wypowiadała się jedna z uczestniczek obozu, 19-letnia Perenc.
- Największy nacisk kładłyśmy na randori, czyli sparingi z Japonkami. A po bardzo wyczerpujących treningach myślałyśmy tylko o odpoczynku i regeneracji sił - powiedziała zawodniczka Polonii Rybnik.








