Rosja
Były dysydent na cenzurowanym
Peter Vins, były sowiecki dysydent z amerykańskim paszportem, fundator nagrody dziennikarskiej im. Andrieja Sacharowa ma problemy z rosyjskim prawem.
Oficjalnie – z powodu niezapłaconych podatków. Działacze praw człowieka uważają jednak, że to kara za wspieranie niezależnego dziennikarstwa.
W ubiegłym tygodniu moskiewski sąd utrzymał w mocy decyzję o zaocznym areszcie biznesmena, obecnie przebywającego na Łotwie. Obrońcy praw człowieka w Rosji i Ameryce ślą listy do obydwu prezydentów, domagając się uczciwego śledztwa. Sam Vins też niejednokrotnie pisał już do Dmitrija Miedwiediewa, opisując, ile w jego kraju kosztuje zamknięcie sprawy.
Trzy generacje prześladowanych
Urodzony na Ukrainie Vins to syn i wnuk prześladowanych w ZSRR protestanckich duchownych. Sam też trafił do więzienia, był najmłodszym członkiem Ukraińskiej Grupy Helsińskiej. Dziadek odsiedział dwa wyroki i w 1937 roku został rozstrzelany. W 1979 r. jego ojca oraz czterech innych więźniów politycznych władze w Moskwie wymieniły na dwóch sowieckich agentów – rodzina Vinsów wyjechała do USA. Peter wrócił w latach 90. do rosyjskiej stolicy, gdzie otworzył własny biznes, firmę Winland. W 2001 roku ufundował nagrodę dla niezależnych dziennikarzy z rosyjskiej prowincji.
– Chciałem uczcić pamięć Andrieja Sacharowa, który pomagał naszej rodzinie, gdy ojciec siedział. A także zrobić coś dla demokracji w Rosji – bez niezależnej prasy ona nie może istnieć. Jelena Bonner, wdowa po Sacharowie, zgodziła się na ufundowanie nagrody imienia jej męża – opowiada Vins "Rz".
„Inspekcja”
W 2007 roku grupa uzbrojonych ludzi dokonała nalotu na jedną z firm Vinsa. – Gdy prawniczka zażądała dokumentów, jeden z mężczyzn zagroził, że potnie ją nożykiem na kawałki. Wyjęła aparat, by zrobić mu zdjęcie. Wówczas złapał ją za gardło i podniósł. Straciła przytomność, wezwaliśmy pogotowie – opowiada biznesmen. Wyjaśniło się, że wśród "inspektorów" byli milicjanci. Zdaniem Vinsa była to zwykła próba rekietu, ale zamiast zapłacić łapówkę, biznesmen poskarżył się mediom i narobił szumu.
Firmę oskarżano o niepłacenie podatków, ale dwa miesiące po nalocie z prokuratury przyszło pismo, że podstaw do wszczęcia sprawy nie ma – żadnych naruszeń nie wykryto. Pod koniec 2008 roku pojawiły się nowe zarzuty przestępstw podatkowych, w grudniu ubiegłego roku sąd w Moskwie podjął decyzję o zaocznym areszcie Vinsa. Dodać należy, że dopiero za drugim podejściem – pierwszy sąd sankcji nie wydał, konieczna była apelacja śledczych. Vins próbował tę decyzję zaskarżyć, ale bezskutecznie – w środę sąd miejski w Moskwie utrzymał ją w mocy. Ponieważ biznesmen przebywa na Łotwie, Moskwa powinna wkrótce zwrócić się z wnioskiem o ekstradycję.
Komu się podoba niezależne dziennikarstwo?
Po wszczęciu sprawy, opowiada Vins, od śledczego przyszła propozycja. Biznesmen wraca do Rosji, oficjalnie przeprasza funkcjonariuszy za oskarżenia pod ich adresem i porównanie ich do mafii z lat 90. Za to dostaje gwarancję, że wszystko zakończy się karą 300 tys. rubli. Vins odmówił.
Część obserwatorów uważa, że głównym "przewinieniem" Vinsa był brak gotowości do "współpracy" z organami. Zamiast zapłacić za zamknięcie sprawy, zasadniczy biznesmen postanowił domagać się sprawiedliwości. Według tej wersji "dywersyjna" działalność Vinsa na rzecz niezależnego dziennikarstwa była tylko okolicznością działającą na jego niekorzyść.
"Z powodu szumu w mediach stało się jasne: człowiek, który zamachnął się na czystość munduru – to akurat jeden z tych, których u nas przyjęto moczyć. Tak więc nagroda Sacharowa, to – jak sądzę – nie przyczyna nieprzyjemności, a ich katalizator" – pisała Olga Bobrowa z opozycyjnej "Nowej Gaziety".
Z kolei obrońcy praw człowieka uważają, że powodem kłopotów była właśnie nagroda Sacharowa. Jelena Bonner napisała w tej sprawie list otwarty do Dmitrija Miedwiediewa. Rosyjscy obrońcy praw człowieka, w tym szefowa moskiewskiej grupy Ludmiła Aleksiejewa i Lew Ponomariow, podpisali się pod apelem do Baracka Obamy. W obronie Vinsa wystąpiła też rada ds. społeczeństwa obywatelskiego przy prezydencie Rosji, na której czele stoi Ełła Pamfiłowa. Sam biznesmen nie wyklucza, że nagonka mogła być związana z jego działalnością. – Komu się dzisiaj podoba niezależne dziennikarstwo? Ciągle słyszałem, choć bez szczegółów, że "zdenerwowałem bardzo wysoko postawionych ludzi" – opowiada. Laureatami nagrody im. Sacharowa były się w ciągu dziewięciu lat jej funkcjonowania setki autorów z całej Rosji. Szczególny nacisk stawiano na tych z odległych od Moskwy regionów, którzy często w pojedynkę zmagają się z miejscowymi władzami i strukturami siłowymi.














