Jaka to melodia
Doświadczyłem strasznych skutków awarii telewizora. Obraz z paryskiej hali Bercy, gdzie grali czołowi tenisiści świata, znikł z mojego ekranu nagle i na dłużej. Ponieważ zaprzyjaźniony technik mógł pomóc dopiero pod koniec tygodnia, niezbędne stało się wyszukanie odpowiednich adresów w coraz lepiej funkcjonującym Internecie
Zacząłem z duszą na ramieniu. Byłem nawet gotów cierpieć, niczym rodzina Homolków, pokazana przed 40 laty w czechosłowackiej komedii filmowej. Kiedy w trakcie półfinału Rafaela Nadala z Novakiem Djokoviciem obraz wrócił, przemknęło mi przez głowę, że niebawem telewizor może mi w ogóle nie być potrzebny. Bo nie ma dziś sportowego spektaklu, z którego przekaz nie krąży gdzieś w cyberprzestrzeni i skąd swobodnie, albo za minimalną opłatą, nie da się go ściągnąć. Czas robienia łaski kibicom przez rodzime stacje sportowe definitywnie dobiegł końca.
Oglądanie fascynujących pojedynków z udziałem Federera, Tsongi czy Murraya, połączone z jednoczesną pracą na komputerze, daje specjalną dawkę doznań. Słuchasz raczej niż patrzysz. Odgłosy uderzanej piłki, dźwięki strun w rakiecie, postękiwania grających tworzą szczególną linię melodyczną. Dźwięk niepowtarzalny powstaje, gdy własną tenisową pieśń dokładają trybuny. To są te zbiorowe ochy i achy, brawa ze zmiennym natężeniem, jęki zawodu albo symboliczna cisza, świdrująca w uszach. Podane razem więcej mówią o spektaklu niż natchniony sprawozdawca. Po raz pierwszy usłyszałem tę niesamowitą melodię w wykonaniu audytorium kortu centralnego Wimbledonu. Teraz w przekazie z Bercy zabrzmiała mi znów.
W ogromnej hali wypełnionej publicznością, przy udziale wszystkich niemal sław męskiego tenisa rozegrano w Paryżu turniej perełkę. Można się było o tym przekonać, niemal nie patrząc na ekran. Z samych odgłosów wynikało, że dzieje się tam coś wyjątkowego. Żywiołowo reagujące trybuny nagradzały na korcie jedno spektakularne zagranie za drugim. Był wysoki poziom i emocje.
Podczas tego niezwykłego tenisowego koncertu dało się słyszeć i swojskie nuty. Łukasz Kubot przeszedł od eliminacji do trzech setów z Marinem Cilicem w walce o 1/8 finału. Ten wynik dał Polakowi od dawna zasłużoną pierwszą setkę rankingu. W deblu zarówno on, jak i para Mariusz Fyrstenberg – Marcin Matkowski pojadą do Londynu na elitarną imprezę dla mistrzów. A dorzucić do trzeba jeszcze oczywiście naszą gwiazdę Agnieszkę Radwańską.
I na koniec kamyczek do własnego ogródka. Internetową transmisję, na którą trafiłem, komentowało dwóch Brytyjczyków. Nazwisk nie doczekałem, ale nie mam wątpliwości, że mówili do mnie wybitni fachowcy. Ci ludzie przede wszystkim zdumiewali lakonicznością. Jednocześnie, kiedy już zabierali głos, to porażała celność obserwacji. Blisko dwadzieścia lat przepracowałem ze słuchawkami komentatora na uszach, ale przyznaję, że tak sugestywną melodię usłyszałem po raz pierwszy. Nie ukrywam – mocno zapadła mi w pamięć.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook
co to jest?
