Rozmowa "Rz"
Generacja nadziei?
Jacy są dziś 18 – 25-latkowie. Czy pokolenie millennijczyków posprząta po hucznej imprezie zwanej globalnym kryzysem? O tym, dlaczego młodzi zaskakują dojrzałością, opowiada socjolog Tomasz Sobierajski
Rz: Pokolenie jakiej młodzieży pan reprezentuje?
Dr Tomasz Sobierajski (30 lat): Zacznijmy od tego, że jestem wyczulony na nadawanie nowym generacjom zgrabnych marketingowych nazw, które są bardziej życzeniowe niż rzeczywiste. Chyba że ujmujemy to w kategoriach zabawy.
Niech i tak będzie. Zatem?
Mnie próbowano zakwalifikować do pokolenia X czy też generacji NIC. Myślałem wtedy: nie ma mowy! Nikt nie będzie mnie podciągał pod pokolenie frustratów. Z perspektywy czasu widzę, że etykiety przyklejane mojemu pokoleniu były naprawdę żenujące.
Historycznie uzasadnione jest mówienie o pokoleniu Marca czy pokoleniu Kolumbów. Ostatnio dużo mówi się o generacji Ja, która pazernie nastawiona do życia dokonała spustoszenia mentalnego, moralnego i gospodarczego w wielu krajach. A kac po tej globalnej imprezie odczuwamy teraz w postaci kryzysu gospodarczego.
Niedawno bardzo popularne było pokolenie JP II. Niektórzy zapędzili się do tego stopnia, że mówią nawet o pokoleniu B XVI (od papieża Benedykta).
W Stanach dużo dyskutuje się na temat pokolenia O. – od nazwiska prezydenta Obamy – ludziach gotowych na zmiany. Trudno sobie wyobrazić, żebyśmy w polskich warunkach mogli mówić o pokoleniu K., od nazwiska naszego prezydenta. Najistotniejsze jest jednak to, że niezależnie od wszelkich nazw mamy do czynienia po prostu z kolejnym pokoleniem z perspektywy genealogicznej. Ci ludzie, w wieku 18 – 25 lat, wykazują ważne i ciekawe cechy świadczące o tym, że warto zatrzymać się nad nimi chwilę dłużej.
Polscy socjologowie są skonfundowani, gdy badają współczesnych młodych ludzi. Okazuje się, że zamiast grupy hedonistów trafili na osoby ambitne – choć nieskupione na sobie, zorientowane na sukces – ale nie za każdą cenę...
Ponadto to ludzie świetnie wykształceni, a przy tym nie są zarozumiali. Żyją na obrzeżach wirtualnej rzeczywistości, a jednocześnie cenią rodzinę i przyjaciół. Dlatego generacji tej nadano kryptonim „Y” i na tym... się skończyła głębsza zaduma części polskich naukowców nad tym pokoleniem.
Dlaczego?
Odnoszę wrażenie, że nie dostrzeżono w tym pokoleniu siły i potencjału. Teraz chaotycznie wyjaśnia się jego wiele zachowań, nie rozumiejąc, dlaczego rzekomo wychowywane bezstresowo dzieci nie są zainteresowane życiem bez stresu (tylko 8 proc. badanej młodzieży uznaje, że ma to znaczenie – tak wynika z ubiegłorocznych badań na temat wartości). Albo: skąd się bierze fakt, że pokolenie wychowane w kapitalizmie nie jest zdetermi- nowane na sukces (rywalizacja i konkurencja utożsamiane są przez współczesnych młodych Polaków i Europejczyków z utratą sensu życia). Okazuje się, że oni po prostu wiedzą, czego chcą.
Nie idealizuje ich pan za bardzo? Mam dwudziestokilkuletniego sąsiada, który robi notorycznie imprezy, nie zważając na moje dwuletnie dzieci.
Młodość musi się wyszumieć. Dorośli mają przypadłość, którą na własny użytek nazywam amnezją wsobną. Szybko zapominają o swoim, czasami szalonym, życiu z czasów młodości.
Po raz pierwszy w Polsce mamy do czynienia z pokoleniem wpisanym w ideę global generation, poddawanym takim samym prawom społecznym, ekonomicznym i w dużej mierze kulturowym jak młodzież z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych.
Dzisiejsi polscy 16 – 25-latkowie to prawdziwi światowcy, bez kompleksów i obciążeń, pełnoprawni obywatele globalnej wioski.
Młodzież ta buduje swój światopogląd, opierając się na najnowszych technologiach. Jak wynika z najświeższych badań CBOS, dziewięciu na dziesięciu młodych ludzi w wieku od 18 do 24 lat korzysta z Internetu. To ważne, bo jak pokazują te same badania, osoby korzystające z Internetu są większymi optymistami, lepiej oceniają swoje relacje z najbliższym otoczeniem, z większą nadzieją patrzą w przyszłość i są lepiej wykształceni!
Współcześni młodzi ludzie wyrośli na bardziej pewnych siebie niż wcześniejsze pokolenia i bogatszych o pasje, które w ramach rodzicielskiego watching over (pilnowania, doglądania – red.) zostały w dobrym momencie wychwycone i rozwinięte.













