Nowotwory
Sztywne procedury uniemożliwiają właściwe leczenie
O barierach dostępu do innowacyjnych metod leczenia hematoonkologicznego rozmawiali uczestnicy debaty „Innowacje w farmakoterapii hematoonkologicznej – nadzieje dla chorych, rozwiązania dla systemu” pod patronatem „Rzeczpospolitej"
Hematoonkologia to nauka o wielu odmianach białaczki, chłoniaków i szpiczaka. We wszystkich tych jednostkach chorobowych istnieją ustalone standardy leczenia, zgodne z zaleceniami opracowanymi przez Polską Unię Onkologii. Dzisiejsze sposoby leczenia w Polsce są znacznie bliższe światowym standardom. Dokonał się spory postęp w tej dziedzinie. Przeszczepianie szpiku odbywa się na skalę masową: ponad 1000 zabiegów rocznie przeprowadzanych jest w Polsce. Ale problemem jest m.in. sytuacja chorych, którzy wymagają leczenia powyżej drugiej, trzeciej linii leczenia, gdy mamy do czynienia z kolejnymi nawrotami choroby lub brakiem odpowiedzi organizmu na dotychczas zastosowaną terapię. Na tym etapie czegoś takiego jak standardy nie ma i być nie może – mówił podczas debaty prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy ds. hematologii. – Głównym problemem naszych pacjentów z chorobami krwi jest brak dostępności do skutecznego, nowoczesnego leczenia. Im rzadsza choroba, tym trudniejsze jest zapewnienie chorym dostępu do nowych terapii (wysokie koszty leczenia).
Hematolodzy podkreślają, że brak dostępu do optymalnego leczenia dla Polaków cierpiących na szpiczaka mnogiego sprawia, że chorzy umierają zbyt szybko. By temu zapobiec, powinni być leczeni najlepszymi dostępnymi lekami od momentu zdiagnozowania choroby.
Szpiczak mnogi (plazmocytowy) jest drugim co do częstości występowania nowotworem układu krwiotwórczego. Wywodzi się z komórek układu odpornościowego i produkujących przeciwciała – tzw. limfocytów B. Szacuje się, że w Polsce co roku zapada na niego 1500 osób, a ogólna liczba pacjentów wynosi 8 – 10 tys. Najczęściej chorują osoby po 65. roku życia. Choroba może prowadzić m.in. do uszkodzenia układu kostnego, niedokrwistości lub niewydolności nerek, którą stwierdza się u 10 – 15 proc. chorych.
Jak tłumaczył prof. Jędrzejczak, światowym standardem jest u chorych na szpiczaka z niewydolnością nerek zastosowanie jednego z nowych leków – bortezomibu od początku terapii, a nie dopiero w kolejnych rzutach choroby. W Polsce, zgodnie z aktualnymi zapisami programu terapeutycznego, preparat ten można podawać pacjentom, dopiero gdy pierwszy lek nie pomoże. Także zgodnie z przepisami nie podaje się go pacjentom, którzy mają problemy z nerkami. A ma je ok. 10 proc. chorych na szpiczaka.
By to zmienić, należałoby doprecyzować niektóre zapisy w programach terapeutycznych i automatycznie je wprowadzać. – Od dawna upominamy się o rozwiązanie kwestii leczenia chorych na szpiczaka z niewydolnością nerek. Program terapeutyczny właściwie zakazuje stosowania leku niezbędnego chorym. Zgodnie z aktualną wiedzą jest to lek polecany w rozpoznaniu niewydolności nerek. Wystarczyłaby drobna zmiana w programie uwzględniająca interes chorego. Również w interesie tych chorych jest podanie bortezomibu w pierwszej linii. Wtedy szanse pacjenta rosną. Decyzję o zastosowaniu leków powinien podejmować specjalista, który ma doświadczenie kliniczne – mówi prof. dr hab. Anna Dmoszyńska z Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.
Kary za leczenie
Prof. Jędrzejczak zwrócił uwagę, że w czerwcu 2010 r. złożył do Ministerstwa Zdrowia wniosek w sprawie zmiany w programie terapeutycznym, jednak do tej pory nie przyniosło to skutku. – Niestety, obecnie w świetle prawa nawet najmniejsze odstępstwo od zapisu programu jest rodzajem przestępstwa. Żadne więc zdroworozsądkowe korekty dezaktualizacji czy niedociągnięć programu nie mogą być wprowadzone, ponieważ za niesubordynację grożą szpitalowi dotkliwe kary finansowe. Dziś sytuacja wygląda następująco: pacjent potrzebuje leku, my go podajemy, terapia działa i... spotyka nas kara! Rozwiązaniem byłaby systemowa aktualizacja programów raz na pół roku – mówi prof. Jędrzejczak.
Profesor dodał też, że niektóre z przygotowanych przez niego programów leczenia długo czekały na opinie Agencji Oceny Technologii Medycznych. – A to grozi tym, że zanim wprowadzone zostaną niezbędne korekty, zmienią się już wskazania do podawania leku i program trzeba będzie oceniać ponownie – zaznacza specjalista.















