Rozmowa Mazurka
Potrafię wyleczyć dwie trzecie pacjentów
Rozmowa z prof. Danuta Perek, kierownik Kliniki Onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka
Cuda się zdarzają?
W całym moim długim życiu zawodowym nie widziałam cudu.
Może to kwestia optyki?
Ma pan rację. Ksiądz Twardowski mówił, że jak ktoś ciężko zachoruje i trafi do dobrego lekarza, który go wyleczy, to jest to cud. Dla rodziców to cud, dla mnie – medycyna.
Pytam, bo dla wielu ludzi rak to śmierć.
A ja mówię, że więcej niż dwie trzecie moich pacjentów przeżywa! Nowotwory są uleczalne, zwłaszcza u dzieci. Oczywiście leczenie onkologiczne jest długie i niełatwe, ale można z tego wyjść i normalnie żyć.
Może, ale z moich przyjaciół i znajomych nikt nie wygrał walki z rakiem, dosłownie nikt.
To ma pan straszliwego pecha. Widzi pan, że tutaj, w tej klinice, jest inaczej.
A kiedy umarł pani pierwszy pacjent...
...To było po prostu straszne. Jak się ma z dzieckiem długi kontakt, jak się zangażuje w jego leczenie, to jest to jak śmierć najbliższej osoby. Ale w końcu godzimy się z tym, że umierają nam rodzice, przyjaciele. Tak świat jest urządzony, że człowiek musi się urodzić i musi umrzeć. Amerykanie dorzucają jeszcze, że musi płacić podatki.
Kiedy umierają dzieci?
Najczęściej nad ranem. Wtedy jest najmniejsze wydzielanie hormonów, które trzymają wyczerpany organizm przy życiu.
Nie wszystkim daje się pomóc.
Czasem uda się nie tyle wyleczyć całkowicie, ile przedłużyć życie o pięć, dziesięć, a nawet 15 lat. Ci pacjenci w tym czasie kończą szkołę średnią, studia, wchodzą w dorosłe, normalne życie. Przeżywają z niego choć tyle.
A potem brutalny kres i pytanie: po co było tak męczyć pacjenta?
Absolutnie nie, bo nikt nie podejmuje leczenia, gdy wiadomo, że sytuacja jest beznadziejna. Jednak każdy pacjent inaczej na tę samą chorobę choruje i inaczej się leczy. Zawsze wierzymy, że uda się z rakiem wygrać, a i medycyna stale idzie naprzód, może znajdzie się sposób...
Ale czasem w końcu trzeba powiedzieć: stop.
To najgorsze chwile w moim życiu.















