O budowie dowiesz się, gdy ją zobaczysz

aktualizacja: 02.03.2009, 00:34
Małgorzata Zamorska, radca prawny partner w warszawskiej kancelarii bn...
Małgorzata Zamorska, radca prawny partner w warszawskiej kancelarii bnt Neupert, Zamorska & Partnerzy
Foto: Archiwum

Ci, którzy teraz są zwolennikami zwiększenia swobody budowania, za chwilę mogą być jej żarliwymi przeciwnikami – np. gdy po wybudowaniu przez nich domu ktoś po sąsiedzku postawi... zakład produkcyjny lub magazyn. Na zgłoszenie, bez informowania o tym sąsiadów, pozwala przyjęta przez Sejm nowelizacja prawa budowlanego

REDAKCJA POLECA
06.05.2015
Pozwolenie na budowę nadal króluje
24.04.2015
Nie należy daty wniesienia sprzeciwu wobec zgłoszenia budowy utożsamiać z datą doręczenia decyzji inwestorowi
Kariera.pl
Kiedy mam prawo do pierwszego urlopu?
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
[b]Rz: Jak pani ocenia przegłosowaną przez posłów nowelizację ustawy – Prawo budowlane: jest szansa na zmniejszenie biurokracji w procedurach budowlanych?[/b]
[b]Małgorzata Zamorska:[/b] Ustawa została przyjęta bez rozgłosu. Nawet dla osób śledzących na bieżąco tematykę budowlaną trudno było ustalić aktualny stan prac legislacyjnych. Tymczasem o projekcie wielkich zmian mówiło się głośno od blisko dwóch lat. Dzięki uelastycznieniu prawa budowlanego miały znacząco spaść ceny nieruchomości, a to na skutek zwolnienia deweloperów z czasochłonnych i kapitałochłonnych procedur administracyjnych, poprzedzających rozpoczęcie robót budowlanych. Czas pokazał, że ceny spadły, ale nie z powodu zmian ustawowych, tylko na skutek mechanizmów rynkowych. A rewolucji w przepisach też nie widać.
[b]Z czego zrezygnowano?[/b]
Daleko idące modyfikacje miały być wprowadzone nie tylko na etapie pozwoleń budowlanych. Przede wszystkim likwidacji miały ulec mocno krytykowane decyzje o warunkach zabudowy, tzw. wuzetki, a więc dokumenty określające dopuszczalne warunki zabudowy i zagospodarowania terenu w przypadku braku miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Wuzetki miały być zastąpione zgodami urbanistycznymi i innymi elastycznymi formułami definiującymi możliwe zagospodarowanie nieruchomości. Na razie nowela zmiany te pomija. Można dziwić się temu rozwiązaniu. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż jeżeli coś stanowiło rzeczywistą barierę czy utrudnienie dla budujących, to właśnie brak źródeł określających dopuszczalną zabudowę gruntu (mała ilość miejscowych planów) lub niepewność, uznaniowość i długi okres oczekiwania na wydanie wuzetki.
Trzeba przy tym podkreślić, iż pozwolenie na budowę otrzymywało się w znacznie krótszym czasie niż wuzetkę i przykładowo: jeśli pozwolenie na budowę można było otrzymać w dwa miesiące, to na tzw. wuzetkę można było czekać i rok, i dwa lata.
Jedyną pozostałością zakrojonych na szeroką skalę zmian jest wprowadzone do ustawy – Prawo budowlane pojęcie zgody urbanistycznej. Pod tym pojęciem rozumie się jednak stare instrumenty, a więc wuzetki i plany miejscowe. Trudno więc dociec, po co w ogóle wprowadza się pojęcie, które nie jest znane ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Poza tym nowela, która miała zrewolucjonizować rynek, obarczona jest błędami i sprzecznościami, które – miejmy nadzieję – zostaną usunięte przez Senat.
[b]Jakie są według pani najważniejsze uchwalone zmiany w prawie budowlanym?[/b]
Jest to całkowita rezygnacja z pozwoleń na budowę i decyzji o pozwoleniu na użytkowanie obiektu budowlanego. Oznacza to, że planowana inwestycja będzie jedynie zgłaszana właściwemu organowi (art. 28 ust. 1). Urzędnik zaś będzie uprawniony do zweryfikowania wniosku. Brak jego reakcji w ciągu 30 dni oznaczać będzie zgodę na budowę (tzw. milcząca zgoda). Zgodnie z definicją w art. 3 pkt 12 rejestracja budowy oznacza bowiem przyjęcie zgłoszenia bez sprzeciwu. Nie jest więc potrzebne wydanie jakiegokolwiek orzeczenia. Decyzja wydawana jest jedynie, gdy organ sprzeciwi się planowanemu zamierzeniu. W przypadku braku sprzeciwu organ dokona rejestracji budowy, czyli wprowadzi wzmiankę o inwestycji do właściwego rejestru (art. 30a).
[b]Czy zawsze będzie można budować bez pozwolenia, za tzw. milczącą zgodą?[/b]
Wyjątkiem od powyższego trybu będzie wydawanie decyzji podobnych do dotychczasowych pozwoleń na budowę. Decyzje takie (decyzje o rejestracji budowy, art. 28 ust. 2) będą wymagane wyłącznie w odniesieniu do przedsięwzięć wymagających uprzedniego przeprowadzenia postępowania w sprawie oceny oddziaływania na środowisko, czyli tzw. OOŚ (np. inwestycje na obszarach objętych programem Natura 2000).
[b]Co będzie można wybudować bez zgłoszeń?[/b]
Przedsięwzięcia, które nie będą wymagały nawet dokonania zgłoszenia, to np. budowa przyłączy mediów, obiektów małej architektury (art. 29 ust. 1). Natomiast za zgłoszeniem, ale bez sporządzenia projektu budowlanego, będzie można stawiać np. budynki gospodarcze, boiska, zatoki parkingowe na drogach ekspresowych i autostradach (art. art. 29 ust. 2).
Ustawodawca wyróżnił też przedsięwzięcia niewymagające zgłoszenia, ale prowadzenie których musi nadzorować kierownik budowy – np. remont obiektów budowlanych.
[b]Podsumowując, chcąc wybudować dom, wystarczy, że zgłoszę inwestycję w gminie. A jeśli chciałabym postawić obiekt magazynowy?[/b]
Zasadą przy inwestycjach, niezależnie od ich rodzaju i kubatury, miałoby być zgłoszenie budowy. W ten sposób można będzie otrzymać zgodę zarówno na budowę domu jednorodzinnego, apartamentowca czy fabryki.
Raczej nietrudno sobie wyobrazić, że wskutek bierności organu lub natłoku spraw urzędowych wiele inwestycji, nawet tych wątpliwych prawnie, może być dopuszczonych do realizacji jedynie na skutek upływu terminu na wniesienie sprzeciwu. Można wręcz wyobrazić sobie sytuacje, że inwestor będzie dokonywał kilku zgłoszeń na tę samą inwestycję, licząc, że któreś ze zgłoszeń zostanie przeoczone i nie zostanie zakwestionowane, a więc formalnie organ da zgodę na budowę.
[b]W związku z tym sąsiedzi pustych dziś działek obawiają się, że nowe prawo nie da im możliwości zaprotestowania przeciwko inwestycji, skoro nie będą już musieli być o niej powiadomieni, bo żadne pozwolenie nie będzie potrzebne.[/b]
Z noweli wynika, że sąsiedzi i inne osoby, których praw i interesów może dotyczyć planowana budowa, mogą uczestniczyć wyłącznie w postępowaniach budowlanych dotyczących przedsięwzięć wymagających uprzedniego przeprowadzenia postępowania w sprawie oceny oddziaływania na środowisko (np. inwestycje na obszarach objętych programem Natura 2000). W tym wypadku wydawana jest bowiem decyzja o rejestracji budowy, legitymująca inwestora do prowadzenia robót.
[wyimek]– Uproszczona ścieżka administracyjna powinna być dostępna przy mniejszych inwestycjach, jak np. domy jednorodzinne, ale absolutnie wykluczona przy większych projektach[/wyimek]
W pozostałych przypadkach, a więc w zdecydowanej większości spraw, nie dojdzie do postępowania administracyjnego z udziałem stron. Sąsiedzi i inne podmioty mające interes prawny nie będą więc mogły działać tam, gdzie budowa następowała będzie na podstawie zgłoszenia, a tym bardziej wtedy, gdy budowa będzie mogła być prowadzona nawet bez konieczności dokonania zgłoszenia.
[b]Czy nie ma zatem niebezpieczeństwa, że wśród domów jednorodzinnych wyrośnie nie tylko blok, jak to jest możliwe już przy dziś obowiązujących przepisach, ale nawet fabryka?[/b]
Pomysłodawcy nowej ustawy uspokajają, że ustawowe ograniczenia praw sąsiadów nie wywołają żadnego uszczerbku. Będą oni mogli bowiem, tak jak dotychczas, aktywnie uczestniczyć w procedurze uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz wydawania decyzji o warunkach zabudowy, które – wbrew wcześniejszym zapowiedziom – na razie pozostały niezmienione.
[b]Trudno jednak przyjąć bez zastrzeżeń takie tłumaczenie...[/b]
To prawda. Po pierwsze rzeczywisty wpływ przeciętnego sąsiada na treść miejscowych planów jest nikły. Po drugie plany nadal nie są dostatecznie szczegółowe i zostawiają spory margines swobody co do możliwych warunków zagospodarowania terenu. Po trzecie plan można już zastać i ma się wówczas mały wpływ na zmianę jego zapisów, a po czwarte dla większości obszaru kraju nadal nie ma miejscowych planów i wówczas konieczne jest uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy, tzw. wuzetki. Te zaś decyzje są mocno uznaniowe, gdyż obowiązująca zasada „dobrego sąsiedztwa” daje organowi spory margines swobody przy określaniu warunków dopuszczalnego zagospodarowania terenu. Trudno więc często polemizować z uwarunkowaniami takiej decyzji.
Trzeba też pamiętać, że występując o tzw. wuzetkę, inwestor nie musi wykazywać się żadnym prawem do nieruchomości oraz że możliwe jest uzyskanie dowolnej ilości wuzetek przez dowolnych potencjalnych inwestorów w odniesieniu do jednej i tej samej nieruchomości. W odniesieniu do jakiegoś atrakcyjnego terenu może być więc wydanych nawet i kilkadziesiąt wuzetek na zupełnie różne inwestycje. Trudno więc byłoby sąsiadom aktywnie uczestniczyć we wszystkich takich postępowaniach i to jeszcze wtedy, gdy nie ma żadnej pewności, czy i które z przedsięwzięć w ogóle będzie realizowane.
[b]W noweli dopisano jednak: „Rejestracja budowy nie narusza praw osób trzecich, które im służą w zakresie prawa cywilnego i nie ogranicza dochodzenia tych praw na drodze sądowej”.[/b]
Tak, ze względu na zgłaszane wątpliwości i zarzuty co do planowanego zamachu na prawa właścicieli sąsiednich nieruchomości ustawodawca dopisał to zdanie w ostatniej chwili do § 4 ustawy – Prawo budowlane. Przepis ten nic jednak nie wnosi i może mieć jedynie znaczenie marketingowe.
Sąsiadom zostaną jedynie uprawnienia, którymi i tak dotychczas dysponowali, lecz w praktyce rzadko z nich korzystali. Praktyczny walor cywilnej drogi ochrony praw osób trzecich w procesie budowlanym jest bowiem znikomy. Po pierwsze sprawy sądowe mogą ciągnąć się latami, gdyż sądy są ciągle przeciążone, a nadto przeciwnik sporu ma całe spektrum możliwości, by proces przewlekać. Po drugie spory sądowe są kosztowne, a przy możliwych roszczeniach odnoszących się do wartości nieruchomości (np. roszczenia odszkodowawcze) sama opłata sądowa przy wniesieniu pozwu może wynosić dziesiątki tysięcy złotych. Po trzecie sędziowie, a więc prawnicy, nie są osobami szczególnie predestynowanymi do badania zawiłości technicznych i budowlanych. Reasumując, wyrok sądowy, który może zapaść długo po zakończeniu budowy, może stanowić dla zainteresowanych jedynie dowód walki, szczególnie wtedy, gdy próbowali w procesie dowieść niedopuszczalność danej inwestycji. O nakazie rozbiórki będzie można zapomnieć, jeżeli z punktu widzenia prawa budowlanego obiekt powstał zgodnie z prawem (bo brakowało sprzeciwu organu wobec zgłoszenia).
[b]Jakie są wymogi formalne zgłoszenia budowy?[/b]
W zgłoszeniu trzeba określić m.in. usytuowanie i rodzaj obiektu oraz zamierzony termin rozpoczęcia budowy. W przypadkach braku obowiązku przedłożenia projektu budowlanego do zgłoszenia dołącza się „w zależności od potrzeb, odpowiednie szkice lub rysunki”.Trudno dociec, jak będzie się ustalać tę „potrzebę” oraz „odpowiedniość” szkiców lub rysunków. Co ciekawe, ustawa nie przewiduje wprost, iż inwestor zobowiązany jest dołączyć do zgłoszenia tzw. zgodę urbanistyczną, a więc w zależności od sytuacji aktualną „wuzetkę” lub wyciąg z miejscowego planu. Mówi się jedynie ogólnie o konieczności złożenia projektu budowlanego z wymaganymi decyzjami, opiniami, uzgodnieniami, pozwoleniami, co sugeruje jedynie orzeczenia i uzgodnienia związane z samą treścią projektu budowlanego.
[b]Jakie znaczenie ma tzw. zgoda urbanistyczna?[/b]
Rzeczywistego znaczenia zgody urbanistycznej (wuzetki lub planu zagospodarowania przestrzennego) w procesie zgłoszenia budowy trudno też dopatrzyć się w nowym art. 30a ust. 1 prawa budowlanego, w którym uregulowano warunki weryfikacji zgłoszenia przez organ. Nowela mówi, że organ sprawdza prawidłowość i kompletność zgłoszenia, kompletność projektu budowlanego, uprawnienia osób sporządzających projekt oraz zgodność usytuowania obiektu budowlanego albo projektu zagospodarowania działki lub terenu ze zgodą urbanistyczną (art. 30a ust. 1 pkt 4).Kontekst, w jakim pojawia się owa zgoda urbanistyczna, jest co najmniej zagadkowy. Z brzmienia przepisu wynikałoby, że organ ma ograniczyć badanie zgodności zgody urbanistycznej i zgłoszenia tylko do „usytuowania” obiektu albo do „zagospodarowania” działki. Inne parametry inwestycji, jak choćby wielkość, kubatura, linie zabudowy itd., pozostawałyby więc poza zakresem zainteresowania organu. Teoretycznie więc można sobie wyobrazić, że dopuszcza się budowę obiektu mocno odbiegającego od warunków wuzetki czy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
[b]Przeciwnicy nowelizacji podnoszą, że dopuszcza ona możliwość nieuzupełnienia przez inwestora braków w zgłoszeniu...[/b]
Tak, „ciekawostki” przewidziano w dodanym art. 30b ust. 1 ustawy, który wprawdzie mówi, że w przypadku stwierdzenia braków w zgłoszeniu lub projekcie budowlanym organ może zobowiązać inwestora do uzupełnienia braków, ale zaznacza, że można to zrobić wyłącznie raz, zaś na usunięcie braków przewidziano sześciomiesięczny termin. Z powyższego wynikałoby więc, że w przypadku przedłożenia przez inwestora np. ponownie błędnego projektu lub niepełnego uzupełnienia zgłoszenia, organ miałby już związane ręce i nie mógłby ponownie nakazywać poprawek.Dalsza część tego przepisu też jest nieco zdumiewająca. Stwierdza się bowiem: „w takim przypadku termin do rejestracji budowy liczy się od dnia uzupełnienia zgłoszenia lub projektu budowlanego”. Dla niewprawnego oka trudno dostrzec tu niuans terminologiczny. Dla przypomnienia trzeba więc wskazać, iż ustawa przyznaje prawo do budowy nie po dokonaniu „rejestracji”, lecz po „zgłoszeniu” i braku sprzeciwu organu w ciągu 30 dni. Jakie więc ma znaczenie zastrzeżenie, iż „termin do rejestracji budowy” biegnie dopiero od dnia uzupełnienia braków? Moim zdaniem – żadne. Inwestora nie interesuje bowiem, kiedy urzędnik zarejestrował budowę w swoich rejestrach, a jedynie kiedy on sam dokonał zgłoszenia budowy. Literalnie rzecz biorąc, możliwa jest sytuacja, że wskutek upływu 30-dniowego terminu budowa stanie się dopuszczalna, zaś jedynie sama techniczna rejestracja budowy nastąpi po uzupełnieniu zgłoszenia. To jednak może w niczym inwestorowi nie przeszkadzać, właściwie może być mu obojętne, czy organ w ogóle dokonał „rejestracji” budowy, skoro ustawa z tym faktem nie wiąże żadnych skutków prawnych.
[b]Kiedy nowe prawo może wejść w życie?[/b]
Zmiany mają obowiązywać po upływie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia. Nowela musi jednak uzyskać jeszcze akceptację Senatu i prezydenta. W praktyce może więc wejść w życie jesienią bieżącego roku.
[ramka][b]Komentarz prawnika[/b]
[srodtytul]Chaos terminologiczny w noweli prawa budowlanego[/srodtytul]
[i][b]Małgorzata Zamorska, radca prawny partner w warszawskiej kancelariibnt Neupert, Zamorska & Partnerzy:[/b][/i]
[b]ZGŁOSZENIE BUDOWY I REJESTRACJA BUDOWY[/b]
[ul][li]Rejestracja budowy w rozumieniu noweli oznacza jedynie deklaratywną czynność techniczną polegającą na naniesieniu wzmianki o inwestycji w urzędowym rejestrze. Nie wiadomo, jak rozumieć sformułowanie zawarte w art. 30b ust. 4, zgodnie z którym „właściwy organ w terminie 30 dni od dnia otrzymania zgłoszenia dokonuje rejestracji budowy i wydaje inwestorowi dziennik budowy, albo wnosi, w drodze decyzji, sprzeciw”.[/li][li]Rejestracja jest tylko wpisem w rejestrze, z którym nie są związane żadne konsekwencje, w szczególności inwestor nie otrzymuje żadnego pisma w sprawie rejestracji czy orzeczenia w tej sprawie. Jedynie na odrębny wniosek inwestor może otrzymać od organu zaświadczenie o rejestracji budowy, może to jednak nastąpić w dowolnym terminie. Jeżeli więc rejestracja jest jedynie wpisem, to łatwo sobie wyobrazić dokonywanie wpisów w dowolnym momencie (także antydatowanych). Trudno z kolei dociec, jakie są konsekwencje niedokonania przez urzędnika wpisu („rejestracji”) budowy w rejestrze w terminie 30 dni od zgłoszenia. Moim zdaniem takich konsekwencji po prostu brak, a więc „rejestracja” może być dokonana w dowolnym terminie po upływie 30 dni od dnia zgłoszenia.[/li][/ul]
[b]DECYZJA O REJESTRACJI A REJESTRACJA W DRODZE DECYZJI[/b]
[ul][li]W art. 28 ust. 2 noweli wprowadzone zostało się pojęcie „decyzji o rejestracji budowy”. Decyzja taka potrzebna jest w przypadku przedsięwzięć wymagających uprzedniego przeprowadzenia postępowania w sprawie oceny oddziaływania na środowisko. Ustawodawca jak wytrawny beletrystyk, który stara się używać różnorodnego słownictwa, by nie nudzić czytelnika powtarzaniem tych samych sformułowań, w dalszej części ustawy wprowadza nowe konstrukcje terminologiczne, jak np. „rejestracja budowy, w drodze decyzji”. Zwrot ten może wprowadzać lekki zamęt, gdyż trudno już jednoznacznie przesądzić, czy owa „rejestracja budowy, w drodze decyzji” jest tożsama z „decyzją o rejestracji budowy” czy ustawodawca przewidział jednak jakiś szczególny tryb rejestracji zwykłych budów zgłaszanych przez inwestorów.[/li]
[li]Zagraniczni przedsiębiorcy nie mogą wyjść z podziwu dla uwielbienia pieczątek, jakie panuje w Polsce. Widzą wręcz, że prezes bez pieczątki nie jest właściwie prezesem, a pieczątka firmowa jest często ważniejsza niż dokumenty rejestrowe spółki. Nowela prawa budowlanego kultywuje tę tradycję.[/li]
[li]Ciekawym zwrotem pojawiającym się w tym akcie jest „ostemplowany projekt budowlany” oraz „odstępstwo od ostemplowanego projektu budowlanego”. By ustalić, o co w tej nowości chodzi, trzeba sięgnąć do art. 30a ust. 6, który stanowi: „przedłożone egzemplarze projektu budowlanego podlegają ostemplowaniu pieczęcią urzędową”. Nie dodano jednak, kto dokonuje tego ostemplowania. Można jedynie przypuszczać, iż robi to organ, który otrzymał zgłoszenie, a co za tym idzie, że owa pieczęć urzędowa będzie pieczęcią tego właśnie organu.[/li]
[li]W dalszej części ustawy widzimy, iż sprawa opieczątkowania projektu budowlanego nie jest błaha. Wprowadza się bowiem procedury stosowane w przypadku istotnych i nieistotnych odstępstw od „ostemplowanego projektu budowlanego”. Przewrotnie podchodząc do tematu można stwierdzić, że odstępstwa od projektu budowlanego, który z jakiś powodów nie został „ostemplowany”, są możliwe i nie wymagają żadnych notyfikacji.[/li][/ul]
[b]BOLESNE KONSEKWENCJE NOWELI[/b]
[ul][li]Proponowane zmiany są zapewne mile widziane przez wielu inwestorów, szczególnie deweloperów. Osobiście nie jestem jednak ich zwolenniczką. Jeżeli jeszcze w ostateczności można zaakceptować uproszczoną procedurę budowlaną na terenach objętych szczegółowym planem zagospodarowania przestrzennego, o tyle na terenach, gdzie takich planów, a więc wytycznych co do możliwego zagospodarowania przestrzeni – brak, zamierzenia budowlane powinny być realizowane na podstawie pozwolenia na budowę.[/li]
[li]Uproszczona ścieżka administracyjna nie powinna też dotyczyć wszystkich przedsięwzięć. Powinna być ona dostępna przy mniejszych inwestycjach, jak np. domy jednorodzinne, ale absolutnie wykluczona przy większych projektach. Trzeba bowiem mieć na uwadze, że wiele z dużych obiektów, jak osiedla, fabryki, magazyny, może być zwolnionych z procedury oceny oddziaływania na środowisko. W takich przypadkach nowela nie wymaga wydania żadnej decyzji typu pozwolenie na budowę czy decyzji o rejestracji budowy. Inwestycja może więc być rozpoczęta, gdy organ nie wniesie sprzeciwu w ciągu 30 dni od zgłoszenia.[/li]
[li]Mając na uwadze dotychczasowe tempo działania urzędów, łatwo może dochodzić do sytuacji, że termin ten upłynie, zanim organ w ogóle zdąży się przyjrzeć sprawie. W takim trybie brak będzie typowego postępowania administracyjnego, nie będzie wydawana żadna decyzja, która mogłaby być ewentualnie podważana. Pominięci w sprawie sąsiedzi nie będą mogli żądać np. wznowienia postępowania, jeżeli bez swojej winy nie brali w nim udziału, bo np. nie zostali o nim powiadomieni. Wznowienia postępowania można bowiem żądać wyłącznie w sprawach kończących się wydaniem decyzji (np. pozwolenia na budowę), a tu takowej nie będzie.[/li]
[li]Moją największą obawą jest, że liberalizacja procedury budowlanej doprowadzi do zupełnego chaosu urbanistycznego w kraju. Już teraz narzekamy, że brak jest spójnej zabudowy, tęsknimy za schludnymi i uporządkowanymi miastami znanymi choćby z Niemiec, tymczasem godzimy się na rozwiązania, które jeszcze wzmogą naszą polską fantazję budowlaną.[/li]
[li]Trudno przyjąć do wiadomości tłumaczenia ekspertów, iż po likwidacji pozwoleń na budowę odpowiedzialność za jakość zabudowy przejmie projektant. On ponosił i będzie ponosić odpowiedzialność za zaprojektowanie zgodnego z prawem obiektu, nie będzie jednak odpowiadał za wkomponowanie go w otoczenie.[/li]
[li]Osobiście jestem zwolenniczką pewnej reglamentacji działań budowlanych. Uważam, że najwłaściwszym rozwiązaniem jest jednak wprowadzanie szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz pozwolenia na budowę. Zgłoszeniami mogłyby być objęte drobniejsze, indywidualne inwestycje, np. domy jednorodzinne, przyłącza mediów itp. Powinien być jednak znacznie usprawniony proces wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę.[/li][/ul]
[b]PROPOZYCJE ZMIAN[/b]
[ul][li]Dzisiejsze problemy związane są przede wszystkim z niewydolnością aparatu urzędniczego, który takie decyzje wydaje, a nie z nadmiernym rygoryzmem procedury budowlanej.[/li]
[li]Celowe byłoby również wprowadzenie osobistej, imiennej odpowiedzialności urzędników, którzy przewlekają postępowania lub wydają pozwolenia z naruszeniem prawa.[/li]
[li]Mając na uwadze kryzysy, jakie dotknęły rynek nieruchomości w USA czy Hiszpanii, oraz przegrzanie rynku polskiego, należałoby się raczej skupić na zabezpieczeniu interesów nabywców mieszkań. Najbliższe czasy to okres próby dla deweloperów i niektórzy z nich będą upadać. Warto więc może rzeczywiście wprowadzić w życie rozwiązania, które ochronią nabywców lokali przed stratami i rozczarowaniem.[/li]
[li]Dobrym pomysłem w tym kierunku był obligatoryjny rachunek powierniczy, na który nabywcy mieszkań wpłacaliby pieniądze w trakcie budowy. Ten z gruntu słuszny pomysł został jednak niestety zarzucony, a w jego miejsce liberalizuje się procedury budowlane. Osobiście marzyłoby mi się, by zmiany, w tym ułatwienia, nie oznaczały – jak to często się zdarza – wylania dziecka z kąpielą.[/li][/ul] [/ramka]
[i]ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI NA TEMAT PROPONOWANEJ NOWELIZACJI PRAWA BUDOWLANEGO. NA OPINIE CZEKAMY pod adresem:[mail=g.blaszczak@rp.pl]g.blaszczak@rp.pl[/mail][/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE