Eurowybory 2009
Musimy uważać, by nie zostać w tyle
Polska komisarz w UE ostrzega, że kryzys może zmienić Europę. Tłumaczy, dlaczego postanowiła wystartować w wyborach do Parlamentu Europejskiego właśnie z listy Platformy
Rz: Twórca Libertas Irlandczyk Declan Ganley oskarżył panią o prowadzenie kampanii wyborczej za pieniądze Komisji Europejskiej.
Danuta Hübner: Nie wiem, na jakiej podstawie pan Ganley tak twierdzi. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Czwórka komisarzy europejskich startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego – z Bułgarii, Belgii, Luksemburga i ja. Wszyscy otrzymaliśmy bezpłatny urlop. Ja – od 17 maja do 7 czerwca. Po wyborach wracamy do Komisji i do czasu ukonstytuowania się Parlamentu Europejskiego (14 lipca) nadal będziemy wypełniać obowiązki komisarzy. Wszystko zgodnie z przepisami.
Pani decyzja o starcie w wyborach z listy Platformy wywołała oburzenie polityków lewicy. Zarzucili pani koniunkturalizm, działanie dla pieniędzy. Pojawiły się nawet opinie, że odcina się pani od swej lewicowej przeszłości.
Zawsze mnie martwią takie pokłady negatywnych uczuć. Od początku mojej pracy w administracji państwowej służyłam Polsce, zajmowałam się sprawami europejskimi, które miały w Polsce charakter ponadpartyjny.
Nie byłam członkiem SLD. Nie jestem członkiem PO, ale tak jak wiele innych osób startuję z jej listy do europarlamentu. Chcę nadal służyć Polsce i Polakom. Mam dużo wiedzy i doświadczenia, które chcę wykorzystać. Rzadko w kampanii do Parlamentu Europejskiego obecne są sprawy europejskie. Pomyślałam, że warto „dać się wykorzystać”, żeby wprowadzić tę tematykę do tegorocznych wyborów. Bo ja zamierzam o tym mówić w kampanii. A jeżeli dzięki temu wzrośnie udział Polaków w wyborach, da mi to dużo satysfakcji.
Lewica zapewne jest zdania, że skoro zainwestowała w panią, bo została pani komisarzem z rekomendacji lewicowych rządów, to teraz pani powinna im się odwdzięczyć, kandydując z ich list.
Sojusz Lewicy Demokratycznej nie proponował mi udziału w wyborach.
Grzegorz Napieralski, lider Sojuszu, utrzymuje, że rozmawiał z panią na ten temat i został zbyty.
Może były zamiary, ale nie dotarły do mnie. Premier Donald Tusk zaprosił mnie na listę Platformy Obywatelskiej, a ponieważ sprawy europejskie zawsze wydawały mi się ponadpartyjne, to się nie wahałam. Zresztą współpracowałam z rozmaitymi rządami i politykami, od Jerzego Eysmontta po Marka Belkę, bo to z rekomendacji jego rządu jestem obecnie komisarzem.
A co będzie po wyborach, gdy zdobędzie pani mandat poselski? Polska na kilka miesięcy zostanie bez komisarza? Takie pogłoski się pojawiły.
Nie będzie nawet pół dnia, żeby Polska nie miała komisarza. Formalnie nie ma takiej możliwości. Komisja musi działać w pełnym składzie, czyli z komisarzami ze wszystkich państw członkowskich, bo inaczej byłaby ciałem nielegalnym. W przypadku tych, którzy biorą urlop (także wypoczynkowy), ich obowiązki przejmuje przejściowo inny komisarz. A ci, którzy odchodzą przed końcem kadencji, są zastępowani kolejnym przedstawicielem danego państwa. Niedawno zmienili się komisarze cypryjski i włoski. Myślę, że jest bardzo dużo niewiedzy w tej sprawie i stąd się biorą takie plotki.
Zapisze się pani do PO?
Nie postawiono mi takiego warunku, oferując miejsce na liście. Jerzy Buzek też dotąd nie zapisał się do partii. Na razie zamierzam przyciągnąć jak najwięcej ludzi do urn. A potem zobaczymy.
Na początku w Platformie dosyć krytycznie wypowiadano się na temat tego, że kandyduje pani z list tej partii.
Nie czuję żadnych złych emocji w PO wokół mojej osoby. Wręcz przeciwnie.
Czy chciałaby pani ponownie zostać komisarzem?
Mogę służyć Polsce w dowolnym miejscu – i w Komisji, i w Parlamencie. W tej chwili najważniejsze dla mnie jest, żeby dużo dobrych polityków dostało się do Parlamentu Europejskiego, bo w najbliższej kadencji będą podejmowane bardzo ważne decyzje.
Nie sądzi pani, że my zbyt poważnie traktujemy te wybory? Premier Silvio Berlusconi obsadził listy wyborcze telewizyjnymi gwiazdkami.
To chyba znak, że traktuje Parlament Europejski dosyć luźno.
A szkoda. Zresztą wszystko zależy od tego, kto ostatecznie wejdzie do PE, a sam premier Berlusconi również kandyduje. Uważam, że Polska powinna się postarać o bardzo dobrą reprezentację w Parlamencie Europejskim, bo w nadchodzących latach będą się rozstrzygały bardzo ważne dla nas sprawy, np. będzie tworzona wspólna polityka energetyczna. Ważne jest też, kto będzie w Komisji Europejskiej i jaką tekę Polska dostanie.













