Poradnik turysty
Będzie wiózł nas dziś ten wóz
Jedziemy autostopem, w ten sposób możesz bracie przejechać Europę... - śpiewała niegdyś Karin Stanek w popularnej piosence. Czy nadal jest to sposób na podróżowanie?
Jeździć autostopem da się wszędzie - w Polsce, po Europie, właściwie po całym świecie.
Dobrze pamiętam swój pierwszy stop. Była końcówka lat 80., po miesiącu zbierania truskawek na północy Norwegii wyruszałam w drogę powrotną do Polski. Kiedy zamierzałam kupić bilet na pociąg, okazało się, że wszystkie moje pieniądze zginęły. Do promu miałam 1500 km i ani grosza, choćby na telefon. Trzeba było sobie jakoś radzić - stanęłam przy drodze, machnęłam na przejeżdżające auto i... tak to się zaczęło.Zalety autostopu
Na początku jeździłam autostopem głównie ze względów ekonomicznych. Za granicą nie stać mnie było na kupienie biletu na normalną komunikację. Autostopem objechałam całą Europę, potem poznawałam w ten sposób uroki m.in. Nowej Zelandii. Dziś już sama nie wiem, jak z zaledwie kilkudziesięcioma dolarami w kieszeni wszystkie te eskapady znakomicie się udawały. W każdym razie były to rzeczywiście "podróże za jeden uśmiech". Choć dziś zamożność Polaków wzrosła, to wciąż dla wielu ludzi jest to jedyna szansa na przemieszczanie się za granicą. Są też trasy, na których nie ma wyboru - jeśli nie ma się własnego auta, trzeba liczyć na pomoc innych, bo żaden publiczny transport tam nie kursuje.
Niewątpliwą zaletą autostopu jest też możliwość poznawania ludzi. Czasem będzie to rolnik jadący na pobliskie pole, a czasem znany z telewizji gwiazdor czy profesor opowiadający fantastyczne historie. Kiedyś na Tajwanie, razem z innym autostopowiczem - Amerykaninem, jednego dnia podróżowaliśmy: furgonetką wiozącą arbuzy, ambulansem i wspaniałą limuzyną prowadzoną, jak się okazało, przez jednego z najbogatszych ludzi tego kraju (potem zresztą gościliśmy w jego ekskluzywnych apartamentach). Tego typu przypadkowe spotkania to równocześnie szansa poznania w rozmowach miejscowego życia i dowiedzenia się, co w okolicy warto zobaczyć, choć nie opisano tego w przewodnikach.
Ręka kierowcy na moim kolanie
Raz na wozie, raz pod wozem - to powiedzenie doskonale oddaje charakter autostopu. Bywa, że wszystko układa się doskonale, nigdzie długo nie czekamy, a zabierający nas kierowcy jeszcze zaproszą na obiad czy dadzą nocleg. Zdarza się też i odwrotnie - przez wiele godzin stoimy rozgoryczeni, że nikt nam nie chce pomóc, a tymczasem chłodno, głodno i do domu daleko.
Na to, czy autostop jest łatwy czy nie, wpływa wiele czynników. Na przykład - pogoda. Wiadomo, że kiedy leje deszcz, nikt nie chce zabrać ociekającego wodą autostopowicza.
Z założenia kiepsko jeździ się nocą - kierowcy boją się zabierać kogokolwiek po zmroku. Poza tym autostopowicza zwykle zauważają w ostatniej chwili, nie mają szans przyjrzeć się postaci. Pewnym rozwiązaniem jest ustawienie się pod latarnią, tak by nas widziano z daleka. Tyle że ostatnio tak stojąc, na podrzędnej drodze we Włoszech (była pierwsza w nocy), kierowca tira, który się zatrzymał, w bardzo wyszukanym stylu mówił coś, z czego zrozumiałam jedynie słowo "amor". Widząc moje zaskoczenie przeprosił za niestosowność propozycji.
Duże znaczenie ma też nasz wygląd. Nigdy nie zapomnę, jak po trzech tygodniach wspinaczki w argentyńskich Andach wraz z kolegą stanęłam na drodze głodna, zmęczona, niemiłosiernie ubłocona, bo na koniec wpakowaliśmy się w bagno. Nie liczyłam, że ktokolwiek nas zabierze, tym bardziej że była trzecia w nocy. A jednak... Kierowcy, który się zlitował, miałam ochotę rzucić się na szyję, bo uratował nas od kolejnych 15 km męczącego marszu.
W tym wypadku na swój wygląd nie miałam już wpływu, ale ogólnie jestem za tym, by na stopie wyglądać jak najprzyzwoiciej. Przyzwoicie, znaczy czysto, ale też niewyzywająco. Wbrew temu, co chyba niektórzy myślą, zbyt seksowna bluzeczka i kusa spódniczka wcale nie pomagają w uprawianiu turystyki. Kierowca, który zatrzyma się zwabiony w ten sposób, zapewne nie o jeździe będzie myślał.
Ale przecież prawdziwe podróżniczki we wspomniany sposób się nie ubierają. Ja na przykład unikam odsłaniania kolan. Zdarzało się bowiem, że ręka kierowcy ześlizgiwała się z dźwigni biegów na moje nogi. Profilaktycznie też stawiam między sobą a kierowcą torbę fotograficzną. Pomaga!














