Dziecko płci męskiej stanu szlacheckiego

aktualizacja: 04.02.2009, 10:14
Lektury dzieciństwa - Maciej Szyszko
Lektury dzieciństwa - Maciej Szyszko
Foto: AKG/East News

Józef Klemens Piłsudski urodził się 5 grudnia 1867 roku w Zułowie, niedaleko Podbrodzia, 60 km na północ od Wilna. Był to dzień świętego Klemensa i dlatego imię to dodano do pierwszego, Józefa.

Chrzest odbył się w pobliskim kościele w Sorokopolu (Sorokpolu) dziesięć dni później, 15 grudnia. Akt chrztu brzmi: „Roku tysiąc osiemset sześćdziesiątego siódmego, miesiąca grudnia, dnia trzeciego (15 grudnia według kalendarza gregoriańskiego) w Sorokopolu, w kościele rzymskokatolickim, ksiądz Tomasz Woliński, proboszcz tegoż kościoła, ochrzcił z zachowaniem wszelkich obrzędów sakramentu imionami Józef Klemens niemowlę płci męskiej urodzone tegoż roku 23 listopada (5 grudnia według kalendarza gregoriańskiego) w dobrach Zułów, parafii sorokopolskiej, syna małżonków ślubnych Józefa i Marii z Billewiczów Piłsudskich, stanu szlacheckiego. Trzymali do chrztu: Józef Marcinkowski z Konstancją Rogalską, oboje stanu szlacheckiego”.
[A. Borkiewicz, Źródła do biografii Józefa Piłsudskiego z lat 1867 – 1892, Niepodległość, t. XIX, Warszawa 1939; Aleksandr Giedroyć, J. Piłsudski i Uniwersytet Charkowski. Akta osobowe studenta. Aspekt społeczno-historyczny, w: Piłsudski i Ukraina. Materiały z konferencji popularnonaukowej, Tarnopol 2002, s. 33 – 36.]
[ramka]KRES „PANICZA Z ZUŁOWA” Tu jest dziecko, które ma swoje dziecięce radości i dziecięcą figlarność. Z lewej strony stoi „panicz z Zułowa”, skłonny do najbardziej posuniętej względności w stosunku do ludzi, przebaczenia, postać subtelna i delikatna, niczego dla siebie niepragnąca. Takim byłem do 1926 roku. W maju 1926 roku zamknąłem go na klucz… już do samej śmierci będzie siedział pod kluczem.Józef Piłsudski do Artura Śliwińskiego 9 listopada 1931[/ramka]
Przynależność do stanu szlacheckiego wymagała potwierdzenia stosownym dokumentem. Nie nastąpiło to od razu. Dopiero w grudniu 1879 ojciec 12-letniego wówczas Ziuka postanowił wyrobić mu w Kownie dokument stwierdzający jego szlacheckie pochodzenie:
„Z ukazu Jego Cesarskiej Mości wydano niniejsze przez Kowieńskie Zebranie Delegatów szlachcicowi Józefowi Klemensowi, synowi Józefa Wincentego Piotra Piotrowicza, Kazimierza Ignacego – Piłsudskiemu, urodzonemu 23 listopada (st. st.) 1867 roku, w tym, że on, Józef Klemens Piłsudski, został zaliczony postanowieniem tegoż Zebrania z dnia 30 listopada 1879 roku do rodu Piłsudskich, uznanego za szlachecki, orzeczeniem wileńskiego Szlacheckiego Zebrania Delegatów z dnia 31 sierpnia 1819 roku i 30 czerwca 1830 roku i utwierdzonego w tym stanie ukazem rządzącego Senatu, Departament Heraldii, z dn. 31 marca 1864 roku nr 8072 i jako urodzonemu po zatwierdzeniu swego rodu w stanie szlacheckim, na podstawie 280 rozdziału IX t. „Zbioru praw”, został uznany jako ostatecznie zatwierdzony w szlachectwie i wpisany w szóstą część rodowej księgi szlacheckiej. Na dowód czego niniejsze świadectwo niniejszymi podpisami i przyłożeniem pieczęci skarbowej potwierdza się. Miasto Kowno, dnia 30 grudnia (st. st.) 1879 roku.
Podpisali: gubernialny marszałek szlachty hr. Zubow, delegaci szlachty: Turczyński, Ospirman, sekretarz Mańkowski, naczelnik kancelarii Kurczewski”.
[Józef Piłsudski 1867 – 1935, Kraków 1935, s. 16.]
Nigdy z tego dokumentu nie skorzystał, a jedynym przywilejem, jaki z niego wynikał, były lepsze warunki odbywania kary więzienia i zesłania.
[srodtytul]Duch Napoleona pod Powiewiórką[/srodtytul]
Dzieciństwo, jak wspominał po latach, było sielskie i anielskie. Niczego mu w nim nie brakowało, ale ów okres dobrobytu zakończył się wraz z pożarem, który strawił rodzinny dwór w Zułowie w lipcu 1875 roku. Późniejszy Naczelnik przyjął to zrządzenie losu z pokorą, nigdy nie afiszował się koligacjami z możnymi rodami Litwy i Korony ani dobrobytem okresu dzieciństwa.
Józef był czwartym z kolei dzieckiem, w 1864 przyszła na świat Helena, w roku 1865 Zofia, zwana Zulą, a w kolejnym Bronisław. W Zułowie przyszło na świat jeszcze troje dzieci: Adam, Kazimierz i Maria, a już w Wilnie urodzili się: Jan, Ludwika, Kacper oraz bliźnięta Piotr i Teodora. Bliźnięta zmarły w półtora roku po urodzeniu.
Zułów był wielkim majątkiem, który wraz z pozostałymi wniesionymi przez Marię majątkami liczył 8000 hektarów i chlubił się kilkuwiekową historią. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z XVII wieku. Jej właścicielem był wówczas kasztelan nowogrodzki Aleksander Wojna-Jasieniecki. W roku 1812 car Aleksander bawił w stolicy powiatu, Święcanach, a przez sam Zułów cofały się wojska rosyjskie, które opuściły w czerwcu tego roku Wilno. W pierwszych dniach lipca podeszły pod Święcany podjazdy francuskie, a pod Powiewiórką, około 8 kilometrów od Zułowa, miała miejsce bitwa kawalerii francuskiej dowodzonej przez gen. Sebastianiego z jazdą rosyjską.
Z tym fragmentem kampanii wiąże się legenda, którą warto przytoczyć, tym bardziej że w nieco zmienionej formie powtarzał ją w późniejszym okresie i z pełnym przekonaniem sam Marszałek. „Kiedy wojska Napoleona ruszyły już z Wilna, przyszły nagle wieści, że cofanie się Rosjan jest tylko manewrem, bo w okolicach Święcan zbierają się większe oddziały rosyjskie zagrażające skrzydłu armii francuskiej. Sam więc cesarz Napoleon na czele dwóch szwadronów polskich ułanów ruszył w święciańskie, aby sprawdzić istotny stan rzeczy… W czasie tego wywiadu, przejeżdżając okolicami Powiewórki, zatrzymał się na wzgórzu, z którego długo oglądał piękny, pagórkowaty teren… Z tego wzgórza doskonale widać było Zułów… Wzrok Napoleona, silny i bardzo intensywnie już wówczas działający, pozostał tutaj na stałe i błąkał się po okolicy, od czasu do czasu dając znać o sobie błędnymi ognikami… W latach jednak 70. (a więc po 1867 r.) zauważono, że ogniki więcej się już nie pojawiają, tak jakby spełniły już swoje zadanie, znalazłszy nowe wcielenie”.
[H. Mościcki, Tradycje powstańcze rodzinnych stron Józefa Piłsudskiego, „Polska Zbrojna”, Warszawa 12.05.1937]
W latach 30. XX w. Marszałek nawiązał mimowolnie do tej legendy, mówiąc, iż nad jego kołyską zatrzymał się duch Napoleona odwiedzający szlak swej wielkiej wyprawy na Moskwę. Z tego tytułu miały nań spłynąć zdolności wojskowe Napoleona.
[srodtytul]Święciańskie w ogniu powstań[/srodtytul]
Kolejny zryw Polaków ku wolności również zahaczył o Zułów. W kwietniu 1831 roku powstańcy zajęli Święcany, ustanawiając tam tymczasowy komitet z Wincentym Bortkiewiczem na czele, który proklamował powstanie ogólne. Zebrało się około 3000 ochotników, ale brak odpowiedniej ilości uzbrojenia umożliwił wymarsz tylko setce kawalerzystów i dwóm setkom piechoty. 5 maja tego roku oddziały powstańcze zostały zmuszone do wycofania się z powiatu.
Także i w powstaniu 1863 roku święciańskie było terenem agitacji i działań. W styczniu tego roku sformował się tam oddział powstańczy w sile 36 ludzi, którym dowodzili Feliks Wysłouch oraz Buchowiecki. W połowie lutego wymaszerował on w kierunku zachodnim, walczył pod Podgrodziem i Ignalinem, a 22 lutego 1863 r. stoczył większą bitwę pod Daukszyszkami.
W tym to okresie komisarzem powstańczym na powiat rosieński był Józef Wincenty Piotr, ojciec przyszłego Marszałka. Pomimo znacznego zaangażowania nie dotknęły go późniejsze prześladowania. Ucierpiało natomiast wielu innych członków rodziny. W Poszuszwiu Rosjanie zakłuli na oczach ciotki późniejszego Marszałka jednego z powstańców. Aleksander Piłsudski zmarł z trudów wojennych w Kownie, a Leon Bielewicz, wuj Józefa, zmarł na syberyjskim zesłaniu. Brat babki Tadeusz Butler został zesłany do guberni kazańskiej. Nie jest to pełna lista...
Ojciec naszego bohatera umknął prześladowaniom, bo zmylił tropy, przeprowadził się ze Żmudzi na Litwę, a i tu kluczył w kilku majątkach, przemieszkiwał także w Adamowie pod Tereniami. U progu powstania zawarł też związek małżeński z Marią Bilewiczówną. Dopiero jesienią lub nawet zimą z 1863 na 1864 r. nastąpiła przeprowadzka nowożeńców na stałe do Zułowa.
[srodtytul]Kłopoty dziedziców i pożar dworu[/srodtytul]
Piłsudscy rozpoczynali nowy etap życia w bardzo niesprzyjających, wręcz przygnębiających okolicznościach po powstaniu 1863 roku. W maju tego roku generalnym gubernatorem wileńskim został Michał Murawiew, ongiś członek tajnych stowarzyszeń, a potem jeden z najbardziej nieprzejednanych obrońców samodzierżawia i „obrusitieli” (szerzej piszę o tym w pierwszej części zeszytu).
Zułów nie uniknął kłopotów związanych z popowstaniową koniunkturą. Był dużym majątkiem umożliwiającym dobremu gospodarzowi rozwinięcie skrzydeł, a że Józef Wincenty Piotr był entuzjastą nowinek i ambitnym, pełnym inwencji gospodarzem, mógł przeto liczyć na wydźwignięcie się z finansowych kłopotów. Był bowiem zadłużony, źle zarządzany i wymagał silnej ręki. Najlepsze grunty były oddane w dzierżawę, niestety, za mierny czynsz. Ale nowy właściciel dawał Zułowowi szansę, stawiając na uprzemysłowienie. Wybudował więc duży trzypiętrowy młyn, dużą gorzelnię, wytwórnię drożdży, cegielnię oraz zakład produkujący terpentynę. Sprowadził specjalistów, także z zagranicy.
Nowy gospodarz wzniósł także nowy dwór. „Za stołowym pokojem był pokój narożny chłopców, a za nim sypialnia rodziców, gdzie Marszałek się urodził. Był to pokój o dwóch oknach. Staroświeckie łóżka zasłonięte były parawanikiem o żelaznych kutych ramach. Sekretarzyk orzechowy z odkładanym blatem i zegarkiem u góry, biurko i wreszcie szafa z konfiturami… Za tym pokojem tzw. apteczka i dalej pokój – „garderoba, gdzie spała służąca”.
[Zułów wczoraj i dzisiaj, Warszawa 1938, s. 52]
Wśród służby były także bony: Francuzka i Niemka, które dbały o domową edukację licznego rodzeństwa, a także lokaj o nazwisku Grzybowski, którego obwiniano za nieszczęśliwy pożar Zułowa. Ten to pożar kompletnie zniszczył dwór i zabudowania i podciął egzystencję rodziny.
Jeden ze świadków tak go wspominał: „Bogaty był majątek Zułów! Sery robili jak toczydło żółte i wielkie, wołowina [obora] nowa, stajnia nowa – wszystko Pan stawiał. Aż i dwór piękny wystroił. Trzypiętrowy z wieżą, tyłem do rzeki, bo tam rzeka Mera naokoło całego folwarku płynie – i dwór ten tylko co był skończony, nawet jeszcze piasku nie było naciągane na strychu, wiadomo, dla ciepłości tak robi się – kiedy straszenny pożar wybuchł. A zaprószył ogień służący Grzybowski z papierosy. Tam malarze brali farbę cości pomalować we dworze, a on okurek rzucił, nogą zadeptał i nie zobaczył, co tam kurzy się. Tak to i poszło wszystko z dymem. W ta pora wicher wielki był i szusz przed tym – tak i ratunku nie było. Ani dostąpić taki żar! Nic zratować nie dało się! Samych koni stajennych, pięknych 15 czy 16 spaliło się. Para ogierów siwaków – nadtoż wspaniałych – jeden źrebak, to w moich oczach wyskoczył ze stajni – i z powrotem w ogień! Wołów brażnych, znaczy się brahą z gorzelni karmionych, sztuk ze 300 poszło i świnie, tylko że krowy zostali, bo na paszy byli… A jak ogień doszedł do gorzelni, jak zaczęli trzaskać beczki ze spirytusem, tak mocniej jak harmaty!”.
[E. Minkiewiczówna, Cztery lata w Zułowie, „Polska Zbrojna”, 5.12.1936]
[srodtytul]Dziedzictwo szlacheckiego rodowodu[/srodtytul]
W tym momencie kończy się dla Ziuka czas, który sam opisywał jako sielski i anielski. Próby podźwignięcia majątków, kolejne pożyczki i kredyty nie przyniosły oczekiwanych efektów, rodzina popada w coraz to ostrzejszy kołowrót finansowych niedostatków, tak iż była zmuszona przenieść się do Wilna. Zułów odwiedzano tylko na wakacje, przemieszkując w zachowanej częściowo oficynie dworskiej. Było to dla bogatej szlacheckiej rodziny trudne wyzwanie.
[ramka]WOLA MATKI Gdy jestem w rozterce ze sobą, gdy wszyscy przeciwko mnie, gdy wokoło podnosi się burza oburzenia i zarzutów, gdy okoliczności nawet są pozornie wrogie moim zamiarom, wtedy pytam się samego siebie, jak by matka kazała mi w tym wypadku postąpić, i czynię to, co uważam za jej prawdopodobne zdanie, za jej wolę, już nie oglądając się na nic.
Józef Piłsudski do Artura Śliwińskiego 4 listopada 1931 r.[/ramka]
Nasz bohater wchodził w okres szkoły i dojrzałego życia jedynie z reminiscencją szlacheckiego stylu życia. Często też traktujemy go jako szlachcica spauperyzowanego, bez rozbudowanego, bogatego drzewa genealogicznego. Dzieje się tak po części dlatego, że działał w partii socjalistycznej, nie epatował swym staroszlacheckim pochodzeniem, ba, odsuwał je na margines. A warto je przypomnieć, bo w pochodzeniu tkwi część odpowiedzi na pytanie o źródła jego szerokich horyzontów, przekonania o misji dziejowej, wreszcie lekceważenia przeszkód. To wszystko zawdzięczał nie tylko wychowaniu rodzinnemu. Była w tym także obecna i sztafeta pokoleń, nawarstwianie się historycznego doświadczenia wielu antenatów, zarówno ze strony ojca, jak i matki.
[srodtytul]Giniatowicze i Piłsudscy z Piłsudów[/srodtytul]
Piłsudscy, herbu Kościesza odmienna, zaznaczali swą obecność na Żmudzi od wieków średnich. Ginet wywodzący się z książęcego rodu Dowsprunga podpisywał akt Unii w Horodle z 1413 roku. Pieczętował się jeszcze wtedy herbem Zaręba. W 1499 r. znani są już Marek i Stanisław Giniatowicze (Gineytowicze).
Synem owego Stanisława był Bartłomiej Rymsza Giniatowicz, pierwszy, który używał nazwiska Piłsudski. Posiadał dobra Piłsudy (stąd najpewniej wzięło swe brzmienie nazwisko), Upina, Poncze (od 1578 roku) Janówdaw (od 1599), Szoupiany (od 1616) oraz Pojutrze.
[ramka]JEDYNIE DLA NIEJ... Jako dziecko często fantazjowałem i nieraz zadawałem sobie dziwne pytania: czy jest ktoś na świecie, dla kogo mógłbym umrzeć. […] Mógłbym na to zdobyć się jedynie dla matki… Dzisiaj spokojnie umarłbym dla dobra swych dzieci.
Józef Piłsudski do Artura Śliwińskiego 9 listopada 1931[/ramka]
Bartłomiej z kolei miał trzech synów, z których średni Melchior zawarł związek z Heleną Słowaczyńską. Posiadał on 1/3 dóbr Pojutrze, Palekie (od 1625 roku), Ryngwiany, Czwartkowa-Jaminowszczyzna, Repsze, Omoły, Kirkujcie, Medsedy. On także doczekał się trzech synów, z których najstarszy Jan Kazimierz (1614 – 1710) dożył wyjątkowo sędziwego wieku i znaczących godności. Był podczaszym grodzieńskim i chorążym parnawskim. Władał dobrami Płoskowie, Pojutrze i Ligutyszki, w czym pomagali mu synowie. Doczekał się ich pięciu, z których trzeci Roch Mikołaj był stolnikiem wołkowyskim. Ten z kolei ze związku z Małgorzatą Pancerzyńską doczekał się jedynaka Kazimierza Ludwika.
Ów zaś Kazimierz Ludwik, od 1722 r. starosta kaliski, posiadał Zemelany, Sugawdzie, Gubienie, Kiełpiszki, Brynkiszki, Jutkajci, Alkiszki i od 1738 r. Dyrwiany. Był dwukrotnie żonaty: z Marią Kukiewiczówną i księżną Rozalią Puzynianką. Z drugiej żony przyszedł na świat Kazimierz, pradziad późniejszego Marszałka. Posiadał on ogromne dobra: Żemigoła, Bubowlany, Połupiszcze, a pozycję społeczną potwierdzały godności: był rotmistrzem żmudzkim, sędzią imielskim powiatu rosieńskiego (1796 – 1806), a przez trzy następne lata prezesem tegoż sądu. Jego żoną była Anna Billewicz. Szczęście
opuściło Kazimierza w interesach. Majątek upadł, został zlicytowany, a synowie Piotr i Walery znaleźli się w trudnym położeniu materialnym.
[srodtytul]Dziad, który nie bał się śmierci, i ojciec, którego ugryzł koń[/srodtytul]
Piotr (1795 – 1851) ożenił się w wieku 37 lat z Teodorą Butlerówną, córką podkomorzego Wincentego z Rapszan. Młodemu-staremu małżeństwu przyszła z odsieczą bezdzietna ciotka, Eufrozyna z Billewiczów Białłozorowa, która po zgonie swego męża otrzymała majątek Poszuszwie w gminie krokowskiej dawnego powiatu kowieńskiego. Majątek ten odstąpiła na dogodnych warunkach siostrzeńcowi, zachowując dla siebie dożywocie. Jest to o tyle ważne, że Poszuszwie, gdzie Piotr przemieścił swe gniazdo rodzinne, będzie przewijać się i w późniejszej historii rodu Piłsudskich. Kolejnym łutem szczęścia dla Piotra obarczonego ośmiorgiem dzieci była śmierć wspomnianego wcześniej podkomorzego Butlera w roku 1843. Dzięki temu Piotr mający już wówczas opinię dobrego gospodarza otrzymał w zarząd pozostały po Wincentym majątek. Zamieszkał wówczas w Rapszanach, oddając tymczasowo Poszuszwie bratu Waleremu. Sam zmarł na raka w 1851 roku. Z tym smutnym wydarzeniem wiąże się anegdotyczne wspomnienie doktora Powstańskiego, który opatrywał Piotra Piłsudskiego w jego ostatniej godzinie. Gdy zbliżała się śmierć, posłano do Krok po kanonika Juchniewicza, który w kaplicy ogrodowej w Poszuszwie odprawił mszę świętą oraz udzielił komunii. Piotr pobłogosławił swe córki, chcąc się przy tym upewnić o swego lekarza: „Doktorze, czy to już śmierć?”
„Tak, panie sędzio, zbliżyła się śmierć”
„Wcale taką straszną nie jest, jak opowiadają” odparł Piotr.
Śmierć zabrała dziada Wielkiego Marszałka 24 listopada 1851 roku. Pozostawił Piotr pięcioro dzieci oraz żonę, która przez kolejnych 35 lat gospodarowała w Poszuszwiu. U schyłku życia swej babki Teodory przyjeżdżał do niej także Ziuk Piłsudski. Był tam co najmniej raz jeszcze w 1886 roku, tym razem na jej pogrzebie. Towarzyszył swemu ojcu Józefowi Wincentemu Piotrowi.
Józef Wincenty Piotr urodził się 22 lutego 1833 roku w Rapszanach jako najstarszy syn Piotra. Kształcił się w Krożach i Wiłkomierzu, zamierzał kontynuować studia w Petersburgu. Wybrał się w tę drogę konnym powozem, ale spotkało go po drodze nieszczęście. Znarowiony koń, którego chciał okiełznać, ugryzł go tak dotkliwie, że w Wiłkomierzu doktor Suchocki musiał amputować zmiażdżony palec wskazujący. Najpewniej dlatego doszło do zmiany planów. Józef Wincenty Piotr rozpoczął naukę w Horyhorkach w gubernii mohylewskiej, gdzie ukończył Instytut Rolniczy.
[srodtytul]Krewni na kartach historii[/srodtytul]
Piszemy tu jedynie o podstawowej z punktu widzenia protoplastów Józefa Piłsudskiego linii jego rodu. Ale był on znacznie rozgałęziony i prężny. Wielu jego przedstawicieli odznaczyło się chwalebnie.
Na akcie elekcyjnym Michała Korybuta Wiśniowieckiego z 1674 roku podpisują się Aleksander i Franciszek Piłsudscy, starościce wieszwiańscy. Pierwszy z nich jest wśród rycerstwa ruszającego pod Wiedeń wraz z królem Janem III Sobieskim. Pod Wiedeń wszakże nie dotarł, zdążył jedynie na podział łupów na Węgrzech w dalszej części kampanii.
Wspomniany już wcześniej Franciszek (1707 – 1791), piwniczy Wielkiego Księstwa Litewskiego, był posłem na sejm w 1758 roku i kawalerem Wielkiego Krzyża Opatrzności Bożej (był taki) oraz Orderu św. Stanisława (1779 r.).
[ramka]SZCZYT DOJRZAŁOŚCI Mając lat siedem czy dziesięć, postanowiłem sobie, że gdy tylko skończę lat 15, a więc osiągnę według mego ówczesnego mniemania szczyt dojrzałości, to zrobię powstanie i wypędzę Moskali z Podbrzezia.
Cyt. za W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego, t. 1, Kraków, Łomianki 2006, s. 9 – 10Po ojcu odziedziczyłem zdolności, po matce charakter.
Józef Piłsudski do Artura Śliwińskiego 4 listopada 1931[/ramka]
Jan Chryzostom, podkomorzy telszewski, był posłem na Sejm Czteroletni i kawalerem Orderu Orła Białego.
Na akcie koronacyjnym Augusta II Sasa (1699 r.) jest podpis Dominika Piłsudskiego, a na podobnym dokumencie dotyczącym Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 roku widać podpisy Franciszka, piwniczego i Ludwika Piłsudskiego, koniuszego żmudzkiego.
[srodtytul]Matka i ród Billewiczów lepszy niż w „Potopie”[/srodtytul]
Józef Wincenty Piotr poślubił wiosną 1863 roku swą kuzynkę Marię Billewiczównę, córkę Antoniego i Heleny z Michałowskich. Trudno przecenić wpływ, jaki ta wspaniała kobieta – obdarzona mądrością i charakterem, a także prawdziwie patriotycznym wychowaniem – wywarła na małego Ziuka, jak i zresztą na wszystkie swe dzieci.
Billewicze należeli do starych i utytułowanych rodów litewskich, co nie uchroniło ich od afrontów i to ze strony… samego Henryka Sienkiewicza. Późniejszy komendant I Brygady wspominał po latach: „Było u nas w zwyczaju, że podczas wakacji ojciec wysyłał chłopców w odwiedziny do starego dziadka Tomasza Billewicza na Żmudź. Miało to być coś w rodzaju hołdu dla tego szanowanego starca. Otóż pewnego razu po przyjeździe zauważyłem, że dziadek jest bardzo nachmurzony i jakby zły. Wkrótce stan ten wyjaśnił sam. „Przestałem prenumerować »Słowo« – rzekł do mnie niespodziewanie. Ponieważ wiedziałem, że była to stała lektura dziadka, więc zdziwiłem się i zapytałem, dlaczego to zrobił. Teraz dziadek wyrzucił z siebie cały potok słów oburzenia na… Henryka Sienkiewicza i redakcję „Słowa” za to, że w drukowanym tam wówczas odcinku „Potopu” wyraził się o Billewiczach jako nieposiadających w rodzie senatorów. – Durnie! – irytował się starzec – jak mogli tak napisać. I począł wymieniać kasztelanów i starostów żmudzkich, koligatorów i krewnych Billewiczowskich.”
[Zułów wczoraj i dzisiaj, Warszawa 1938, s. 24]
Istotnie, pomyłka Sienkiewicza, aczkolwiek niezamierzona, była znaczna. Mało tego, nie brakowało wśród Billewiczów i dzielnych żołnierzy. W legionach Jana Henryka Dąbrowskiego służył Kazimierz Billewicz, a w napoleońskiej wyprawie na Moskwę w 1812 uczestniczył Franciszek Billewicz, za co zresztą otrzymał Legię Honorową.
Billewicze przeplatają się w historii rodzinnej wielokrotnie. Warto zauważyć, że prababką w linii matki jak i prababką ze strony ojca była Małgorzata z Billewiczów Butlerowa. Jedna z jej córek – Teodora, była przecież żoną dziadka naszego bohatera Piotra Piłsudskiego, a druga – Elżbieta, żoną Wojciecha Michałowskiego, pradziadka ze strony matki. Córka Wojciecha – Helena z Michałowskich, wyszła za mąż za Antoniego Bielewicza, syna Kacpra, a jej córka Maria była żoną Józefa Wincentego Piotra, a ten, jak wiadomo, był ojcem Wielkiego Marszałka. Ze względu na bliskie pokrewieństwo ślub tych dwojga wymagał biskupiego indultu.
Może więc ten niecodzienny kolaż rodziny Piłsudskich wywodzącej się ze Żmudzi, Michałowskich, którzy wywodzili się z Mazowsza, oraz Butlerów z ich prawdopodobnie irlandzkimi korzeniami zaowocował kumulacją talentów u Józefa Klemensa Piłsudskiego, późniejszego Marszałka Polski, aczkolwiek w dniu jego narodzin niewiele wskazywało, że oto pojawił się ktoś, kto zmieni oblicze środkowowschodniej Europy, kto przyczyni się do odbudowania niepodległej Rzeczypospolitej.
Pozostaje otwartą kwestią, co obok wrodzonych talentów i zdolności umożliwiło mu zrealizowanie celów, które wymknęły się przywódcom kilku powstań narodowych i organizatorom ruchów społecznych w XIX-wiecznej Polsce. Czy domowa i kresowa atmosfera, w jakiej wzrastał, pozwalała na dogłębne zrozumienie procesów zachodzących w ówczesnym świecie. Czy Piłsudski w pełni je rozpoznawał i rozumiał. Które z nich adaptował na potrzeby domowego podwórka. Czy Litwa czasów „Wieszatiela” mogła rościć sobie nadzieje na doścignięcie przodujących państw i społeczeństw Europy i świata. Czy i jaką wreszcie formułę zastosował Piłsudski, aby swój program zrealizować.
[ramka]Lektury dzieciństwa - „Nieprzejednana patriotka nie starała się przed nami ukrywać bólu i zawodów z powodu upadku powstania, owszem, wychowywała nas, kładąc zwłaszcza nacisk na konieczność dalszej walki z wrogiem ojczyzny. Od najwcześniejszego dzieciństwa zaznajamiano nas z utworami naszych wieszczów ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono historii Polski, kupowano książki wyłącznie polskie. Ten patriotyzm rewolucyjny nie miał określonego kierunku społecznego. Matka najbardziej lubiła z naszych wieszczów Krasińskiego, mnie zaś od dzieciństwa zachwycał zawsze Słowacki, który też był dla mnie pierwszym nauczycielem zasad demokratycznych”.
Józef Piłsudski, Jak stałem się socjalistą, Pisma Zbiorowe, Warszawa 1937, t. II, s. 45[/ramka]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE