Nepal
Pożegnanie z Annapurną
Tysiące osób rocznie przyjeżdża do Nepalu, aby przejść najpopularniejszy trekkingowy szlak świata wokół sławnego ośmiotysięcznika. To prawdopodobnie ostatni rok, gdy będzie to jeszcze możliwe
Dziewięć z 14 liczących ponad 8 tys. m n.p.m. szczytów na Ziemi wznosi się właśnie w Nepalu. Przez nepalskie Himalaje prowadzi wiele szlaków dostępnych dla doświadczonych – a nawet mniej doświadczonych – turystów górskich. Dwa najbardziej znane z nich to trekking do bazy pod Mount Everest i wyprawa dokoła Annapurny. Dwie trzecie osób odwiedzających góry Nepalu decyduje się zmierzyć właśnie z tym ostatnim.
Annapurna (8091 m n.p.m.), była pierwszym w historii szczytem powyżej 8000 m zdobytym przez człowieka. Na jej wierzchołek weszli w czerwcu 1950 r. Francuzi Maurice Herzog i Louis Lachenal. Szlak prowadzący wokół niej oceniany jest przez przewodniki i samych turystów jako jedna najpiękniejszych widokowo wędrówek górskich na świecie. Położony w środkowym Nepalu zaczyna się w malowniczej dolinie rzeki Marsyangdi. Idąc nią, mijamy niemal wszystkie strefy roślinności, jakie można znaleźć w tym kraju. Od wilgotnej dżungli, przez mieszane i iglaste lasy, którym urody dodają kwitnące rododendrony, osiągające tu wysokość 30 metrów, po karłowate zarośla, łąki alpejskie i pokryte wiecznym śniegiem szczyty powyżej 3 tys. m n.p.m. Najwyższym punktem wędrówki jest przełęcz Thorung-La, 5416 m, skąd szlak schodzi w najgłębszą na świecie górską dolinę Kali Gandaki. Kilkudniowa droga powrotna prowadzi do miasta Pokhara. Niestety, w Marsyangdi i Kali Gandaki trwa budowa dróg prowadzących do odległych wsi górskich. Już w tym roku szlak wokół Annapurny prawdopodobnie przestanie istnieć w swym dawnym kształcie.
Samochód zdobywa Himalaje
Kiedy rozpoczynamy trekking w miasteczku Besisahar u podnóża Wysokich Himalajów, wszystko wygląda jeszcze tak jak zawsze. Początek szlaku to piaszczysta droga mijająca zielone wzgórza, pokryte wiecznie zielonym lasem deszczowym i tarasami pól. Po dwóch godzinach docieramy do wsi Bhulbhule. Skleconym z bambusowych pni mostem przechodzimy na drugą stronę rzeki. Ale już drugiego dnia wyprawy doliną Marsyangdi wysoko nad rwącą rzeką widać pracujących niemal bez zabezpieczeń robotników wykuwających w skale szeroką półkę. Kilka godzin marszu dalej pracuje koparka. Spycha do rzeki wielkie głazy i przebija się powoli przez zbocze góry. Na odcinku kilkunastu kilometrów mijamy jeszcze generatory dostarczające prąd do młotów pneumatycznych warczących w kilkunastu miejscach naraz. Już za rok zamiast turystów cichą dawniej doliną pojadą samochody terenowe i autobusy. Malownicze okoliczne wioski, odwiedzane przez górskich wędrowców, staną się jedynie przydrożnymi osiedlami wzdłuż drogi, w których nikt się nie zatrzyma.
W Dharapani przysiadamy przy posterunku Annapurna Conservation Area, gdzie sprawdzane są nasze pozwolenia. Obok nas kilkoro Nepalczyków prowadzi ożywioną rozmowę. Pytamy ich o drogę, która niedługo dotrze w tę okolicę. Wszyscy z obawą myślą o dniu, w którym pierwsze samochody dotrą pod ich okna. „Po co nam ta droga? To tylko hałas i ciężarówki między domami. Kiedy samochody dotrą do Dharapani, nikt się tutaj nie zatrzyma, a nasz biznes upadnie. Planujemy stworzyć wokół wsi ścieżki, którymi można będzie ją ominąć, ale czy to coś da? Nie wiemy".
Pytamy, komu wobec tego zależy na budowie drogi. Jeden z Nepalczyków odpowiada: „Naszym politykom i nikomu więcej. Maoistom wydaje się, że rozwój to drogi i elektryczność. Ale żaden z przywódców nie widzi, że dla nas to turystyka jest rozwojem. Nikt nie myśli o przyszłości".
W miarę jak nowe drogi docierają do odległych niegdyś górskich wsi, hałas pojazdów, głównie popularnych w Nepalu motocykli, niweczy bezpowrotnie spokój tego szlaku. W miejscach dostępnych dawniej tylko dla pieszych trzeba wędrować drogą i uważać na trąbiące pojazdy. Jeden z przewodników prowadzących grupę zachodnich turystów przyznaje: „Ostatnio mało jest osób, które chciały by przejść pełny, 21-dniowy trekking. Po wybudowaniu drogi do Mustangu, na zachód od Annapurny, cała trasa skróciła się do 10 – 11 dni. A gdy tylko kolejna droga, budowana po wschodniej stronie góry, zostanie ukończona, trekking skróci się do zaledwie pięciu – sześciu dni. Poza tym nikt nie chce wędrować w kurzu i dymie wzniecanych przez przejeżdżające pojazdy. Turyści zaczynający lub kończący trekking wolą więc skorzystać z autobusów i samochodów".















