Europa
Rowerem na najpiękniejsze plaże Europy
Na Bornholmie to rowerzyści rządzą na szosach. Poruszają się pojedynczo albo całymi grupami, często z doczepionymi z tyłu wózkami z maluchami. Nikt ich nie spycha, nikt na nich nie trąbi. A gdy zjadą z wyznaczonych ścieżek na asfalt, samochody ustępują im miejsca. Wiem, bo sprawdziłam
Na Bornholmie byłam dwa razy – raz w środku lata, drugi raz na początku maja, jak tylko uspokoił się rozbujany wiosennymi sztormami Bałtyk. Raz pojechałam z mężem, a raz w sześcioosobowej grupie. Oczywiście na rowerach wyposażonych w sakwy, koszyki na zakupy i kłódki, które po pierwszym dniu, zawstydzeni naszym brakiem zaufania do wyspiarzy, upchnęliśmy gdzieś w bagażu.
Zabezpieczenia nie są bowiem na Bornholmie potrzebne. Wyspa wygląda jak dekoracja do (anty), reklamy towarzystwa sprzedającego wakacyjne ubezpieczenia. Wszystko jest tu czyściutkie, estetyczne i bezpieczne. Bornholmczycy są uczciwi i życzliwi. Ufają gościom, bo dlaczego nie? Samochodów się nie tu nie zamyka, domów nie ogradza płotami. W wielu hotelach brak całodobowej recepcji, wyjeżdżający zostawiają po prostu klucz w drzwiach.
Piasek jak mąka
Przy drogach stoją zbite z desek stragany z malowniczo poukładanymi towarami. Chcesz kupić pudełko malin, torbę pomidorów, dorodną dynię, węzełek drewnianych szczap albo doniczkę z kwiatami? Obsłuż się sam. Weź, co ci potrzebne, a pieniądze wrzuć do skarbonki obok. Proste. Rowery zostawia się na parkingach, opierając o szczebelki. Nie trzeba martwić się, czy nie ukradną. Nie ukradną, można oddalić się i spokojnie podziwiać krajobrazy.
A są przepiękne. Maleńka duńska wyspa robi wrażenie nawet na najbardziej zblazowanych turystach. Bieluśkie, wysypane miałkim jak mąka piaskiem plaże są moim zdaniem najładniejsze w Europie. Wysokie na 80 metrów granitowe klify. Zielonkawe, szkierowe mikrowysepki. Wrzosowiska. Jaskrawo żółte (rzepak) albo złociste (pszenica) pola wykończone na horyzoncie szczupłymi sylwetkami wiatraków. Gęste lasy, w których ukryte są takie skarby, jak wieża widokowa Rytterknaegten, z której widać całą wyspę, najwyższy w Danii wodospad Dondalen albo największy, wciąż wędrujący głaz narzutowy Rokkestenen.
No i Bałtyk. Niby znajomy, a jednak zupełnie inny. Objeżdżając Bornholm na rowerze, nie można od morza uciec – przebija między drzewami, kontrastuje z jaskrawymi kolorami pól. Bije w oczy niemal tropikalnym turkusem. Albo połyskuje jak satynowe prześcieradło w równoległe do horyzontu paski: mleczna ultramaryna na zmianę z granatem. Oto Bałtyk leniwy i... łagodny jak baranek. Gdzie jego siła? Gdzie energia? Widać ją dopiero w bezpośredniej konfrontacji morza ze skałami, stojąc nad skraju poszarpanej granitowej ściany Jons Kapel i patrząc na kotłującą się w dole wodę.
Flaga na maszt
W naturalnie doskonały krajobraz Bornholmu wplecione są równie miłe dla oka elementy stworzone przez człowieka. Miasteczka przypominają układanki z klocków lego. Poprzyklejane do siebie domki są na ogół parterowe, pocięte kratką drewnianych belek i pomalowane na mocne kolory: ochrę, indygo albo burgund. Domki są zaplątane w wypielęgnowaną zieleń: malwy, ostróżki, cynie, pelargonie, zdarza się też drzewo figowe albo bujna winorośl, bo Bornholm, mimo że położony na północ od Polski, jest rozpieszczany przez słońce. Jak wyspy śródziemnomorskie.
Wyspiarze są estetami, przywiązują wagę do detali. W oknach bez firanek (można zajrzeć do środka, byle dyskretnie!) stoją porcelanowe figurki, świeczniki, orchidee albo minimalistyczne kompozycje z traw. Nad ceglanymi dachówkami często powiewają duńskie flagi, które służą do demonstrowania narodowej dumy, ale również jako... drogowskazy. Jeśli biały krzyż na czerwonym tle łopocze na szczycie masztu, oznacza to, że instytucja publiczna (muzeum, galeria, a nawet knajpa) jest jeszcze czynna. Jeśli flagi nie ma – zamknięte. Nie trzeba pędzić na złamanie karku.
Kościoły jak rakiety
Na Bornholmie jest w sumie 235 km szlaków rowerowych. Reprezentacyjna klasyczna trasa jest oznaczona numerem 10. Ma 105 km długości i biegnie wokół Bornholmu, wzdłuż wybrzeża. Średnio zaawansowanym cyklistom na jej przejechanie wystarczą dwa dni (w wersji ekstremalnej nawet jeden), ale dużo przyjemniej jest przeznaczyć na to więcej czasu. Nawet tydzień. Można wtedy skorzystać z pajęczyny tras łącznikowych rozpiętych na okalającej wyspę pętli, jak na obręczy, które pozwalają na dotarcie w dowolne miejsce w głębi wyspy.













