Ameryka Północna
Labrador
Myśl o wyprawie na Labrador śladami Kennetha White’a zaświtała w mojej głowie już w trakcie pierwszej lektury jego „Niebieskiej drogi” w Krakowie. Od zaświtu do realizacji minęło ponad dwa lata. Na różnych etapach tej przygody pomagało mi wiele osób. Większość z nich spotkałem w Toronto i nie dziw, wszak toronto w narzeczu Huronów oznacza „miejsce spotkań” nad jeziorem Ontario.
Ontario, Huronowie. Ba... Bywają takie wyprawy, którymi się żyje od dziecka i które biorą początek z marzeń o Indianach, z wigwamu pod śliwą w ogrodzie przy domu, z powieści Coopera i Curwooda. I szczerze mówiąc, niewiada kiedy się zaczynają – naprawdę? Czy w przeddzień wyjazdu, kiedy spakowany plecak stoi jeszcze w przedpokoju, aliści myślami już jesteś w drodze? Czy rok wcześniej, kiedy się okazało, że to możliwe, bo znaleźli się ludzie gotowi wesprzeć finansowo? Czy może aż wtenczas, kiedy po przeczytaniu „Kanady pachnącej żywicą” Fiedlera jęliśmy z bratem suszyć mięso na kaloryferze?













