Warszawa
Czasami przepraszamy drzewa
Tajski reżyser – którego „Nimfa” otwiera dziś w Muranowie 3. Festiwal Filmowy Kino w Pięciu Smakach – przyjechał do Warszawy na piątkowe spotkanie z widzami.
Pana filmy są oryginalnie zmontowane. Czy długo pracuje pan przy stole montażowym?
Penek Ratanaruang: Piszę scenariusz, a w trakcie zdjęć wszystko zmieniam, ponieważ duży wpływ na moją pracę mają plenery i twarze aktorów. Kręcę szybko – w ciągu 25 dni film jest ukończony, a potem zasiadam do montażu. Po kilku miesiącach zniecierpliwieni producenci zaczynają naciskać. Ale dla mnie praca nad filmem właściwie nigdy się nie kończy. Ciągle go przemontowuję. Tak samo zrobiłem z „Nimfą” po powrocie z Cannes.
W „Ostatnim życiu we wszechświecie” i „Ploy” oglądamy na drugim planie dwóch odpychających bohaterów. Czy tacy też potrafią być pana rodacy?
Tajscy mężczyźni są bardzo łagodni i kobiecy, zwłaszcza w porównaniu z koreańskimi czy chińskimi supermacho. Tamte postaci są dość nietypowe.
Zachodni widz odbiera „Nimfę” jak film o szczególnych związkach człowieka z naturą. Przypomina się „Piknik pod Wiszącą Skałą” Petera Weira.
W Tajlandii większość ludzi żyje bardzo blisko z przyrodą. Wierzymy w mity o nimfach zamieszkujących pnie drzew. Często biwakujemy w dżungli. Kiedy mężczyźni sikają pod drzewami, muszą je za to przeprosić. Celebrujemy kontemplacyjne życie. Dlatego „Nimfa” ma takie wolne tempo w porównaniu z filmami hollywoodzkimi. Ludzie żyjący w miastach są zbyt niecierpliwi.
Pary małżeńskie w pana filmach zawsze przeżywają kryzys. Czy to odzwierciedlenie doświadczeń?
Nigdy nie byłem żonaty, ale mam za sobą wiele związków. Na ekranie wybrzmiewają kwestie, jakie wypowiedziałem do którejś z moich dziewczyn i odwrotnie. Pokazuję ciemne strony życia i ludzi, ale nie przestaję wierzyć w dobro. I zadaję sobie pytanie, czy nie oczekujemy zbyt wiele szczęścia, jednocześnie na nie nie pracując. Moi rodzice przeżyli ze sobą całe życie, choć czasem się kłócili, zwłaszcza gdy ojciec wdawał się w romanse. Ale pracowali nad swoim małżeństwem – bo taki związek to ciężka praca. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Poznają się, pobierają, a potem z powodu najmniejszych nieporozumień rozstają.
Ma pan umiejętność budowania intymnej atmosfery. Widz od razu się angażuje w oglądany film.
Reżyser musi być absolutnie szczery, opowiadając historię. Wszystko musi być autentyczne – scenografia, kostiumy... Odtwórców wybieram nie ze względu na ich umiejętności, ale interesujący wygląd. Moje aktorki mają zawsze piękne twarze – potrafią przykuć uwagę widza przez półtorej godziny trwania filmu. Po spotkaniu z wykonawcami często dokonuję zmian w scenariuszu. Nikomu nie pozwalam improwizować.
Aktorzy nie mają na planie nic do powiedzenia – muszą ściśle wykonywać wskazówki. Najważniejszy jest rytm
– stworzenie odpowiedniego to kwestia instynktu.
Jednym z pana ulubionych filmów jest brytyjska komedia „Notting Hill” z parą Grant/Roberts...
Uwielbiam ten film! Jest taki zabawny i bezpretensjonalny – a ja nie znoszę pretensjonalności i pompy.
Mieszkał pan w Stanach Zjednoczonych przez dziesięć lat. Nie żałuje pan powrotu?
W Stanach nie mógłbym kręcić takich filmów, jakie chciałbym. Swoją drogą, nigdy nie marzyłem o zostaniu reżyserem filmowym.
A o czym marzył zdobywca nagród w Berlinie i Wenecji?
Chciałem być piłkarzem. Byłem w tym naprawdę dobry. Ale w końcu skończyłem historię sztuki i malarstwo.
To pana pierwsza wizyta w Polsce. Jakie były pana oczekiwania?
Starałem się nie mieć żadnych. Zwykle nie jeżdżę na festiwale, chyba że naprawdę muszę osobiście zapowiedzieć swój film biorący udział w konkursie. Ale do Polski bardzo chciałem przyjechać.
Co zobaczymyMetafizycznym thrillerem „Nimfa” rozpoczyna się dziś w Muranowie 3. Festiwal Filmowy Kino w Pięciu Smakach. Na bardzo ciekawy program tegorocznej imprezy składają się – obok nowych filmów wietnamskich – produkcje zaliczające się do tzw. tajskiej nowej fali. Obejrzymy m.in. retrospektywę Pen-eka Ratanaruanga (m.in. znane na świecie obrazy „Ostatnie życie we wszechświecie” oraz „Ploy”) i filmy Apichatponga Weerasethakula (m.in. „Adventures of Iron Pussy”). Festiwalowym wydarzeniem będzie pokaz znakomitego dramatu „Dryfując” Wietnamczyka Chuyen Bui Thaka, nagrodzonego w tym roku w Wenecji. Projekcje będą się także odbywać w Kino.Lab. Festiwal zakończy we wtorek premiera filmu Katarzyny Klimkiewicz „Hanoi – Warszawa”.















