REKLAMA

Boliwia

Potosí, czyli przekleństwo srebra

Katarzyna Winiarska 09-11-2009, ostatnia aktualizacja 09-11-2009 14:04
Potosí: Casa Nacional de Moneda
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: Rzeczpospolita OnLine
Potosí: Casa Nacional de Moneda
We wnętrzu Cerro Rico: ofiara dla El Tío
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: Rzeczpospolita OnLine
We wnętrzu Cerro Rico: ofiara dla El Tío
Potosí: landrynkowa fasada Torre de la Compañía de Jesús
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: Rzeczpospolita OnLine
Potosí: landrynkowa fasada Torre de la Compañía de Jesús

W krajach hiszpańskojęzycznych „valer un potosí” („być wartym potosí”) do dziś oznacza tyle, co nasze „być wartym fortunę”. Skąd wzięło się to określenie? Sprawdzam na miejscu, w boliwijskim Potosí, najwyżej położonym mieście świata.

Zobacz zdjęcia

Ciężki górniczy kask spada mi na oczy, gdy tylko przezornie schylam głowę, aby znów nie rąbnąć z rozmachem o belkę podtrzymującą niski strop. Mdłe światło czołówek ledwo rozjaśnia mrok kopalnianego szybu. W dusznym powietrzu unosi się zapach siarki. Mam wrażenie, jakbym za życia zstępowała do piekieł. I chyba nie jestem daleka od prawdy…

Chwilę wcześniej mijaliśmy jeszcze wykutą w skale kapliczkę z figurą Chrystusa, ale teraz wkraczamy do lochów, gdzie - wedle miejscowych wierzeń - kończy się Jego panowanie i gdzie niepodzielnie włada El Tío, daleki kuzyn europejskiego diabła. Czuję na sobie świdrujący wzrok Czerwonej Maszkary. Gdzieś czai się irracjonalne. Tymczasem nasz przewodnik rozpoczyna obrządek, dzięki któremu mamy wkupić się w łaski El Tío i bezpiecznie powrócić z kopalni. Z namaszczeniem skrapia drewniany posąg spirytusem, rozsypuje przed nim liście koki, wtyka w usta zapalonego papierosa. Zastanawiam się, ile w tym rzeczywistej wiary w moc El Tío, a ile przedstawienia przygotowanego specjalnie dla turystów. Chyba znów jestem racjonalnie myślącą Europejką. Ale wizja piekła wciąż mnie prześladuje. I tym razem jest brutalnie rzeczywista.

Osiem milionów ofiar

Dwóch zgiętych wpół górników wypycha wózek wyładowany urobkiem. Trudno w to uwierzyć, ale w boliwijskiej kopalni srebra wciąż pracuje się tak, jak przed wiekami – wyłącznie siłą ludzkich mięśni. Kołaczą mi się po głowie przerażające liczby przeczytane w przewodniku. Odkąd w 1544 roku na zboczach Cerro Rico (Bogatego Wzgórza) odkryto złoża srebra, Góra stała się największą na świecie kopalnią tego kruszcu, a jej wnętrze pochłonęło ponad osiem milionów ludzkich istnień.

W czasach kolonialnych wydarto Górze kilkadziesiąt tysięcy ton srebra, które trafiało przede wszystkim na Stary Kontynent

Początkowo hiszpańscy kolonizatorzy jako siłę roboczą wykorzystywali tubylców. Bez skrupułów odwoływali się do inkaskiego obyczaju mita, nakładającego na indiańskie społeczności obowiązek oddelegowania ludzi do robót publicznych przy budowie dróg. Od początków XVII w. do pracy w kopalniach zaczęto sprowadzać niewolników z Afryki, którzy umierali dziesiątkami tysięcy, nie mogąc znieść zarówno katorżniczej pracy, jak i surowego klimatu.

W czasach kolonialnych wydarto Górze kilkadziesiąt tysięcy ton srebra, które trafiało przede wszystkim na Stary Kontynent. Mawia się, że Hiszpanie mogliby z tego kruszcu wybudować most do swojej ojczyzny i jeszcze mieć co nim wozić. Obecnie złoża srebra wydają się być na wyczerpaniu. Na większą skalę wydobywa się natomiast rudy cyny, cynku i ołowiu. Prawo do eksploatacji złóż Cerro Rico znajduje się w rękach górniczych spółdzielni, zatrudniających kilka tysięcy pracowników. Gdzieś równolegle kręci się też turystyczny biznes, oferujący unikalną atrakcję - wizytę w najprawdziwszej czynnej kopalni.

Koka zamiast kanapek

Z zadumy wyrywa mnie osobista trauma - przeprawa przez istny podziemny parkur złożony z połamanych drewnianych drabin i oślizgłych desek przerzuconych nad czeluściami, w których chyba sam El Tío mieszka. To już najniższy poziom kopalni. We znaki daje się wysoka temperatura i wszechobecny gryzący pył. W dodatku kalosze, które wraz z resztą rynsztunku dostałam w naszej agencji turystycznej, są o dobre dwa numery za duże i przy każdym kroku zsuwają się z nóg. Na usta ciśnie mi się bogaty repertuar polskich i hiszpańskich przekleństw. Dam radę!

Kobiety bardzo długo nie miały wstępu do kopalni. Górnicy obawiali się, że Pachamama, Matka Ziemia, z zazdrości ukryje przed nimi swe skarby. Do dziś mężczyźni z Potosí z dumą przyznają się do swojego machizmu. I z tą samą dumą opowiadają o swojej pracy. Okazują się sympatycznymi, wesołymi ludźmi. Przykro mi myśleć, jakie spustoszenia w ich organizmach czynią nieludzkie warunki pracy. Górnicy z kopalni srebra rzadko dożywają 45. roku życia. Pylica zbiera okrutne żniwo. I chyba nie tylko ona.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita OnLine
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Huayna Potosí, czyli magia sześciu tysięcy

Górę dostrzegam już w kilka chwil po lądowaniu na El Alto. Elegancka biała piramida połyskuje w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. >>