Boliwia
Potosí, czyli przekleństwo srebra
W krajach hiszpańskojęzycznych „valer un potosí” („być wartym potosí”) do dziś oznacza tyle, co nasze „być wartym fortunę”. Skąd wzięło się to określenie? Sprawdzam na miejscu, w boliwijskim Potosí, najwyżej położonym mieście świata.
Ciężki górniczy kask spada mi na oczy, gdy tylko przezornie schylam głowę, aby znów nie rąbnąć z rozmachem o belkę podtrzymującą niski strop. Mdłe światło czołówek ledwo rozjaśnia mrok kopalnianego szybu. W dusznym powietrzu unosi się zapach siarki. Mam wrażenie, jakbym za życia zstępowała do piekieł. I chyba nie jestem daleka od prawdy…
Chwilę wcześniej mijaliśmy jeszcze wykutą w skale kapliczkę z figurą Chrystusa, ale teraz wkraczamy do lochów, gdzie - wedle miejscowych wierzeń - kończy się Jego panowanie i gdzie niepodzielnie włada El Tío, daleki kuzyn europejskiego diabła. Czuję na sobie świdrujący wzrok Czerwonej Maszkary. Gdzieś czai się irracjonalne. Tymczasem nasz przewodnik rozpoczyna obrządek, dzięki któremu mamy wkupić się w łaski El Tío i bezpiecznie powrócić z kopalni. Z namaszczeniem skrapia drewniany posąg spirytusem, rozsypuje przed nim liście koki, wtyka w usta zapalonego papierosa. Zastanawiam się, ile w tym rzeczywistej wiary w moc El Tío, a ile przedstawienia przygotowanego specjalnie dla turystów. Chyba znów jestem racjonalnie myślącą Europejką. Ale wizja piekła wciąż mnie prześladuje. I tym razem jest brutalnie rzeczywista.
Osiem milionów ofiar
Dwóch zgiętych wpół górników wypycha wózek wyładowany urobkiem. Trudno w to uwierzyć, ale w boliwijskiej kopalni srebra wciąż pracuje się tak, jak przed wiekami – wyłącznie siłą ludzkich mięśni. Kołaczą mi się po głowie przerażające liczby przeczytane w przewodniku. Odkąd w 1544 roku na zboczach Cerro Rico (Bogatego Wzgórza) odkryto złoża srebra, Góra stała się największą na świecie kopalnią tego kruszcu, a jej wnętrze pochłonęło ponad osiem milionów ludzkich istnień.
W czasach kolonialnych wydarto Górze kilkadziesiąt tysięcy ton srebra, które trafiało przede wszystkim na Stary Kontynent
Początkowo hiszpańscy kolonizatorzy jako siłę roboczą wykorzystywali tubylców. Bez skrupułów odwoływali się do inkaskiego obyczaju mita, nakładającego na indiańskie społeczności obowiązek oddelegowania ludzi do robót publicznych przy budowie dróg. Od początków XVII w. do pracy w kopalniach zaczęto sprowadzać niewolników z Afryki, którzy umierali dziesiątkami tysięcy, nie mogąc znieść zarówno katorżniczej pracy, jak i surowego klimatu.
W czasach kolonialnych wydarto Górze kilkadziesiąt tysięcy ton srebra, które trafiało przede wszystkim na Stary Kontynent. Mawia się, że Hiszpanie mogliby z tego kruszcu wybudować most do swojej ojczyzny i jeszcze mieć co nim wozić. Obecnie złoża srebra wydają się być na wyczerpaniu. Na większą skalę wydobywa się natomiast rudy cyny, cynku i ołowiu. Prawo do eksploatacji złóż Cerro Rico znajduje się w rękach górniczych spółdzielni, zatrudniających kilka tysięcy pracowników. Gdzieś równolegle kręci się też turystyczny biznes, oferujący unikalną atrakcję - wizytę w najprawdziwszej czynnej kopalni.
Koka zamiast kanapek
Z zadumy wyrywa mnie osobista trauma - przeprawa przez istny podziemny parkur złożony z połamanych drewnianych drabin i oślizgłych desek przerzuconych nad czeluściami, w których chyba sam El Tío mieszka. To już najniższy poziom kopalni. We znaki daje się wysoka temperatura i wszechobecny gryzący pył. W dodatku kalosze, które wraz z resztą rynsztunku dostałam w naszej agencji turystycznej, są o dobre dwa numery za duże i przy każdym kroku zsuwają się z nóg. Na usta ciśnie mi się bogaty repertuar polskich i hiszpańskich przekleństw. Dam radę!
Kobiety bardzo długo nie miały wstępu do kopalni. Górnicy obawiali się, że Pachamama, Matka Ziemia, z zazdrości ukryje przed nimi swe skarby. Do dziś mężczyźni z Potosí z dumą przyznają się do swojego machizmu. I z tą samą dumą opowiadają o swojej pracy. Okazują się sympatycznymi, wesołymi ludźmi. Przykro mi myśleć, jakie spustoszenia w ich organizmach czynią nieludzkie warunki pracy. Górnicy z kopalni srebra rzadko dożywają 45. roku życia. Pylica zbiera okrutne żniwo. I chyba nie tylko ona.















